Bohaterowie Mandalory
 
Tytuł: Bohaterowie Mandalory Zobacz też:
Scenariusz: Henry Gilroy (część pierwsza), Steven Melching (część pierwsza), Christopher Yost (część druga) Pozycje w MME związane z tą pozycją:
Postacie: Sabine Wren
Reżyseria: Steward Lee (część pierwsza), Saul Ruiz (część druga)
Aktorzy: Kevin McKidd, Taylor Gray, Vanessa Marshall, Freddie Prinze Jr. , Tiya Sircar, Kevin McKidd
Czas akcji: Około 5 BBY
Premiera USA: 16.10.2017
Premiera PL: TBA

Recenzja Hashhany Do góry

Serial Star Wars Rebelianci doczekał się premiery czwartego sezonu. Ja się już dawno temu pożegnałam z oglądaniem na bieżąco tejże produkcji, lecz jak na fana Mandalorian przystało, od czasu do czasu powracałam, obejrzeć odcinki skupione na mandaloriańskich sprawach. Czasami niestety łapie mnie myśl, czemu w ogóle się wysilam - Nowy Kanon raz za razem przypomina mi, czemu straciłam nim zainteresowanie. I to niestety psuje radość z obcowania z gwiezdno-wojennymi historiami.
Jednakże nim wezmę na celownik wszystkie wady odcinka, chciałabym wpierw pochwalić serial za kilka bardzo ważnych aspektów:
Miło było zobaczyć historię tak bardzo skupioną na kobiecych postaciach - Sabine poraz kolejny musiała stawić czoło swej "imperialnej" przeszłości, dzięki czemu poznajemy kolejne elementy już niejako znanej układanki, jakim przez ostatnie sezony były losy jej klanu. Równie miło było obserwować odwrócenie "tradycyjnych ról"; to Ursa - matka i żona - jest wojowniczką i przywódczynią, gdy jej mąż - tylko artysta - nie wykazuje się żadnymi znamiennymi cechami żołnierza. Podoba mi się to, nie tylko dlatego, że mamy okazję zobaczyć kompetentne i ciekawe postacie kobiece, ale także jest to dobry przykład, jak mandaloriańskie społeczeństwo jest zgoła odmienne od utartych, często schematycznych podziałów ról dla fikcyjnych postaci. Sama Bo-Katan powróciła w pięknym stylu. Cieszę się, że pomimo upływu lat i niekończącej się walki z wrogami Mandalory - czy to z Republiką i Jedi czy siłami Imperium - nadal jest pełna sił i hartu ducha. Choć jakaś część mnie zastanawia sie, kto genialny wpadł na pomysł, by atrybutem władzy stał się Mroczny Miecz, którym Maul zabił zarówno jej siostrę, jak i bliskiego towarzysza, Pre Vizslę, a który Sabine próbowała wręczyć jej już na samym początku premierowego odcinka? To wręcz było okrutne wobec jej postaci.
Muszę także przyznać, że Fenn Rau, choć zepchnięty na drugi plan, nadal pozostaje ciekawą postacią, która zapewne mogła by wnieść dużo więcej do serialu, gdyby dano mu taką szansę. Podoba mi się, że mandaloriańscy wojownicy-weterani, jak Fenn i Bo-Katan, potrafią dostrzec i docenić potencjał dużo młodszej Sabine. To także bardzo ujmujący element, który wydaje mi się pasować do mandaloriańskiej kultury.
Serialowi nie można także odmowić pięknych wizualnie scen. Choćby końcówka pierwszego epizodu, gdy Sabine - a wraz z nią widzowie - mają okazję zobaczyć skutki użycia broni masowej destrukcji, którą skonstruowała sama bohaterka za młodu. Ciała zamienione w popiół, który unosił się w powietrzu długo po śmierci wojowników, jest to za prawdę urokliwa, choć także bardzo ponura scena.
Najpiękniejszym dla mnie zaś momentem jest zakończenie drugiej połowy premiery, a mianowicie scena gdzie nasze trzy główne Mandalorianki razem omawiają przyszłość Mandalory, a Bo-Katan oficjalnie zostaje uznana za przywódcę zjednoczonych klanów. Jest to dla mnie bardzo ważna scena, zarówno dlatego, że jestem dziewczyną - bo jednak takie chwilę pomiędzy bohaterkami nie należą do codzienności, ale także miło jest zobaczyć na powrót jednoczących się, zróżnicowanych etnicznie Mandalorian. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że już na dobre mandaloriański lud zachowa swą niezależność od innych frakcji.

Jeśli zaś chodzi o wady, mam niestety wiele do powiedzenia, o głupotach, które wręcz krzyczą swą bezsensownością.
Zacznę od motywu drugiego epizodu, a mianowicie Mandalorian without armor is no more than a common soldier. To jest właśnie jeden z tych powodów, dla którego moje zaufanie do Nowego Kanonu jest niemal nieistniejące. Najpiększniejszą rzeczą w Legendowych Mandalorianach, poza ich etnicznym zróżnicowaniem, było podejście do zbroi. Zbroja sama w sobie była ważna, to prawda, ale nie znaczyła nic, jeśli jej właściciel nie zasługiwał na miano mandaloriańskiego wojownika. Jak to mówili Legendowi Mandalorianie: wojownik, to coś więcej niż zbroja i pozostaje mi ubolewać, że kolejny ważny aspekt tejże kultury został zniweczony.
Zbroja sama w sobie nie czyni nikogo wojownikiem.
W końcu po to Mandalorianie od małego szkolili się do walki wręcz i przetrwania w trudnych warunkach o własnych siłach. By nie polegać na broni, technologii, ani tym bardziej na zbroi, której można zostać pozbawionym w nieoczekiwanych warunkach. Mandalorianie, przynajmniej ci znani z Legend, po prostu dostosowaliby się do nowej sytuacji, zniszczyli broń imperium, a potem spokojnie powróciliby do noszenia swoich beskar'gamów. Bez większych dylematów czy dysput.
Nie wspominając już o momentach w historii Mandalorian, gdzie zwyczajnie nie mieli dostępu zbrojdo swej cudownej rudy - lub, jak wspominało The Bounty Code zbroje zostały z premedytacją zniszczone przez Nowych Mandalorian - toteż wojownicy musieli się zadowolić zwykłą durastelą. Sam Boba Fett takową zbroję nosił i nikt nie podważył jego praw do miana mandaloriańskiego wojownika.
Tak też epicki wywód Sabine o jej zbroi - o znaczeniu dla Mandalorian i jak ważny to aspekt ich kultury, wręcz tożsamości narodowej - niestety wydał mi się dość... patetyczny. W końcu pomysł Ezry ma swą zasadność - wystarczy założyć inną zbroję i Imperium traci całkowicie przewagę nad nimi. Lecz zamiast podejść pragmatycznie do problemu, mamy niepotrzebną dramę, którą w logiczny sposób można było uniknąć. Ba! Taki motyw wręcz byłby interesującym zabiegiem ukazania jak dotąd rozbite społeczeństwo Mandalorian zaczęło ewoluować (wbrew temu co Saxon twierdził), jak szuka pragmatycznych sposobów na przetrwanie bez porzucania całkowicie swych wojowniczych korzeni. Przyznanie, że bezpieczeństwo narodu jest ważniejsze, niż własna duma czy zwykłe symbole (zbroja) byłaby według mnie ciekawym zwrotem akcji - i jakże niemiłym zaskoczeniem dla Saxona, gdyby pułapka nie zadziałałaby na Sabine i Bo-Katan.
Tak niestety z jednej głupoty (brak pragmatycznego zwiększenia szans bohaterów, przez co Sabine i Bo-Katan później wpadły w pułapkę), przechodzę do kolejnej - kto o zdrowych zmysłach pozwala młodocianemu geniuszowi majstrować przy broni, która jest wymierzona przeciw jej rodzinie? Legendowi Mandalorianie ani przez moment nie wahaliby się, by ustawić taką broń na samodestrukcję - i umieraliby ze świadomością, że A) broń została zniszczona a B) ich wróg zginął wraz z nimi samymi. Pozwolenie by genialna nastolatka ot tak wzięła się za "naprawianie" broni było taką oczywistą głupotą, że brak mi słów. Nie wiem, czy to lekceważenie ze strony Saxona, czy zwykła głupota, czy kolejny niepotrzebny, naiwny zwrot akcji, szczerze mówiąc, nawet nie chcę wiedzieć.
Trzecim problemem, mniej istotnym, ale równie mnie irytującym, jest brak wspominek o Pre Vizsli, przy jednoczesnym ciągłym wspominaniu Satine, jakby ta była jakimś bojownikiem o wolność Mandalory. Jakkolwiek zgadzam się, że zapewne księżnej rządy Imperium nie przypadłyby do gustu, jakoś nie wyobrażam sobie jej wypowiadającej wojnę Palpatinowi czy nawołującą do porzucenia pacyfizmu. Zwłaszcza, że dla pokoju, odrzuciła mandaloriańskie korzenie swego narodu. Nawet jej polityczne znaczenie za czasów Wojen Klonów nie wydaje mi się tak duże, by wszyscy wspominali ją z takim... szacunkiem? Niestety, w moich oczach postać Satine jest kolejną stereotypową "martwą dziewczyną" by bohater (Kenobi) miał kogo opłakiwać i obwiniać się o jej śmierć.
Prawdę mówiąc, nie oczekiwałam jakiś wydmuchanych przemówień na cześć Pre Vizsli, choć byłoby miło, gdyby został wspomniany choć raz czy dwa. Zwłaszcza, gdy Sabine próbowała ofiarować Bo-Katan Mroczny Miecz, którym Maul wszak zabił zarówno jej siostrę jak i samego Pre. Bo-Katan wyraźnie była wstrząśnięta śmiercią swego kamrata / przyjaciela (czy kimkolwiek byli dla siebie) i wydaje mi się to dość ważnym detalem... choć może to jego miała na myśli, gdy odpowiedziała Sabine "I am not my sister. I am not a leader you seek". Oczywiście, to tylko moja własna interpretacja tejże sceny.
Zasmuciło mnie, że weteranka, jak Bo-Katan niejako została sprowadzona do bycia siostrą martwej księżnej, której władzę niby przekazali Jedi - a przecież końcowa scena TCW z jej udziałem zdecydowanie nie wskazywała, by potrzebowała jakiegokolwiek "namaszczenie" ze strony Republiki czy Kenobiego, gdy stała się przywódcą Straży Śmierci. Nie wiem, może to tylko moje odczucia, ale ucieszyłabym się, gdyby Fenn (w swym podsumowaniu kim Bo-Katan Kryze jest) zaznaczył, że 1) walczyła o wolność i niezależność Mandalory nie od powstania Imperium, ale od czasów Wojen Klonów 2) po stronie Watahy Śmierci, czyli przeciw Republice i Jedi i samym Protektorom oraz, że 3) nie była przywódcą tylko klanu Kryze, ale całej Watachy Śmierci, która pozostała lojalna celom, do których prowadził ich Pre Vizsla.
Najmniej ważnym detalem, który jednak dość mnie irytuje i zastanawia, jest tytułowanie Bo-Katan Kryze jako "my lady" przez inne postacie. Wolałabym, aby tytuowano ją Mandalorem bądź przywódczynią klanu, aniżeli jakieś arystokratycznym, nie istnotnym szlacheckim zwrotem. Nawet jeśli Bo-Katan należała do rodziny królewskiej bądź arystokratycznego rodu, nie została wybrana z powodu swego pochodzenia, a dla zasług dla mandaloriańskiego społeczeństwa. Dziwnie się słucha takich nie-mandaloriańskich zwrotów wobec kogoś, kto przeżył dwa wielkie militarne konflikty i od jakiś dwóch dekad prowadzi żołnierzy do walki o niezależność planety.
Ogólnie mówiąc, dwuodcinkowa premiera serialu miała swoje pozytywne chwile, lecz sporo wątków i zwrotów akcji niestety nadal pozostawia wiele do życzenia.
 
 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2014




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 7,169,692 unikalne wizyty