Lodowa Kometa
 
Wszystko miało być inaczej. To była jedna z myśli, która od wielu dni wracała i wracała na powierzchnię jej rozchybotanej świadomości, a podczas ostatnich godzin stała się szczególnie intensywna. I w sumie to ona pchnęła ją do działań, które mogły jeszcze ją doprowadzić do nieprzewidzianych okoliczności.



Gdy wojna dobiegła końca, liczyła, że w końcu wszystko się ułoży. Przyszłość Mandalory, jej klanu a także jej własna. Zwłaszcza jej własna. Teraz jednak jasnym stawało się, iż choć jej ojczyzna podniesie się z wojennych popiołów, może zająć im to więcej czasu. Jej klan nie był w lepszej sytuacji i na domiar złego znów zaczął się rozpraszać. Zdawało jej się, iż od wieków nie widziała swoich kochanych sióstr, wielu krewnych nie wróciło z wojny. Lękała się, że zbyt wielu. Tyle się zmieniło.
Siedząc w ciszy wsłuchiwała się tylko w miarową pracę automatów na swoim stateczku i w pojedyncze pogwizdywania swego astromecha i cichy, a zarazem ponury dźwięk jaki wydawało tarcie urywka papieru ściernego zrywającego farbę z beskarowego naramiennika.
A ona sama? Sama. Tak, była sama ze sobą. Nie było już jej doborowej kompani, grupy najwierniejszych sobie przyjaciół, z którymi, jak jeszcze niedawno jej się zdawało, mogłaby zawojować galaktykę, gdyby tylko zechciała. To był jeden z tych razów, gdy żałowała, iż jej naród nigdy nie był zbyt dobry w dyplomacji i że wymiany poglądów szybko zmieniały się w wymiany ciosów. Dowódca, który odszedł daleko, towarzysze, którzy wybrali zupełnie inną drogę, kłótnie, które przeszły w niezrozumiałe czyny, niepotrzebnie przelana bratnia krew. I w końcu nowy dowódca, który, choć pełen nadziei i pasji, nie był już wstanie poskładać tego wszystkiego do kupy. Czasem lepiej milczeć. I tak milczała już od wielu dni, czasem jedynie witając nowych rekrutów. Ale z każdym powitaniem rozumiała bardziej znaczenie każdego pożegnania. Nie masz już nikogo, nie masz dawnych towarzyszy.
Samotna gorąca łza spłynęła po policzku i skapnęła na szlifowany fragment pancerza. Kobieta starła kroplę szybkim niedbałym ruchem po czym głębokim oddechem zdmuchnęła z naramiennika kolorowy pył. Przepolerowała naramiennik. Jej ruchy były machinalne. Po niedługim czasie czysty metal błyszczał w półmroku. Zimny jak kosmiczna pustka.
Pustka, przepaść, taka jak ta, która kładzie się między tobą a wspomnieniami lepszych dni, gdy te już dawno przeminęły. Taka pustka zmienia słodycz tych wspomnień w gorycz tęsknoty. A potem zostaje już tylko zimno. Lodowe zimno pustych kosmicznych przestrzeni.
Lodowe komety. Zimni wędrowcy sunący samotnie przez najdalsze bezdroża kosmosu. Tym właśnie byli, istoty, które z jakiegoś powodu odchodziły od swoich. Czasem były to widma przeszłości, czasem wstyd, czasem kwestia honoru, czasem po prostu ta zimna przepaść. Zawsze był to ich wybór. Gdy tak się stało, dla tych których pozostawiali za sobą, to było tak jakby odeszli daleko. Choć podobno niektórzy wracali. Niektórzy.
Nie bez powodu to o nich myślała sięgając w przeszłość i wybiegając myślami w niepewną przyszłość. Jej ruchy znów stawały się machinalne, gdy odtwarzała z pamięci znajomy symbol w nowej i wyglądającej obco aranżacji. Ostatni element układanki, ostatnia pieczęć złożona na podjętej decyzji, pierwsza z wielu przyniesionych przez nią konsekwencji.



Wszystko miało być inaczej. Przyszłość Mandalory, jej klanu, a także jej własna. Myślała o nich. O swoich niedawnych marzeniach i patrzyła jak mokra farba lśni zimno, podobnie jak wcześniej naga stal. Lodowa kometa, samotny wędrowiec w zimnej pustce.

Dhadral


 

Komentarze
 
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
 

Dodaj komentarz
 
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
 
 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2014




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 8,747,290 unikalne wizyty