Mający miejsce w Poznaniu Pyrkon rozpocznie się za 31 dni
Mające miejsce we Wrocławiu Dni Fantastyki rozpoczną się za 101 dni
Mający miejsce w Białymstoku Polcon rozpocznie się za 135 dni
Dwunasta rocznica istnienia Manda`yaim będzie miała miejsce za 218 dni
Wizjer Manda`Yaim #16
 
Okiem Manda`Yaim

Od racji polowych po charakterystyczne przyprawy — w najnowszej edycji Wizjera Manda`Yaim nasi członkowie opowiadają o smakach mandaloriańskiej kultury.



Arneun:
Właściwie każdy posiłek spożywany z Innadą przypominał mi o pewnej bardzo istotnej rzeczy — jak cudownie jest być wolnym. Jedzenie było piekielnie ostre, ale w końcu miało smak, a trzeba przyznać — po przyzwyczajeniu się do ostrości potraw czułem pewnego rodzaju zawód ilekroć nie było okazji przyprawić dania “po naszemu”.
Racje polowe, spożywane przy dłuższych misjach, lub kiedy po prostu nie było czasu, regularnie przypominały o wadach nieposiadania władzy nad sobą - bo przecież nikt nie przejmuje się tym, co niewolnik dostaje do jedzenia, a już na pewno nie na stacji pośrodku niczego (to określenie pasowało nawet kiedy zapomniało się o ogromnych odległościach pomiędzy układami gwiezdnymi), zwłaszcza gdy bezsmakowa syntetyzowana papka jest po prostu tańsza.
Innada sprawiła, że posiłki zaczęły pozostawiać jakieś wrażenie w ustach. Choć, jeśli pamięć mnie nie myli, błędnie odczytała moją reakcję.
Z jej punktu widzenia — nie wytrzymałem ostrości potrawy, którą mi podała.
Z mojego — była to radość z potrawy mającej smak.
I jeśli chcesz wiedzieć — to dlatego zawsze jak jesteśmy na księżycu przemytników wpadamy tutaj. To wygodne miejsce, na tyle blisko kosmoportu, żeby jeszcze był sens się wybrać, a samo jedzenie… dość powiedzieć, że właściciel cały czas ma swoją zbroję, i choć zakłada ją rzadko, to wiem co zamówić, żeby doprawił je tak, jak jadaliśmy na “Tancerce”. Nie martw się, jeszcze się przyzwyczaisz. Choć w Twoim przypadku nie można zakładać, że łzy są spowodowane radością z czucia smaku.

Mahiyana:
Godzina 3 w nocy czasu lokalnego. Coruscant. Statek ojca Mahiyany. 7. dzień śledztwa.

— Nie trać nadziei Mah`ika. Znajdziemy ją! — Dźwięk ciężkich butów Warsama odbijał się od ścian statku, pogłębiając tylko wrażenie pustki. Mahiyana tylko skinęła głową bez słowa i posłusznie poszła za ojcem.
— Tymczasem — zaczął — chyba pora coś zjeść!
Dziewczyna usiadła przy małym stoliku zastanawiając się czy i tym razem z trudem uda się jej zjeść “porządne Mandaloriańskie jedzenie”, które uparcie serwował jej Warsam. Wybór wahał się od łamiących zęby sucharów do wypalających gardło gulaszy. Zdecydowanie nie do tego przyzwyczaiła ją mama.
Zanim zdążyła zacząć rozpaczać, że może jej już nigdy nie zobaczyć, Warsam postawił przed nią talerz parującej zupy i kawałek pieczywa.
— Jedz, pomoże Ci odzyskać siły. — powiedział.
Mahiyana spojrzała niepewnie na czerwonawą ciecz, w której pływały niezidentyfikowane kawałki… czegoś, po czym nie mając większego wyboru, zaczęła jeść. Zgodnie z jej własnymi przewidywaniami, jej oczy od razu napełniły się łzami. — Jak zwykle, pyszne. — rzuciła z lekką ironią w głosie.
Jej ojciec tylko się zaśmiał. — Mah`ika, jedzenie musi mieć draluram i…
— ...i wywoływać hetiklam i dwa inne mandaloriańskie słowa. — dokończyła Mahiyana. — Ale jak na coś pożywnego, brakuje mi tu trochę warzyw. — dodała przyciszonym głosem.
— Trochę ich jest. — zapewnił ją Warsam. — A zresztą, teraz jesteśmy w… warunkach polowych, można powiedzieć. Jak przylecisz ze mną na Mandalorę, to ugotuję ci tyle warzyw, ile tylko będziesz chciała!
Dziewczyna podniosła głowę znad palącej zupy.
— Myślałam, że w każdych warunkach takie rzeczy są ważne.
— W tej chwili mamy do wyboru świeże warzywa albo dodatkową godzinę snu żeby uzupełnić siły na jutrzejsze poszukiwania. — wyjaśnił Warsam. — Co byś wolała?
Mahiyana nie odpowiedziała na to pytanie. Przed padnięciem na talerz powstrzymywała ją tylko myśl o wypaleniu sobie twarzy tajemniczą, ostrą mieszanką.
Warsam spojrzał na nią ze współczuciem. Młoda dziewczyna była przyzwyczajona do zupełnie innego życia, w szczególności zupełnie innego jedzenia. Jednak płynęła w niej mandaloriańska krew, co udowadniała przez cały tydzień, dzielnie biorąc udział w śledztwie.
— Dziękuję. — powiedziała Mahiyana, kończąc posiłek. — Codziennie robi się coraz mniej ostra. - dodała.
Jej ojciec zebrał naczynia. — Myślę, że to nie tak działa. — rzucił z szerokim uśmiechem.
Mahiyana odwzajemniła uśmiech. Po odzyskaniu buira była gotowa na wszystko. Nawet jeżeli miało to wypalać nos samym zapachem.

Sh`ehn:
Mandalora zawsze wydawała jej się niezwykłą planetą, choć nie potrafiłaby jednoznacznie powiedzieć dlaczego. Lubiła zapach powietrza, słońce, wiatr, wypalone, jałowe pustynie i zielone równiny, na których od czasu do czasu trafić można było na zespoły zabudowań — mandaloriańskie farmy. Podobała jej się specyfika tutejszej architektury, która w zaskakujący sposób łączyła prostotę tradycyjnych rozwiązań z arsenałem i technologią obronną mogącymi dorównać niejednej twierdzy. A może tym czymś był widok wojowników w beskar`gamach spacerujących ulicami miast, może sztandary ozdobione kolorowymi aliikami, wiszące u bram kosmoportu, albo wybijające się spośród szumu basicu czy huttańskiego strzępki zdań w mando`a... Było tak wiele rzeczy, które niezmiennie napawały ją zachwytem nad duchem mandaloriańskiej kultury — nic więc dziwnego, że uwielbiała tu lądować, i przez kilka ostatnich lat, wypełnionych regularnymi powrotami na znajomą płytę wynajmowanego przez nią lądowiska, naprawdę zżyła się z tym miejscem.

Ale był jeszcze inny powód, dla którego lądowania na Mandalorze uważała za szczególne i jedyne w swoim rodzaju — w żadnym innym znanym jej zakątku galaktyki nie parzono takiego przyprawionego kafu, jak w Oyu`baat czy Enceri. A kiedy wzięło się jeszcze pod uwagę przepysznie pachnące ciasto uj, posypane złocistą kruszonką i delikatnymi płatkami orzechów… (Najbardziej lubiła jeść je z dodatkiem mandaloriańskich pomarańczy, których lekko kwaskowy smak doskonale równoważył lepką słodycz uj`ayl). Ciasta uj Machia nie zamawiała często — jedynie przy naprawdę szczególnych okazjach — ale to czyniło je jedynie jeszcze bardziej wyjątkowym.

Trzeba jednak przyznać, że obcowania z kuchnią Mandalorian nie ograniczyła tylko do wizyt w lokalnej kantynie. Nie minęło wiele czasu, a, urzeczona smakiem przyrządzanego na mandaloriańską modłę kafu, zaopatrzyła się w odpowiednią mieszankę przypraw korzennych i pewnego popołudnia, po kilkugodzinnej walce z pokładowym automatem do napojów, udało jej się zaprogramować swoją własną wariację tego napoju. Przekonała się też, że długie wieczory z holoksiążką, gdy za iluminatorami statku przesuwają się fantastyczne kształty meandrów nadprzestrzeni, to idealna pora na kubek gorącego shigu z aromatycznych liści behot. Poza tym bardzo polubiła haarshuun. Był to niezwykle wygodny w przechowywaniu mandaloriański chleb -— cudownie chrupki, przypominał bardziej suchary niż standardowe pieczywo.

Do mandaloriańskich kulinariów przekonały Machię nie tylko wyjątkowe smaki; podobała jej się ogólna kultura przygotowywania posiłków. Mando`ade, których znała, na co dzień żywili się pożywnymi kompozycjami przygotowywanymi z zakonserwowanych lokalnych specjałów i gotowych półproduktów. Dania te łatwością przechowywania i krótkim czasem przygotowania przypominały bardziej racje żywnościowe niż normalne jedzenie — ale szczypta przypraw, garść suszonych owoców czy shuk`la gett`se sprawiały, że smakowały o niebo lepiej niż standardowe mieszanki odżywcze. Rozwiązanie wygodne zwłaszcza dla kogoś, kto większość czasu spędza samotnie podróżując.
Ale Mandaloriańska kuchnia miała też drugą stronę, która ją urzekła — na co dzień kierujący się praktycznym minimalizmem wojownicy dokładali zadziwiająco dużo starań by celebrować nieliczne okazje do wspólnych, klanowych skraan`ikase. Machia miała dwa czy trzy razy możliwość brać udział w czymś takim; i zawsze chętnie pomagała w przygotowaniach. Przyrządzanie ciepłych, domowych potraw i dbanie o to, by były, w miarę możliwości, ładnie podane nierzadko bywało urozmaicane eksperymentowaniem i wymienianiem się przepisami. Dla Machii takie wspólne gotowanie było świetną zabawą. Jeśli jednak miałaby być zupełnie szczera, tym, co przynosiło jej najwięcej radości, był społeczny aspekt takich “uczt” — cieszyło ją to, że raz na jakiś czas mogła zrobić coś dla Vode, i razem z nimi.




Temat na forum.
 
· Shehn dnia 21 marzec 2019 00:34:37 · Drukuj
"Han Solo" dzisiaj w HBO
 
FilmyJuż dzisiaj w telewizji HBO wyemitowany zostanie film "Han Solo - Gwiezdne Wojny historie". Premiera o godzinie 20.10


Młody i odważny Han Solo przemierza galaktykę w poszukiwaniu przygód. Han Solo (Alden Ehrenreich) jest samotnikiem, który przemierza galaktykę swoim statkiem. Podczas tych podróży dociera do najmroczniejszych zakamarków wszechświata. W trakcie jednej z nich spotyka Chewbaccę (Joonas Suotamo), swojego drugiego pilota. Wpada również na uzależnionego od hazardu Lando Calrissiana (Donald Glover). Doświadczenia z wyprawy pozwolą mu wyrosnąć na jednego z największych bohaterów sagi Gwiezdnych wojen. Widowiskowe kino pełne wartkiej akcji i interesujących postaci w reżyserii dwukrotnego zdobywcy Nagrody Akademii Rona Howarda (Piękny umysł). Obraz przedstawia młodość Hana Solo, kultowej postaci sagi Gwiezdnych wojen. W jego postać wciela się Alden Ehrenreich (Piękne istoty), którego kreacja aktorska nie odstaje od tej kultowej, stworzonej przez Harrisona Forda. Obok niego w obsadzie nie zabrakło gwiazd. W głównych rolach występują Joonas Suotamo (Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi), trzykrotnie nominowany do Oscara Woody Harrelson (Trzy billboardy za Ebbing, Missouri), znana z serialu HBO Gra o tron Emilia Clarke oraz laureat Złotego Globu Donald Glover (serial Atlanta). Produkcja została nominowana do Oscara w kategorii „najlepsze efekty specjalne”.



Planowane kolejne emisje:


18-03-2019 (poniedziałek) o 15:45 w HBO
20-03-2019 (środa) o 20:10 w HBO
21-03-2019 (czwartek) o 12:35 w HBO
23-03-2019 (sobota) o 9:55 i 22:05 w HBO
01-04-2019 (poniedziałek) o 22:35 w HBO
02-04-2019 (wtorek) o 13:50 w HBO
09-04-2019 (wtorek) o 18:45 w HBO2
10-04-2019 (środa) o 9:45 w HBO2
 
· Urthona dnia 17 marzec 2019 13:41:55 · Drukuj
Raport z działalności - Luty 2019
 
Strona & SpołecznośćFenn w końcu zlokalizował źródło strzałów. Nie mierząc, przycisnął spust i wypuścił w tamtą stronę strugę ognia ze swojego karabinu, żeby nieprzyjaciel nie mógł wychylić głowy. Odrzucił na bok rozładowany blaster i skoczył ku punktowi oporu, starając się trzymać z daleka od błyskawic lecących ku pozycji szturmowców z karabinu dowódcy najemników. Zaatakował punkt oporu szturmowców, bo chciał zrobić użytek z ostrzy w rękawicach, a gdyby przyszło do walki wręcz, mógł się posłużyć blasterami zabitych przeciwników... ale zrobił to głównie dlatego, że był Fennem Shysą. Jeżeli tego dnia miał zginąć, postanowił umrzeć z zębami zatopionymi w gardle napastnika.

Determinacja Fenna, Luke Skywalker i Cienie Mindora



Minął luty, tradycyjnie więc, raport!

W tym miesiącu przybyło nam pięć prac — dwie od Sh`ehn, dwie od Ratbora oraz jedna od Dhadral.

Ponadto Merel zrecenzował dwa opowiadania: Drużynę Omega: Cele i Takiego buhacza.

Do tego pojawił się kolejny Wizjer Manda`Yaim dotyczący kwestii malowania swojej zbroi.




- Opuścić blastery! — ryknął Shysa, bo zauważył, że strzały najemników powodują tyle samo ofiar wśród cywilów, co działania oszalałych szturmowców. —Opuścić blastery i wysunąć klingi! — Fenn Shysa był jednym z przywódców, którzy wierzą w zasadę dowodzenia przez dawanie przykładu. Zeskoczył z kontenera towarowego i wylądował na plecach zakutego w czarny pancerz szturmowca. Pierwsze ostrze wbił w kark przeciwnika. Zanim szturmowiec zdążył się zorientować, że nie żyje, Fenn przetoczył się i dźgnął następnego szturmowca w nerki, a kiedy imperialny żołnierz odwrócił się, żeby zobaczyć, kto go zranił, dowódca Protektorów wbił klingę głęboko w jego podbródek. Gdy martwy szturmowiec upadł, Shysa rozejrzał się w poszukiwaniu następnego celu. Miał mnóstwo celów do wyboru i nie spodziewał się, że mu ich zabraknie w najbliższym okresie... okresie, który, jak przewidywał, miał się zakończyć jego śmiercią.

O Fennie, Luke Skywalker i Cienie Mindora



Temat na forum
 
· Mahiyana dnia 01 marzec 2019 11:36:22· 0 komentarzy · 2192 czytań · Drukuj
Wizjer Manda`Yaim #15
 
Okiem Manda`Yaim

Beskar`gam to jeden z bardziej rozpoznawalnych atrybutów Mandalorian - jednak nie da się zaprzeczyć, że ilu vode, tyle pomysłów na wygląd pancerza. W tym miesiącu nasi członkowie poruszają kwestię malowania zbroi, zastanawiając się, maskowanie czy indywidualność?



Arakh Ha`an:
Indywidualność – zawsze i wszędzie. W końcu Mando (a przynajmniej ich większość) nie są byle mięśniakami na imperialnym żołdzie, by nosić się niczym klony. Ba, nawet same Klony cechowała – choć nader skromna – indywidualność w oznaczaniu swoich pancerzy. Zbroja jest tym, co widzą nasi wrogowie i ofiary – w zależności od profesji oprawcy, może być mniej lub bardziej umalowana, upaćkana… Obryzgana posoką ofiaa… Eee… Celów? Również. Zwłaszcza w laboratorium, gdzie wypadki z przeróżnymi substancjami zdarzają się nader często. O ile jednak uszkodzenia, zadrapania, wgniecenia na zbrojach wojowników są niczym blizny wojenne, u naukowców są prędzej oznaką niezdarności przy przeprowadzanych badaniach. Poza tym przypadkowe zmieszanie różnych odczynników (a nuż coś skapnie z karwasza…) może zniekształcić wyniki, skazując na niebyt dni, miesiące, lata badań… Naukowiec musi być schludny. A egzekutor? Widok wyłaniającego się z czeluści ciemnej, błotnej dżungli strudzonego, sprawnie zamaskowanego Mando z wizjerem w formie czaszki, celującego z ogromnej strzelby prosto w łeb niczego nie spodziewającej się, choć nie niewinnej ofiary może – a nawet musi – przerazić… Przeraża również widok egzekutora z wibrotoporem, czekającego na przyprowadzenie słaniającego się na nogach ze strachu nieszczęśnika – mistrza ceremonii, w odświętnej pelerynie, w czystym pancerzu z wymalowanym zgodnie ze swoją profesją wzorem… Słowem – wszystko zależne od okazji; maskowanie nie wyklucza indywidualności, lecz indywidualność nie może pogrążyć maskowania.

Arneun:
Patrzyłem na dwie zbroje Innady: czarną, którą zakładała na "specjalne" misje, i dwukolorową, łączącą barwy naszego niewielkiego klanu z tak lubianym przez nią ciemnym granatem.
W większości warunków żadna z nich nie zmniejszała szans na wykrycie w jakimkolwiek znaczącym stopniu. No, może z wyjątkiem nocy. Ale sposób działania Innady i reszty naszego klanu też odzwierciedlał tego typu podejście. Zwykle każdy ryzykowny element był dopracowany do granic możliwości i właściwie nigdy nie wkraczaliśmy na całkowicie nieznany teren, więc mogliśmy sobie pozwolić na odrobinę ekstrawagancji.
Nie wspominając o tym, że kiedy braliśmy zlecenia sami, zwykle wykonywaliśmy je właśnie w nocy - przygotowana na takie przypadki czarna zbroja Innady była naprawdę trudna do zauważenia.
Reszta naszego klanu podchodziła do sprawy kolorów bardzo osobiście i kiedy staliśmy obok siebie, byliśmy zbiorem całkowicie niepasujących do siebie pancerzy. No, może z wyjątkiem kształtu. Część z nich kolorystyką swoich pancerzy podkreślała tradycyjne wartości, w szczególności Skarr upierał się przy złocie. Ale mieliśmy też osoby niezwracające zbyt dużo uwagi na symboliczną wymowę - jestem prawie pewien, że widziałem jak Ness maluje `gam na wściekle różowy po paru uwagach na temat jej niedostatecznej kobiecości (o ile dobrze pamiętam trochę "kapnęło" jej się też na napierśnik Nixa, od którego uwaga pochodziła).

Behot:
– Masz to? – spytała Kani, sadowiąc się w fotelu.
– Mhm – potwierdził Tor, siadając na miejscu drugiego pilota. Włożył czip do napędu i przez chwilę nic się nie działo. Po chwili jednak z wbudowanego w pulpit sterowniczy zestawu holograficznego wystrzelił wysoki na trzydzieści centymetrów obraz popiersia mężczyzny w średnim wieku. Pochylał się on nad rejestratorem, ubrany był w zbroję, a po dwóch sekundach przemówił:
– Arad, Atin. Zapis numer sześćdziesiąt dwa – “Kamuflaż”, podzapis numer trzy – “Maskowanie zbroi”. – Mandalorianin westchnął krótko, ale zaraz kontynuował: – Więc jeśli chodzi o malowanie zbroi w barwy maskujące, krótko: polecam. Robiłem, działało, o ile było zrobione dokładnie i zgodnie z warunkami terenu, gdzie prowadzisz misję. Nie wolno również przesadzić. Ja korzystałem z barw zmywalnych specjalnym rozpuszczalnikiem, bo lubię swoje barwy zgodne ze zwyczajem Mandalorian. Generalnie należy robić to po wojskowemu, czyli szybko, efektywnie, zgodnie z warunkami… niekoniecznie mało. – Mężczyzna się uśmiechnął. – Ta-a… Muszę zrobić zapis o wydawaniu kredytów… Dobra, przykład numer jeden: Podczas jednej z moich… dawnych misji. – Tutaj wojownik obejrzał się lekko do tyłu, jakby na coś lub na kogoś. – Zupełnie spontanicznie przydały mi się barwy do terenu lasów umiarkowanych, które kupiłem jakiś czas wcześniej. Szybkie przemalowanie, skompletowanie sprzętu – i mogłem wyruszać. Muszę zrobić zapis o wywiadzie przed misją… Kończąc: lubię swoje własne, tradycyjne barwy beskar’gam. Ale na konkretne misje tymczasowo przemalowuję.
Atin Arad, koniec zapisu.
Rodzeństwo spojrzało po sobie. Kani jak zwykle miała odrobinę załzawione oczy. Tor nie zdążył poklepać jej po ramieniu, gdy weszła Dinu z datapadem w dłoni.
– No i jak, vod’ike? Macie to?
– Mamy, mamy, Din’ika – westchnął Tor. – Też powinnaś obejrzeć.
– Spokojnie, kiedyś, jak znajdę czas – mruknęła Mandalorianka, podpinając się do konsolety – obejrzę wszystkie pod rząd. – Odpięła przewód i jeszcze chwilę postukała palcami w mały ekran.
– Powodzenia... – rzuciła ironicznie Kani.
– Dziękuję – odrzekła Dinu, po czym jak gdyby nigdy nic wyszła z kabiny.
– Naukowa świruska – parsknęła Kani i zajęła się starannym ostrzeniem swojego noża.

Nedz:
Tak, pewnie, że `gam można pomalować jak się komu żywnie podoba, choć niektórzy malują według zwyczaju, czyli: czarny to sprawiedliwość, żółty – zemsta, czy niebieski – niezawodność itd., ale chyba nawet przeważająca większość vode maluje zbroje jak chce, bo im się akurat taki kolor podoba, albo dobrze maskuje w terenie. Są też tacy, którzy na przykład nie malują beskar `gamu, tylko traktują go jako pamiątkę ze swojego klanu, lub uważają, że to zwykła strata czasu – choć takich jest niewielu. Zdarzają się też tacy vode, którzy swoje pancerze wolą "składać" ze zbroi swoich bliskich, czy towarzyszy broni, chcąc ich tak uczcić. Ale myśląc o swoim `gamie trzeba też wziąć pod uwagę, by jego malowanie było w miarę praktyczne, a nie tylko ładne - umówmy się, że beskar raczej ochroni cię przed blasterem, ale wiadomo – lepiej nie wystawiać się na cel. Tak więc malowanie beskar `gamu to indywidualna sprawa, ale warto brać też pod uwagę praktyczność

Sh`ehn:
Dzień, gdy kupiła pierwszą zbroję pamięta tak dobrze, jakby to było wczoraj….

Aenna, nazajutrz po tym, jak przyjęła Machię do klanu Me`senruus, zabrała dziewczynę do swojego starego znajomego, handlarza używanymi pancerzami. "Musimy wybrać Ci beskar`gam, moja droga." – powiedziała, i w ten prosty sposób zapadła decyzja w sprawie kupna zbroi.

Machia miała zaoszczędzone nieco kredytów. Po krótkiej rozmowie wraz z Aenną zdecydowały, że będą szukać czegoś lekkiego; najprawdopodobniej z durastali. Napierśnik, naramienniki, para nakolanników, może jakieś proste karwasze – więcej nie potrzebowała. Kurierzy, tacy jak Machia, obawiali się raczej się nagłych awarii statków – nie strzelanin. Zbroja miałaby więc pełnić przede wszystkim funkcje społeczne. Lekki pancerz wystarczy, by dobitnie zaznaczyć, że miejsce dziewczyny jest na Mandalorze – a jednocześnie nie onieśmieli aruetii.
***
Buda, w której znajomy Aenny prowadził swój interes, była surowa, ale solidna; z mocnym, odpornym na warunki atmosferyczne dachem i grubymi ścianami. Podłogę wylano durabetonem – pod nią, jak Aenna później wyjaśniła Machii, znajdował się podziemny magazyn, do którego nocami chowano towar. Zejście zabezpieczono podwójną klapą z durastali; Mando woleli nie ryzykować kradzieży bądź utraty cennych `gamów. Teraz jednak, w ciągu dnia, zbroje były wystawione na widok kupujących. Pod ścianami majaczyły sylwetki manekinów; zaś przy wejściu, na długim, niskim blacie zaścielonym czarną tkaniną stał rząd hełmów.Dookoła pomieszczenia rozstawiono blisko tuzin skrzyń, pomiędzy którymi kręciło się kilka postaci – potencjalni nabywcy. Właściciel, Ori`mird, okazał się barczystym zabrakiem w średnim wieku – biznes prowadził już drugą dekadę. Na ogół stał na uboczu, bacznie wszystko obserwując, gotów służyć radą niezdecydowanym klientom – gdy jednak zobaczył nadchodzącą Aennę, wstał, i wyszedł ją powitać. Niedługo potem starszą Mandaloriankę pochłonęła rozmowa ze znajomym, a Machia, pozostawiona sama sobie, zyskała trochę czasu by się rozejrzeć.

Główny “element wystroju”, skrzynie, wypełnione były płytkami najróżniejszych kształtów i kolorów. Początkowo Machii wydawało się, że na stoisku panuje kompletny chaos, gdy jednak podeszła bliżej, zauważyła, że poszczególne kawałki pancerzy są starannie poukładane i posegregowane ze względu na typ, materiał czy stopień zużycia; każdy jeden element zawinięty w przezroczyste kawałki flimsiplastu, by ochronić go przed zarysowaniami.
Przy największej ze skrzynce siedziała kobieta w czerwonym `gamie. Ona również była zabrakiem – spomiędzy włosów, splecionych w długi warkocz, wystawały charakterystyczne rogi. Machia nie widziała jej twarzy – Mandalorianka w skupieniu pochylała się nad uwalanym sadzą naramiennikiem. U jej stóp leżało więcej płytek wyglądających jak ocalałe z pogorzeliska. Była to Meshur, żona Ori`mirda. Zajmowała się renowacją skupowanych pancerzy. Za pomocą miękkich, skórkowych szmatek, kilku butelek z odpowiednimi odczynnikami i zestawu podręcznych narzędzi całymi dniami czyściła, polerowała i wygładzała mniejsze zadrapania. Niekiedy pomagali jej w tym młodsi członkowie klanu – dziś towarzyszyła jej para na oko dziesięcioletnich ad`ike. Do zadań Meshur należało też opisywanie towaru; jedynie Ori`mird był lepiej od niej zorientowany w tym, co mają na składzie. Zapytana, z uśmiechem wskazała Machii w których skrzynkach powinna szukać płytek z durastali; pomogła też znaleźć kilka kompletów w pasującym rozmiarze.
***
Żółty nie był pierwszym kolorem, jaki nałożono na ten konkretny naramiennik. Odrapane brzegi ukazywały kryjące się pod spodem warstwy kolejno szarej i czarnej farby; dopiero pod nimi znajdowała się srebrzysta durastal. Kiedy tak przyglądała się trzymanemu kawałkowi metalu, uderzyła ją świadomość, że w rzeczywistości nie jest to zwykły przedmiot. Pomyślała o tradycyjnej symbolice barw. Czarny, szary, złoty – sprawiedliwość, strata i żal, a w końcu zemsta – czyżby to właśnie przydarzyło się poprzedniemu właścicielowi? A może był więcej niż jeden właściciel; i każdy z nich miał swoje powody by nałożyć kolejną warstwę farby. Podniosła wzrok – nieco dalej leżał drugi naramiennik, do pary – ten z kolei “ozdobiony” był rzędem czerwonych znaczników - naliczyła jedenaście, zgrupowanych w kolumnach po cztery. Po prawej miała błękitny napierśnik z wymalowanym pośrodku białym emblematem – może aliikiem? Za napierśnikiem dostrzegła kilka kar`ta beskar – dwa z nich były czarno-białe, pokryte skomplikowanym wzorem składającym się z na przemian łagodnych zawijasów i ostrych załamań. Machia oczyma wyobraźni widziała jak poprzedni właściciele wspólnie projektują wzór, a potem pieczołowicie kreślą kolejne linie, by w końcu uzyskać dwie “lustrzane” płytki. “Wyjątkowe” – tylko takie słowo przychodziło jej do głowy, gdy zastanawiała się jak je opisać. Ale czy rzeczywiście były bardziej wyjątkowe niż zbroje trzymające się tradycyjnej symboliki barw, bądź te pokryte burymi plamami kamuflażu? Przecież decyzja o ozdobieniu `gamu aliikiem była równie ważna, co ta o namalowaniu pełniących jedynie funkcję estetyczną esów-floresów. Widząc tyle pancerzy, nierzadko mających do opowiedzenia historie życia swoich właścicieli. Każdy kawałek zbroi był odbiciem decyzji tego, kto go malował i nosił. Mandalorianie mieli przysłowie – “cin vhetin”. W wolnym tłumaczeniu oznaczało to “czystą kartę”, puste pole, które każdy, kto zdecydował się przyłączyć do Mandalorian musiał wypełnić swoimi decyzjami i czynami. W jakiś sposób fakt, że dla wielu pierwszą decyzją na nowym etapie życia był wybór barw zbroi, wydawał się dziewczynie właściwy. Od samego początku zbroja towarzyszy danemu Mando – zbiera jego historię poprzez nowe malunki, oznaczenia, rysy czy ślady po strzałach.
***
Świeżo wyszlifowana durastal lśniła w półmroku ładowni. Machia właśnie skończyła zdzierać oczyszczać kupioną niedawno zbroję z warstw starej farby. Nie planowała nic szczególnie ekstrawaganckiego - nie chciała się wyróżniać. Ostatecznie zdecydowała się na zgaszoną, oliwkowa zieleń; naramiennik chciała ozdobić malując na nim biały kyr`bes. Kolor przypominał jej dom – stojący przy łóżku hologram przedstawiający Bazyliszka, poszarzałe liście drzew na onderońskim księżycu, oczy matki, kamień, który w dzieciństwie był jej “udawanym zwierzątkiem”. Nie mogła też zapomnieć, że zieleń symbolizowała obowiązek – gdy o tym myślała, mimo woli zaczynała się zastanawiać: jakie przyszłe zobowiązania czekają na nią, Machię Me`senruus, Mandaloriankę...?




Temat na forum.

 
· Shehn dnia 21 luty 2019 02:40:38 · Drukuj
Raport z działalności - Styczeń 2019
 
Strona & SpołecznośćNasza filozofia głosi odrodzenie w ogniu bitwy. Jeśli czekasz w bezruchu, możesz spłonąć.

Ko Sornell o filozofii Mandalorian, Knights of the Old Republic: War



Za nami pierwszy miesiąc nowego roku - pora więc na na kolejny raport z działalności!

Styczeń upłynął nam pracowicie - Dhadral nadesłała aż sześć nowych grafik! Oprócz tego Mahiyana stworzyła serię trzech obrazków; do galerii trafiły też po dwie prace od Hashhany, Ratbora i Sh`ehn. Wszystkie nowe prace można obejrzeć tutaj.

Nowości pojawiły się także w dziale z recenzjami - Behot i Merel wypowiedzieli się na temat powieści Karen Traviss Komandosi Republiki: Bezpośredni kontakt. Ponadto Behot napisał jeszcze dwa teksty: jeden z opinią na temat komiksu Wrak, i drugi, dotyczący fanfilmu Rescue Mission.

To nie wszystko - w dziale M`Y w akcji pojawiła się pierwsza w tym roku relacja! O wrażeniach Ratbora z XXVII Finału WOŚP w Markach możecie poczytać tutaj.

Na koniec warto przypomnieć, że jak co miesiąc, opublikowaliśmy też nowy Wizjer - w tym miesiącu tematem były techniki negocjacyjne.


Widokiem, który wprawił go w największe zdumienie, był oddział Mandalorian, ubranych w swoje charakterystyczne ciężkie zbroje, maszerujących po hali kosmoportu, jakby byli panami świata. W czasach, kiedy Jadak pracował dla Grupy Republiki, była to społeczność niemal mityczna.

Mandalorianie w oczach Tobba Jadaka, Sokół Millennium





Temat na forum.
 
· Shehn dnia 01 luty 2019 23:19:19 · Drukuj
Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2018




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 10,633,548 unikalne wizyty