Członek: Mahiyana
 
Imię: Mahiyana
Pseudonim artystyczny: Mahiyana
Kryptonim operacyjny: Tracinya
Ranga: Mand`alor
Planeta pochodzenia: Bonadan
Kolor oczu:: jaskrawo-niebieskie w brązowe plamki
Kolor włosów: Czerwone

Urodziłam się na Bonadanie. Mój tata często wyjeżdżał na bardzo długo. Nie wiedziałam gdzie, ani po co. Wszelkie moje pytania zbywał krótkim zdaniem: "tatuś pracuje". Miałam dwa lata i taka odpowiedź mnie zadowalała. Zawsze witałam go z ogromną radością, ponieważ kiedy wracał do domu spędzał ze mną mnóstwo czasu. Jednak moja mama patrzyła na to inaczej. Po każdym jego wyjeździe robiła się coraz bardziej niezadowolona i zdenerwowana. Kiedy widziałam tatę po raz ostatni, strasznie się kłócili.

Dobrze pamiętam tamten dzień. Miałam cztery lata. Minęły dwa standardowe miesiące odkąd tata wyjechał. Mama obudziła mnie bardzo wcześnie i ubrała w strój podróżny.
- Gdzie jedziemy mamo? - spytałam.
- Daleko stąd... - odpowiedziała, nie patrząc mi w oczy.
- Czy będzie tam tatuś? - nie poddawałam się.
- Tatuś już nie wróci - odpowiedziała wyjątkowo chłodnym tonem. Szybko okazało się, że wszelkie pytania o ojca zbywała właśnie tą odpowiedzią.
Tak mijały lata, spędzone na przeróżnych planetach, w ciągłym ruchu z miejsca na miejsce. Chyba nawet już ich wszystkich nie pamiętam Tak jak moich imion. W każdym miejscu używałam innego, podobnie jak moja mama. Wtedy myślałam, że to normalne, że każdy tak robi. Nie miałam przyjaciół, bo po każdym locie na kolejną planetę zmieniałam tożsamość. Traciłam wtedy kontakt ze wszystkimi, których udało mi się poznać (nawet mimo starań mojej mamy, która na prośby o spotkanie z rówieśnikami pytała: "to ja ci już nie wystarczam?"). Była dla mnie całym światem. Poza nią nie miałam tak naprawdę nikogo.
Coruscant. Kolejna planeta, która na krótką chwilę miała zostać moim domem. Mimo, że tak naprawdę nie znałam znaczenia tego słowa. Ale życie jest nieprzewidywalne i okrutne. Zwłaszcza na dolnych poziomach. Zawsze mieszkałyśmy i pracowałyśmy tam, gdzie akurat znalazło się miejsce. Tamtym razem powinnyśmy były się zastanowić. W końcu nadszedł dzień, w którym moja mama nie wróciła do domu. Wszelkie próby nawiązania kontaktu zawiodły. Służby porządkowe były bezradne. A co mogła zrobić samotna 23-latka w takiej sprawie?

Nie miałam się do kogo zwrócić. Wszyscy byli obcy i fałszywi - jak ja. Jedynym rozwiązaniem, jakie wpadło mi do głowy było wynajęcie łowcy nagród. Jednak ciągłe podróże niezbyt dobrze wpłynęły na domowy budżet i nie miałam zbyt wielu kredytów. Ale to była moja ostatnia nadzieja. Minęło kilka dni. Traciłam wiarę. Na szczęście, zanim zupełnie się załamałam ktoś przyjął zlecenie. Oczywiście chciał żebym po prostu przesłała mu wszystkie informacje, ale wolałam się z nim osobiście spotkać. Chciałam zobaczyć osobę, której powierzam życie swojej matki. Dbając o swoje bezpieczeństwo, na tyle, na ile umiałam oczywiście, umówiłam się z nim na górnych poziomach w dość uczęszczanej kawiarni.

Kiedy pojawiłam się tam następnego dnia od razu go rozpoznałam. Bardzo się wyróżniał. Mimo, że żyłam już na wielu planetach nie przypominałam sobie żebym widziała kogoś w hełmie z charakterystycznym wizjerem w kształcie litery T. Jednak wydawał mi się dziwnie znajomy. Usiadłam naprzeciwko niego zupełnie nie wiedząc co robić. Nie tylko nigdy nie miałam do czynienia z łowcami nagród, ale też właściwie wcale nie zadawałam się z innymi istotami rozumnymi. Poza moją mamą oczywiście. Wzięłam głęboki oddech i w końcu się odezwałam
- Dzień dobry - czekałam chwilę na jakąś odpowiedź. Nie doczekałam się jej, lecz ku mojej wielkiej uldze rozmówca zdjął hełm i spojrzał na mnie uważnie.
- Widzę, że nawet nie wiesz jak się do tego zabrać. Normalnie nie ubijałbym interesu z kimś takim, ale dla ciebie mogę zrobić wyjątek. Wiem co to znaczy stracić całą rodzinę. A teraz do rzeczy. Gdzie poszła i w jakim celu?
- Wyszła z domu dokładnie 26 dni temu o dziesiątej czasu lokalnego szukać pracy - w kącikach moich oczu pojawiły się łzy - Od tamtej pory nie wróciła.
- Masz jakąś podobiznę? - spytał, udając, że nie zauważa moich łez.
- Zapisałam panu jej wszystkie holopodobizny - odpowiedziałam, podając mu chip z danymi.
- Czy jest jeszcze coś o czym chciałabyś mi powiedzieć? - spytał tak, jakby faktycznie coś takiego było.
- Nie - odpowiedziałam niepewnie.
- To, że nie widniejecie w żadnej bazie danych nie jest przypadkiem - zaczął spokojnie, ale stanowczo - Jeśli próbujecie się przed kimś ukryć, to ta informacja może być bardzo przydatna.
- Nie ukrywamy się - odparłam, przekonana, że mówię prawdę. Mama zadbała o to, żebym tak właśnie myślała.
- W takim razie skontaktuję się z tobą kiedy czegoś się dowiem - odrzekł, wstając od stolika. Wtedy zauważyłam rysunek na jego nagolenniku. Prosty, dziecięcy rysunek przedstawiający ojca z córeczką. Podążył za moim spojrzeniem.
- Wspominałem, że straciłem rodzinę. To wszystko co mi po niej pozostało.
Łzy, które pojawiły się w moich oczach podczas opowiadania o mamie, wypłynęły teraz wypłukując z nich barwnik. Były w tak charakterystycznym kolorze, że musiałam to ukrywać.
- Mahiy`ka? - spytał z niedowierzaniem. Od lat nie słyszałam swojego prawdziwego imienia, a poza mamą znała je tylko jedna osoba.
- Tato?
Nieważne jak dziwnie musiała wyglądać młoda kobieta obejmująca Mandalorianina w pełnej zbroi. Liczyło się tylko to że, wbrew zapewnieniom mojej mamy, tata wrócił!
- Mama powiedziała, że już nigdy nie wrócisz - powiedziałam, wycierając łzy - Myślałam, że straciłam cię na zawsze.
- Twoja mama chciała cię przede mną uchronić - powiedział, z trudem wymawiając każde słowo.
- Ale dlaczego? - spytałam, nie mogąc w to uwierzyć.
- Żebyś była bezpieczna - odparł, mierzwiąc mi po ojcowsku włosy.
- Jak miałabym nie czuć się bezpiecznie przy kimś w takiej zbroi? - zauważyłam.
- Och, Mahiy`ika, gdyby twoja mama to rozumiała… - westchnął - Ale i tak bezpieczniej będzie, jeśli będziesz miała własną - mrugnął do mnie porozumiewawczo.
- Naprawdę? - nie byłam w stanie sobie wyobrazić siebie noszącej zbroję.
- Oczywiście. Możesz ją nawet dowolnie pomalować - dodał, wskazując palcem na swój nagolennik - Pamiętasz, kto to narysował?
- No jasne, że pamiętam! - jak mogłabym nie pamiętać. To było jedno z tych niewielu drogocennych wspomnień, jakie zostały mi po tacie. Kiedy skończyły mi się kiedyś arkusze filmplastu, przerzuciłam się na to, co leżało najbliżej - zbroję taty. Beskaru kredką nie pomalujesz, ale moje próby tak rozczuliły tatę, że przyniósł prawdziwą farbę i wspólnymi siłami narysowaliśmy ten obrazek. Mama później zrobiła mu awanturę, bo nie mogła zmyć farby z podłogi. Zawsze kiedy wyjeżdżał powtarzał, że będzie mu to mnie przypominać.
- No… niekoniecznie dokładnie tak - uśmiechnął się szeroko - Będzie potrzebna, jeśli chcesz mi towarzyszyć.
- Ja?
- Mahiyano, jesteś moją córką. Bycie mandalorianką to twoje dziedzictwo. Poza tym cały czas byliśmy razem, bo byłaś tutaj - powiedział, kładąc rękę na swoim sercu.

Naprawdę mam na imię Maja i wiele osób właśnie tak mnie nazywa nie będąc w stanie wymówić mojego nicku. Aktualnie studiuję informatykę na wydziale Informatyki i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej, dlatego często można mnie znaleźć we Wrocławiu. Jeśli jednak mnie tam nie ma to jestem w swoim rodzinnym mieście - Tarnowie, albo na konwencie. Na konwenty jeżdżę w miarę możliwości często i wbrew pozorom częściej są to konwenty mangowe niż fantastyczne. Trudno byłoby mi wybrać, które lubię bardziej, oba rządzą się specyficznymi prawami i jak wszystko na tym świecie mają swoje wady i zalety.

Moją pierwszą stycznością ze światem Gwiezdnych Wojen było Lego Star Wars the Orginal Trylogy, które mój brat pożyczył od kolegi. Nie będąc w stanie zrozumieć sensu cut scenek wkrótce zaczęłam się zgłębiać w filmy, a później rówineż książki i komiksy. Potem powoli zaczęłam szukać po Internecie, gdzie natrafiłam na nie istniejącą już stronę gwiezdne-wojny.com.pl, gdzie spędziłam naprawdę wiele czasu, a po pewnym czasie na Bastion Fanów Gwiezdnych Wojen. W pewnym momencie zaczęłam myśleć o zrobieniu sobie hełmu szturmowca żeby móc postawić sobie go na półce. W poszukiwaniu instrukcji w jakiś sposób pierwszy raz trafiłam na stronę Manda'Yaim, jednak jeszcze dużó czasu minęło zanim w ogóle zaczęłam myśleć o dołączeniu. Jeszcze w gimnazjum w moje ręce wpadła ksiażka Karen Trawiss Rozkaz 66 i to tak naprawdę od tego momentu zaczęłam się w ogóle interesować Mandalorianami, jednak nie ukrywam, że bardziej do tej kultury przekonali mnie prawdziwi ludzie niż fikcyjne postaci. Pierwszym krokiem do zmiany podejścia do dołączenia do Manda'Yaim było poznanie Dinuirara na obozie RPGowym, jednak to nie wystarczyło. Ostatecznie przekonało mnie poznanie Yuriego na Star Force 2012. Od tego czasu przynajmniej staram się działać w Manda'Yaim, choć można łatwo zauważyć dziurę w mojej działalności spowodowaną kilkoma niezależnymi czynnikami.

Podobno mam duszę artystki, a na dodatek żyję trochę we własnym świecie. Ludzie uznają mnie za dziwną, ale nie szczególnie mi to przeszkadza. Sprawia to też że w jakiś sposób przyciągam do siebie równie dziwnych ludzi. Poza Gwiezdnymi Wojnami siedzę głównie w anime, ale zdarza mi się też zagrać sesję RPG. Książek niemal nie czytam, a jeśli już się to zdarza to jest to literatura popularnonaukowa. W dalszym ciągu nie udało mi się wyrobić sobie wąskiego gustu muzycznego, jeżeli coś się zmieniło to to że zaczęłam słuchać jeszcze więcej odmiennych gatunków. Zainteresowań sportowych też mi brakuje, ewentualnie można do nich zaliczyć zumbę, której ze względu na brak czasu już nie uprawiam. Można powiedzieć, że interesuję się informatyką, ale to tak szeroki temat, że nie ma się co rozpisywać.


Z wieloma przerwami prowadzę photobloga - www.photoblog.pl/mahiyana
Moją twórczość można też znaleźć na DeviantArcie - www.mahiyanacarudla.deviantart.com
A jeźeli ktoś ma ochotę do mnie napisać to polecam maila - r2d2ka@gmail.com

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2014




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 7,334,646 unikalne wizyty