Członek: T\'Rez Faber
 
Imię: T'Rez Faber
Pseudonim artystyczny: T`Rez
Kryptonim operacyjny: Klinga
Ranga: Mando`ad
Planeta pochodzenia: Coruscant
Kolor oczu:: szaro zielone
Kolor włosów: ciemny blond

Głośna muzyka i alkohol, czasami tylko tego trzeba, by zagłuszyć krzyki przeszłości. Nigdy nie cichną, nigdy nie przestają. Są jak wiertła, które próbują wwiercić ci się w czaszkę, czasami są blisko... nawet za blisko.

Oczywiście co zawsze robiłem w takich sytuachach? Siedziałem jak zwykle w jakimś zatęchłym barze na niższych poziomach Coruscant. Nie wiedziałem ile wypiłem, wiedziałem tylko że to było za mało. Pochłaniałem szklankę, po szklance jak czarna dziura. Przynajmniej do czasu. - T'Rez Faber? - Spytał jakiś głos zza pleców, już po tonie rozmówcy rozpoznałem iż nie jest to wizyta towarzyska, więc przesunąłem prawą rękę w stronę biodra, gdzie miałem rękojeść wibroostrza. - Wymawia się TRES! ech, wy łowcy nagród niczego się nie nauczycie, co nie? Kto tym razem, Huttowie? Czarne Słońce? - Odburknąłem. Nie minęła sekunda, dźwięk wyjmowanego blastera z kabury rozpoznam wszędzie. Z mojej perspektywy czas nagle zwolnił, pozwoliłem się nacieszyć przypływem adrenaliny, po czym usłyszałem tylko strzał. Pół minuty później odzyskałem świadomość stałem nad dwoma ciałami martwych Weequay'ów, krew na moim wibroostrzu, oraz osmolony sufit po strzale z blastera mówił jedno... Byli za wolni. Sprawdzając ich ciała znalazłem złotą monetę, już piątą w tym miesiącu. No cóż, przerwali mi imprezę, tak się nie godzi... Rzuciłem barmanowi za następną kolejkę, oraz za naprawę szkód i wykrzyczałem - BARMAN!!! CZTERY RAZY KORELIAŃSKA... CZTERY RAZY. - Po przeliczeniu sumki nie widział najmniejszego problemu, żeby polać. "W końcu oni zaatakowali pierwsi", taa ciekawe co byś zrobił stary zgredzie gdybym nie dorzucił tych 500 kredytów za szkody... Oprócz tych myśli w głowie na odchodne nic nie pamiętam, co dalej się działo tamtej nocy.

Pierwszą rzeczą jaka mnie obudziła, oczywiście oprócz potwornego bólu głowy, było walenie w drzwi. - Już idę! - Wykrzyczałem zachrypniętym głosem. - Idę feir'fek, PRZESTAŃ WALIĆ W TE DRZWI! - Wykrzyczałem - Jeśli to nie jest paczka, którą zamówiłem, to nie ręczę za siebie. - dodałem po chwili pod nosem. Gdy otworzyłem drzwi, ku zdziwieniu nie widziałem kuriera, tylko starego znajomego. Alon Fiau, gdyż tak miał na imię, jegomość był niskim, grubym rodianinem ubranym, jak zwykle drogie ubrania za cholerawieile kredytów. - Faber! Co ci się stało? Wyglądasz jak poodoo banthy. - Spytał zadziwiony, ściskając mnie niczym terentatek swoją ofiarę. -Fiau... Powietrze... - Wykrztusiłem, gdy mój "najlepszy przyjaciel" wyduszał ze mnie resztki życia. Zawsze zastanawiało mnie, czy on to robi, bo na prawdę mnie lubi, czy stara się zrobić "najniewinniejszy" zamach na moje życie". - O przepraszam, zapomniałem żeby na kacu cie nie witać. - Stwierdził żartobliwie. - A tak na poważnie mam dla ciebie sprawę... Pamiętasz tą młodą Padawankę do której śliniłeś się podczas wojen klonów? - Ja i jedi? Chyba coś ci się pomyliło - odparłem zakłopotany. - Przypomnij mi, jak miała na imię. - Spojrzał na mnie z tym swoim szyderczym uśmiechem, który mówił " Faber, wiesz że mam rację i się nie przyznasz, ale to dobrze, uwielbiam jak się MĘCZYSZ". - Serah Fen... - Na dźwięk tego imienia wszystko wróciło... Wojny Klonów, rozkaz 66, oblężenie Mandalory, Imperium. - Fiau... ile to już lat? - Ile lat co? -spytał zdziwiony. - Ile lat już minęło od wojny? - Po usłyszeniu tych słów wiedział, że coś mnie trapi. - Może wpuścisz mnie do środka i porozmawiamy? Mam dla ciebie robotę... - dodał po chwili. - W sumie... wejdź.

Parę minut później siedzieliśmy przy kafu i wspominaliśmy stare dobre czasy, gdzie Alon był zwykle moim kontaktem. Ja miałem kogoś/coś znaleźć, a on mi płacił.- Dobra, więc o co chodzi? - Spytałem, będąc już w pełni sił. - Potrzebuję mandalorianina Faber... - zanim zdążył dokończyć zdanie, zdążyłem go zastopować gestem. - Pamiętaj, że jestem dar'Manda, nie jestem już mando'ad. - Dodałem zrezygnowany, obaj wiedzieliśmy dlaczego. Pod koniec Wojen Klonów, tuż przed rozkazem 66, zostałem wrobiony w zabicie swojego ori'vode i wygnany z klanu. Od tamtego momentu bardziej pełniłem rolę detektywa, aniżeli łowcy nagród. Pewnie cały czas miałem nadzieję, że znajdę prawdziwego sprawcę i oczyszczę swoje imie. - Faber, żyjesz? Odleciałeś na chwilę. - Szturchnął mnie Fiau. - Spokojnie Alon, nic mi nie jest. Dobra, co to za robota? - odpowiedziałem, najszybciej jak tylko mogłem. - T'Rez w tym momencie robota jest drugorzędna, w pewnym sensie ta robota jest jednocześnie nagrodą. - Po tych słowach spojrzałem na niego jak na idiotę. - To nie jest wolontariat Fiau... - odburknąłem. - Nawet jeżeli może mieć powiązanie z tą twoją haniebną sprawą klanową? - powiedział, po czym rzucił na blat stołu datapad. Nic nie mówiąc wziąłem go do ręki i zacząłem czytać, za każdym razem gdy próbował coś powiedzieć podnosiłem lewą rękę w geście, by się uciszył. Z zebranych przez niego danych widziano ostatnio człowieka w identycznej zbroi, jak moja. Jedyną różnicą był znaczek Straży Śmierci na lewym naramienniku. Mały nic nie znaczący szczegół, jednakże dawał nadzieję... tyle wystarczyło.

- Fiau, biorę tą robotę. - powiedziałem zarzucając kurtkę. - Dopij kafu i wyślij mi resztę szczegółów, a ja pójdę popytać na swoją rękę. W końcu jest kilka osób, które wiszą mi kilka przysług...
Napisać coś o sobie, to chyba zawsze najtrudniejsza część według mnie. - W takim razie zacznijmy od początku: Siemanko jestem Łukasz, chociaż prywatnie ludzie mówią mi per Luke (bo ksywa jako muzyk, to się przyjęło) , pochodzę z małego miasta, które jest położone troszkę mniej niż 40km od Torunia (gdzie obecnie studiuję). W życiu mam tylko dwie pasje, które rozwijam do dzisiejszego dnia: rapowanie i Gwiezdne Wojny. Do dzisiaj pamiętam, jak miałem trzy lata i tata mi puścił(jeszcze wtedy na kasetach VHS) Starą Trylogię. Jako dzieciak pełen euforii biegałem po domu krzycząc "Mata! Tata! Gadający odkurzacz!". Później w czasach, kiedy miałem pierwszy komputer tata przynosił mi gry z tego uniwersum (pirackie kopie, ale whatever – miało to klimat), Jedi Knight 3, pierwszy Battlefront, czy Kotor 2. Jakoś na przełomie gimnazjum/liceum, zacząłem sobie kupować ksiażki z uniwersum i ta... nazwijmy to "miłość" trwa do dziś. "Miałem być Jedi, odleciało to jak paralotnia Zakładam beskar, Su'cy panie Mandalorian"

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2018




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 10,038,057 unikalne wizyty