Członek: Marik Awaud
 
Imię: Marik Awaud
Pseudonim artystyczny: Marik
Kryptonim operacyjny: Aran
Ranga: Mando`ad
Planeta pochodzenia: Mandalora
Kolor oczu:: szare
Kolor włosów: czarne

Jestem Marik z klanu Awaud. Urodziłem się Mandalorianinem... ale czy dalej nim jestem? Mój ojciec, Harel, zdecydowanie nim był. Był wspaniałym wojownikiem, skutecznym łowcą nagród i człowiekiem honoru. Praca na Zewnętrznych Rubieżach to nie bajka, człowiek musi się pobrudzić... ale ojciec miał swoje zasady. Nigdy nie zabijał niewinnych i nie pracował dla handlarzy niewolników i przestępczych syndykatów. Fakt. Tracił przez to wiele intratnych propozycji, ale nie wszystko można wymienić na kredyty. Honoru i zasad nie da się. Wiem coś o tym. Moja dar`buir, Mirra, była jetii. Poznała ojca podczas pościgu za pewnym piratem, który naraził się komuś z koneksjami w Zakonie Jedi. Cóż...ten palant naraził się wielu osobom. Mój ojciec również dla niego polował. Z tego co opowiadał buir, ich pierwsze spotkanie nie przebiegło zbyt dobrze. Hah, mało, powiedziane, o mało się nie pozabijali. Mando`ad kontra jetii, to musiało być niezłe widowisko. Mimo wszystko się nie pozabijali. W końcu mówię do was, nie? Nie tylko postanowili się nie pozabijać, ale również współpracować. Przez następne tygodnie ścigali tego pirata, aż w końcu dorwali go na małej opustoszałej stacji kosmicznej, kilka parseków od Alzoc III. Tam buir załatwił tego chakaara, a Mirra jego załogę. Te kilka tygodni zbliżyło ich do siebie... bardzo zbliżyło. Po zabiciu pirata ich drogi rozeszły się. Niecały rok później Mirra odezwała się buira i poprosiła o spotkanie, na które, mimo zdziwienia, zgodził się. Nie wiem jak przebiegało to spotkanie, buir zawsze się wykręcał kiedy go o to pytałem, ale moja dar`buir dała mu wtedy mnie. Mówiła że boi się że mogę “wykazywać wrażliwość na Moc” i że jetiise mogliby mnie zabrać. Cóż... oddanie mnie buirowi to jedyna rzecz za jaką jestem jej wdzięczny. Opowiadał, że nieźle to nim wstrząsnęło, nie mógł dalej być łowcą nagród z niemowlakiem pod pachą. Zostawił mnie u swojej vod, na ziemiach aliit na Mandalorze. Wychowałem się z moimi licznymi kuzynami i kuzynkami, pod czujnym i surowym okiem Garela, naszego ba`buira. Ojciec rzadko wracał na Mandalorę, ale kiedy już był, każdą chwilę spędzaliśmy razem. Kiedy skończyłem 8 lat, uznał że jestem wystarczająco duży by zaczął mnie przygotowywać do Verd`goten. Pamiętam jak pierwszy raz poczułem pod stopami drżący pokład “Bazyliszka”, naszego statku, tak zaczęła się moja podróż. Przez następne lata buir uczył mnie wszystkiego co sam umiał. Z zapałem trenowałem polowanie, pilotowanie “Bazyliszka”, walkę wręcz, strzelanie z blastera, przetrwanie w głuszy, historię naszego ludu, oraz przede wszystkim walkę beskadem i wibromieczem. Nic nie zastąpi porządnego kada w dłoni. Mimo obaw mojej dar`buir, nigdy nie wykazałem niczego, co świadczyłoby o jakiejś “wrażliwości na Moc”. Kiedy skończyłem 13 lat, przeszedłem Verd`goten, stając się pełnoprawnym Mando`ad. Otrzymałem od ojca beskar`gam, który z drobnymi poprawkami służy mi do dziś. Przez następne 3 lata pracowaliśmy razem jako łowcy nagród. Zabójczy i skuteczny duet. Jednak nasze szczęście nie trwało wiecznie. To zlecenie na neimoidańskich handlarzy niewolników... to... to była pomyłka. Ci podstępni hut`uune nas złapali. Cela na ich statku to było prawdziwe dar`yaim. Wciąż mam wspomnienia z tego miejsca, łącznie z tym najgorszym...kiedy do celi wlekli mojego zmasakrowanego od tortur buira... i kiedy ich kapitan go zastrzelił... na moich oczach. Nim zdążyłem cokolwiek zrobić, statkiem wstrząsnęła fala wybuchów. Wykorzystałem okazję i rzuciłem się mordercę ojca i jego strażników. Zaskoczenie dało mi pewną przewagę i, mimo kilku ran, zabiłem drani. Tymczasem statkiem targały kolejne wybuchy. Nie namyślając się długo, zarzuciłem sobie ciało buira na ramię i, zebrawszy nasz sprzęt ze schowka, ruszyłem do kapsuł. Łowcy byli tak bardzo zajęci odpieraniem wroga, że nie zwrócili na mnie uwagi. Dopiero przy samych kapsułach poczułem mocne uderzenie w plecy, które powaliło mnie na ziemię. Nim atakujący mnie trandoshanin zdążył mnie zabić, jego pierś przebiło niebieskie, proste energetyczne ostrze, które dzierżył brodaty mężczyzna w średnim wieku. Jego broń wskazywała na to, że mam do czynienia z pogardzanymi jetiise. Greyer, bo tak się ów jetii nazywał, podał mi rękę i pomógł dostać się na ich statek. Tam, kiedy moi wybawcy rozprawili się z łowcami niewolników, dowiedziałem się kim są. Ich tsad nazywała się “Vlam vryheid”, byli idealistami i bojownikami, którzy na Zewnętrznych Rubieżach polowali na wszelkiej maści łowców niewolników, piratów i inne szumowiny. Byłem wtedy... w kiepskim stanie, nie bardzo wiedziałem co ze sobą zrobić, więc kiedy Greyer zaproponował żebym do nich dołączył, zgodziłem się i powiedziałem że jak tylko pochowam buira i przekażę wieści aliit na Mandalorze, to do nich wrócę. Jak powiedziałem, tak zrobiłem. Wraz z bliskimi pożegnaliśmy ojca i pochowaliśmy na ziemiach klanu. Dar`buir zrozumiał moją decyzję i wraz z jego błogosławieństwem dołączyłem do “Vlam vryheid”, których członkiem byłem przez następne 9 lat. Wiele się od nich nauczyłem. Przede wszystkim tego, że aliit ori`shya taldin. Tak, “Vlam vryheid” stali się moją rodziną, nie gorszą od tej na Mandalorze. Greyer, który okazał się dar`jetii należącym do odłamu jakiegoś mistrza Altisa, został moim mentorem i burc`ya. Nie raz w pojedynku treningowym skrzyżowaliśmy jego jetii`kad i mój beskad i wibromiecz. Do moich innych burc`ya mogę zaliczyć bothanina Fareda i falleenkę Tirę. Służąc w szeregach “Vlam vryheid”, przejąłem wiele z ich ideałów. Zrozumiałem w pełni jakim złem jest handel niewolnikami. Ale ciężko tego nie zrozumieć, jak uwalnia się twilekańskie niewolnice z pałacu hutta, albo robotników wookiee z kopalni. Chociaż nie zarabiałem kredytów, to czułem że to co robię ma sens. Kiedy wybuchły wojny klonów, nie zaangażowaliśmy się w konflikt. Choć wielu moich krewnych z klanu walczyło w szeregach separatystów. My broniliśmy tych, o których jedna i druga strona zapomniała. Odnieśliśmy wiele zwycięstw, ale nic nie trwa wiecznie. Nasi wrogowie wreszcie zastawili na nas pułapkę. Nasz krążownik “Bevryder” został zaatakowany przez ogromne siły piratów Czarnego Słońca, huttów, oraz handlarzy niewolników. Walczyliśmy dzielnie i do upadłego, ale przegraliśmy. Mgliście pamiętam jak sanitariusze znieśli mnie poparzonego do transportowca, kiedy awaryjnie lądowałem swoim Z-95 w hangarze. Obudziłem się dopiero w szpitalu na Coruscant, ale nie było tam Greyera, ani Fareda, ani Tiry. Zostało nas ledwie kilkanaście osób. Udało nam się przyczaić dzięki popierającemu nas po cichu senatorowi. Kiedy stanąłem na nogi, namawiałem pozostałych przy życiu żebyśmy pomścili naszych vode. Moje ka`rta domagało się zemsty na naszych wrogach. Jednak nie posłuchali mnie i rozwiązali “Vlam vryheid”. Kilka dni później galaktyka stanęła na głowie. Na własne oczy widziałem zagładę jetiise na Coruscant i zmianę Republiki w Imperium. Uznałem, że nic mnie tu nie trzyma i wróciłem na Mandalorę, do swojego aliit. Tam przywódca naszego klanu, Nam Beroya, zdecydował że powinniśmy opuścić targaną konfliktami Mandalorę. Większość aliit go posłuchała, jednak nie wszyscy. Ja usłyszałem o grupie Mando`ad z różnych klanów... grupa nazywała się tak jak nasza ojczyzna... pełen obaw wyruszyłem na ich poszukiwanie. Jakieś nieznane uczucie podpowiadało mi, że tam znajdę nowy dom...

Nazywam się Antek, mam 24 lata i mieszkam w Warszawie. Studiuję historię ze specjalizacją nauczycielską, a pracuję w teatrze i kinie (kino należy do teatru, jak coś). Interesuję się historią, innymi kulturami, literaturą (szczególnie fantasy, przygodową i historyczną), grami (szczególnie RPG) i militariami. W wolnym czasie dosłownie pochłaniam książki (ulubione gatunki to historyczne, fantasy, przygodowe, sci-fi i political fiction), oglądam filmy (przygodowe, sci-fi, horrory i sensacyjne), gram w gry (rpg i strategiczne) i próbuję pisać książkę we własnym uniwersum fantasy. Mój pierwszy kontakt ze światem Gwiezdnych Wojen miał miejsce 20 lat temu, kiedy jako 4-letnie dziecko z zafascynowaniem oglądałem starą trylogię Gwiezdnych Wojen, oraz Mroczne Widmo na starych VHS. Od tego czasu staram się z roku na rok powiększać moją wiedzę o uniwersum. Około 10 lat później zacząłem interesować się Mandalorianami (głównie dzięki postaci Canderousa Ordo z gry SWKOTOR, oraz książce Karen Traviss Prawdziwe barwy) i tak jakoś wyszło, że ich kultura, historia i styl mocno do mnie przemówiły. Pomysł żeby dołączyć do Manda`Yaim już dawno chodził mi po głowie, ale liczne zawirowania w życiu skutecznie to oddalały. Ale wreszcie jestem i zamierzam zostać, jak to mawiał klasyk, “do samego końca, mojego lub jej” ;)


Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2021




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2021 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 15,410,937 unikalne wizyty