Zoro
 
Manga jest specyficzną formą opowieści. Japoński komiks posiada wiele tendencji, powtarzających się w różnych seriach, ale jednak ciągle powstają ‘kultowe’ komiksy, które cieszą ludzi na całym świecie. Można mangę lubić, można i nie, ale niemal każdy się z nią w jakiś sposób zetknął.
Jako, że postaci pro-mandaloriańskich można dopatrzyć się w wielu rodzajach różnych historii, pozwolę sobie przytoczyć postać z mangi One Piece, obecnie nawet wydawanej w Polsce. Zoro Roronoa – pierwszy oficer w załodze głównego bohatera, aspirujący do miana najlepszego szermierza.
Zanim zajmę się jego charakterystyką, przybliżę realia mangi (i anime, choć zamierzam bazować na pierwowzorze, czyli na komiksie). Świat jest podzielony oceanami, na których pływają piraci i Marynarka Wojenna rządu, dwie frakcje zwalczające się i kształtujące wszystko dookoła siebie. Oprócz zwykłego oceanu, istnieje jeszcze część zwana Grand Line, na której grasują potwory i najpotężniejsze istoty, często z niezwykłymi mocami. Istnieją dwie możliwości uzyskania takich ‘nadprzyrodzonych’ zdolności. Pierwsza, ta łatwiejsza, to zjedzenie przeklętych owoców, zwanych Szatańskimi. Każdy z nich daje jakieś unikatowe moce, jak np. władanie ogniem, lodem, czy gumowe ciało. Odbywa się to kosztem możliwości pływania, gdyż taka osoba po zetknięciu się z wodą, traci siły i idzie na dno. Druga droga do potęgi, to silna wola. Każdy z ludzi posiada wolę, ale nie każdy potrafi zrobić z niej takiego użytku. Taka moc objawia się w trzech możliwościach (niejako mogących się łączyć) – w tak zwanym kolorze obserwacji, zbrojenia, czy zwycięzcy.
W takie podłoże możliwości, jest wpisana załoga Słomianego Kapelusza, Luffy’ego D. Monkey’a, którego marzeniem jest zostać Królem Piratów na podobieństwo straconego Rogera i odszukanie jego skarbu, zwanego właśnie One Piece. Luffy jest typowym pozytywnym bohaterem, uśmiechnięty, wesoły łakomczuch, któremu brak oleju w głowie, ale wszystko nadrabia upartością i silną wolą. To właśnie on wciąga Zoro w świat piratów, przygody i drogi do osiągnięcia swego celu.
Zoro Roronoa na początku mangi ma dziewiętnaście lat i całkiem dużą ‘sławę’ łowcy piratów. Ogół ludzi drży na jego widok, czy samą wzmiankę o nim, nadając mu przydomki jak demon, czy potwór. Jest wysokim, dobrze umięśnionym, ale dość smukłym młodzieńcem, o charakterystycznych zielonych włosach... a jego cechą rozpoznawczą jest styl walki trzema mieczami (pierwotnie szkolił się we władaniu dwoma, ale trzeci miecz to symbol związany z jego historia, o której będzie za chwilę. Dla zdziwionych – trzeci miecz podczas walki trzyma między zębami...)
Może nie posiada tak tragicznej przeszłości jak reszta załogi, ale to właśnie ona ukształtowała go i pchnęła ku celu ambicji. Nic niewiadomo o jego rodzicach, można założyć, że był sierotą, gdyż nigdy o nich nie wspominał, ani nie ma ku nim żadnych odczuć. Wychował się na ciężkich treningach w dojo, w małej wiosce na Wschodnim Morzu. Jego mentor był wyraźną figurą ojcowską w życiu chłopaka, co przejawia się przejęciem przez Zoro pewnych cech i zasad godnych prawdziwego szermierza (wojownika). Ale największy wpływ na rozwój Zoro miała córka tegoż mistrza, Kuina. Była najlepszym szermierzem w całym dojo, ale że była dziewczyną, nie mogła przejąć po ojcu jego stanowiska, które mistrz planował oddać kiedyś (nieświadomemu tego) Zoro. Między dwójkę tych młodych adeptów szermierki wkroczyła potrzeba rywalizacji. Zoro, choć potrafił jako dziecko pokonać każdego dorosłego, nie potrafił pokonać Kuiny. Walczył z nią dwa tysiące razy i zawsze przegrywał. Wyzwał ją nawet na pojedynek na prawdziwe miecze – który także przegrał. Wtedy rozgoryczony, wyznał swej rywalce, jak bardzo jej nienawidzi. Ona zaś mu rzekła, że to ona powinna go nienawidzić. Za parę lat pokona ją, bo dorosły chłopak jest silniejszy niż dziewczyna. Co bardzo rozzłościło młodego Zoro, który stwierdził, że nie chce jej pokonać przez wzgląd na płeć, ale przez wzgląd na swoje zdolności. I tak obaj obiecali sobie, że jedno z nich musi zostać najlepszym szermierzem świata.
Niestety, Kuina następnego dnia miała wypadek, w skutek, którego zmarła. Zoro był na nią rozgniewany i rozgoryczony, bo przecież złożyła z nim przysięgę. Koniec końców, młody Roronoa zdobył się na odwagę i poprosił jej ojca o miecz Kuiny (białą katanę, którą zawsze ma przy sobie) i przysiągł na miecz, że zostanie najlepszym szermierzem, tak by jego imię było znane nawet w niebie, by ich wspólne marzenie się spełniło.
Od tamtego dnia minęło wiele lat, a on ruszył w świat, by odnaleźć obecnego championa, niejakiego ‘Jastrzębiookiego’ Mihawka. Przypadek sprawił, że Luffy bardzo się zainteresował jego osobą i odmówił jego odmowie dołączenia do załogi. Zoro w końcu uległ ‘szalonemu’ nieznajomemu i szybko okazało się, że ci dwaj stanowią idealny duet. Z czasem pojawiły się nowe postacie na pokładzie. A Zoro z niesławnego Łowcy Piratów sam stał się piratem i to dość sławnym i silnym.
Na stan obecny załoga Słomianego Kapelusza Luffy’ego liczy dziewięciu członków, w tym czterech posiadło moc Szatańskiego Owocu. Pomimo tego, Zoro jest jednym z tak zwanego Monster Trio – głównej siły załogi, którzy zawsze idą do walki jako pierwsi i przeciw najsilniejszym oponentom (warto nadmienić, że w tej trójce, tylko Luffy posiadł „magiczną” moc).
Patrząc na ich dzieje i liczne potyczki, niemal każdy znaczący wróg jest zaopatrzony w niezwykłą moc owoców, albo inne bronie, co tylko bardziej przemawia, jak potężną załogę zebrał wesoły i nie przejmujący się niemal niczym kapitan.
Po wielu bojach, ściągnęli na siebie uwagę innych piratów, jak i rządu, który próbuje ich powstrzymać. Z każdą nową potyczką, Zoro stawał się coraz lepszy i potężniejszy. Miał wiele epickich chwil w mandze (i anime), m.in.:

Na początku serii (biorąc pod uwagę, że działo się to w 6 tomie, a teraz mamy jakiś 50) miał okazję zmierzyć się z niesławnym Mihawkiem. Pojedynek przegrał z kretesem, gdyż nie miał szans mierzyć się z najlepszym szermierzem świata, tak wielka była przepaść między ich zdolnościami. Podczas tej walki Mihawk walczył małym nożykiem, przeciw trzem katanom Zoro i w pewnym momencie zdołał mu wbić ostrze w pierś. Na pytanie, czemu się nie cofnął, skoro wie, że może zginąć, Roronoa rzekł:


- Nie mogę. Jeśli cofnę się chociaż o krok... moja przysięga, moje ambicje, wszystko o co dbam... będą rozstrzaskane. A wszystkie moje marzenia będą zgubione na zawsze.
[Mihawk:] - To jest właśnie porażka.
- Heh, więc nie mogę się cofnąć.
[Mihawk:] - Nawet jeśli to znaczy śmierć?
- Wolę śmierć, niż porażkę.


Jego wola i determinacja zachwyciły starszego szermierza – darował mu życie, ale pozostawił go z wielką blizną ciągnącą się przez całą klatkę piersiową na wspak. Pomimo tej śmiertelnej rany, Zoro nie tylko wrócił szybko do walki, ale też obiecał sobie i Luffy’emu nie przegrać już nigdy więcej, dopóki nie zmierzy się raz jeszcze z Mihawkiem.




Bardzo szybko po tym wydarzeniu był zmuszony do nowej walki z innym szermierzem, ośmiornicą Hacchim, który pochodził z rasy Syrenów. Pomimo gorączki i utraty krwi, Zoro wygrał potyczkę. Jednakże nadal musiał grać na zwłokę, by zyskać czas dla swoich kompanów. Kolejny oponent, Arlong, kpiąc z jego obandażowanego torsu, zerwał bandaże, myśląc, że to nic nie znacząca rana. Chociaż był ‘tym złym numerem 1’ obecnych wydarzeń, widok rozległej rany człowieka przeraził go. Fakt, że zwykły wydawałoby się człowiek potrafił nie tylko ją przeżyć, ale i walczyć, tylko bardziej upewnił Arlonga, że musi jak najszybciej zabić swego ledwo przytomnego oponenta. Wtedy wkroczył Luffy i można sobie wyobrazić, jak się potoczyły losy.

Kolejną znaczącą walką, była potyczka z Mr. 1 (użytkownikiem mocy, pozwalającej mu zmieniać ciało w stal), w której Zoro nauczył się przecinać metal swoimi katanami – zrobił to podczas krwawej walki. Samoczynnie i bez niczyjej pomocy zaczął odkrywać nowe tajniki walki i siły płynącej z woli.

W świecie, gdzie istnieją potężne jednostki z niezwykłymi mocami, Zoro Roronoa jest jednym z nielicznych piratów, który swoją reputacje wypracował dzięki woli i swoim własnym, ciężko wyćwiczonym zdolnościom. Jako, że manga ma pewne schematy odnośnie walk, łatwo się domyślić, że z najsilniejszym ‘bossem’ konkretnej sagi walczy główny bohater Luffy, to Zoro przypada druga z najsilniejszych postaci. Nie znaczy to, że nie dałby rady osobom z mocami Szatańskich Owoców. Zoro jest (prawdopodobnie) jednym z 2 pirackich ‘nowicjuszy’, którzy zostali okrzyknięci Supernovą, choć nie zjedli Szatańskiego Owocu. By zdobyć taki tytuł, trzeba było mieć nagrodę powyżej miliona belli. Na jedenaście osób, głównie kapitanów z mocami zyskanymi przez owoce, jego obecność mówi wiele o sile i zdolnościach w walce.

W pewnym momencie podróży, Słomiani Kapelusze – jak to oni mają w zwyczaju pakować się w kłopoty – znaleźli się na przedprożu tzw. Nowego Świata. Na archipelagu, skąd się ruszało w dalszą podróż, mieszkała najstarsza arystokracja świata One Piece. Ludzie, którzy mają w pogardzie życie innych; wszyscy nie mający z nimi więzów krwi, uważani byli za gorszych. Handlowali niewolnikami, zabijali dla zachcianki. Nikt im nie przeciwstawiał się, ze strachu, czy jak w przypadku piratów, by nie ściągnąć sobie na głowę Marynarki Wojennej.
Zoro miał okazję się spotkać z takim przedstawicielem; jako jedyny z tłumu nie zszedł mu z drogi, zupełnie ignorując, że ten może być kimś ważnym. Gdy ten wyciągnął broń przeciw niemu, szermierz był gotów go zabić – co by niewątpliwie zrobił, gdyby nie niespodziewana interwencja innej piratki, która chciała zapobiec najazdowi rządowych.
Niezwykle dobrze opisuje to komentarze naocznych świadków, kapitanów także należących do tzw. grupy Supernovy (i posiadaczy mocy Szatańskich Owoców):

That punk [Zoro]... for a moment there, he was giving off an immense killing intent... he’s a real beast.

Oraz:

Only the first mate, and yet he has a bounty of a hundred-and-twenty million... he certainly doesn’t seem the type to serve under another... I suppose that speaks volumes about the captain.

Jednakże Słomiani Kapelusze nie zawsze wychodzili zwycięsko ze swych potyczek. Na dwa lata zostali rozdzieleni, gdy okazało się, że potęga „Nowego Świata” przerasta ich i nie są gotowi na dalszą podróż. Skomplikowany splot zdarzeń przeniósł poważnie rannego Zoro (nadal dochodził do siebie po spotkaniu z Kumą, o czym odrobinę później) na wyspę należącą do Mihawka, osoby, którą pragnie pokonać, by zdobyć tytuł najlepszego szermierza. Widząc, jak słaby jest, w porównaniu do potęg różnych osobliwości, postanowił podszkolić się pod okiem Mihawka. Zoro przełknął swoją dumę i błagał go o trening.

[Mihawk] What are you doing... it’s painful to watch. And nothing more.
[Zoro] I want to become stronger...!!!
[Mihawk] ...You were beaten by baboons and became unable to set out to sea. I have nothing to teach men who come crawling back so nonchalantly to me after such a defeat.
[Zoro] Actually, I did defeat them...!!! All that remains is your head. But I am not stupid enough to believe I could actually beat you as well.
[Mihawk]: I don’t understand... you confirm me as your enemy... and yet you bow your head to me and ask for teaching...! For what purpose?!
[Zoro] To overcome you...!!!


Mihawk wpierw go wyśmiał, kpiąc, że przychodzi pokonany i skomli o pomoc, co nie godzi wojownikom. Jednakże uznał to za niebywale zabawnie absurdalne, by szkolić kogoś, kto chce jego głowy, ale jednak się zgodził. I Zoro przez następne dwa lata zajęty był swoim treningiem pod okiem szanowanego wroga.

Obecnie w dziejącej się akcji (już po dwuletnim szkoleniu), nie miał za wiele godnych siebie przeciwników. Szkolenie Mihawka uczyniło go znacznie silniejszym wojownikiem, ale podróż Słomianych Kapeluszy nadal trwa i niewiadomo gdzie i kiedy przyjdzie mu się mierzyć z kolejnymi wojownikami.

DLACZEGO MANDO?
Postać Zoro niebywale kojarzy mi się z czasami KOTOR-a, gdzie wojownicy szukali chwały w walce, jednocześnie pozostając wiernymi swemu dowódcy. Relacja między Roronoą, a Luffym przywodzi mi na myśl sytuację Canderousa i Revana.
Pierwotnie Ordo był sławnym wojownikiem, który po przegranych wojnach Mandaloriańskich w jakiś sposób się ‘zatracił’ i dopiero poznanie Revana nadało jego dalszym działaniom sensu. Tak samo Zoro przed poznaniem Luffy’ego był sławnym wojownikiem, trudniącym się łapaniem piratów (z braku innego utrzymania). Tkwił w miejscu, nie mając sobie równych. A potem pojawił się „dziwny gość”, który pchnął go ku jego przeznaczeniu.
Oczywiście, Roronoa wpierw oznajmił mu, że jeśli przez niego zboczy ze swej ścieżki wojownika, albo ten go zhańbi, osobiście zabije Luffy’ego. Dopiero z czasem Zoro uznał, że właśnie jego kapitan jest kimś, za kim podąży choćby na koniec świata i dalej. Tak samo jak Canderous, który w pewnym momencie stał się całkowicie „człowiekiem Revana”, niezależnie co ten by robił, czy jaką (gracz) by drogę wybrał.
Zoro, oprócz poszukiwania chwały i wyzwań, przede wszystkim chce zostać najlepszym szermierzem świata. Zarówno z własnej potrzeby bycia najlepszym, przekroczenia wszelkich swych granic, jak i z powodu złożonej obietnicy, by spełnić marzenie z dzieciństwa, które dzielił z obecnie nieżyjącą już rywalką-przyjaciółką. Przy tym, niezależnie co robi i gdzie jest, kieruje się zasadami podobnymi Bushido – kodeksem honorowym wojowników.
Jak starorepublikańscy Mandalorianie, tak i Zoro przejawia niezwykłą lojalność względem klanu. W tym przypadku są to jego ziomkowie z załogi, za których jest gotów ginąć. Każdy, kto odważy się skrzywdzić jego nakamę (rodzinę), srogo zapłaci.
Można też zauważyć, że kiedy napotyka ludzi, którzy w jakiś sposób mu zaimponują, czy to zdolnościami, hartem ducha, uporem, nie ma problemów z wykrzesaniem dla nich szacunku. Nawet jeśli to są wrogowie. Tak jak wspomniany Mihawk – cel do pokonania i ostatecznego sprawdzenia swych zdolności; jak legendarny samuraj, od którego dostał swój najnowszy miecz, w ramach wygranej w pojedynku. Największym szacunkiem można rzec, obdarzył swego niepokornego kapitana.
Roronoa przejawia także silną wolę i zamiłowanie walki. W obliczu zagrożenia śmieje się, pozbawiony strachu przed bólem, czy własną śmiercią. Ale pokonanie słabych nie uważa za żaden honor. Za to walka z silniejszym przeciwnikiem, nawet pomimo ran, zawsze go motywuje i napędza. Wielu ludzi określa go mianem „demona”, bo tak morderczą, nieugiętą ma aurę podczas walk. Nie można zapomnieć o jego pogardzie dla cierpienia i ran, które potrafi ignorować i często uważa, za mało znaczące, ku przerażeniu pokładowego doktora. A przy tym, oprócz własnych zdolności nabytych ciężkim treningiem, czy woli, nie używa żadnych wspomagaczy, jak moce Szatańskich owoców, czy innych dziwów. Pomimo tego należy do czołówki najbardziej liczących się wojowników w uniwersum One Piece i spokojnie może walczyć przeciw użytkownikom „magicznych” mocy, tak jak Mando potrafili stanąć do walki z Jedi/Sithami.
Oczywiście, realia świata One Piece pozwalają mu czynić niewyobrażalne rzeczy, jak atakowanie destruktywnymi technikami szermierczymi, które potrafią przeciąć nawet stal, albo zniszczyć wokół stojące budynki. Jednak to właśnie wynik jego potężnej, naturalnej woli, a nie „magii”, czy techniki.
Tak jak Mandalorianie cenili swoje zbroje, tak Zoro ponad wszystko ceni swoje miecze. Białą katanę, którą otrzymał po śmierci Kuiny, oraz pozostałe dwa egzemplarze. Te co jakiś czas mogą ulec zmianie, czy uszkodzeniom – obecnie dzierży katany, o antycznych nazwach. Jak Mandalorianie nie oddaliby nikomu swych zbroi za żadne pieniądze, tak i Zoro nie odstąpiłby swoich mieczy.
Kolejnym bardzo mandaloriańskim zachowaniem, jest odmowa poddania się. Nieważne, czy ma szanse wygrać, czy nie, będzie walczyć do końca. Niejednokrotnie szermierz ten podkreślał, że woli śmierć, niż poddanie się. Istnieje chyba tylko jeden moment w mandze, gdy po trudnej walce, musiał od razu stanąć do nowej potyczki z niebywale potężnym użytkownikiem Szatańskiego Owocu. Ale w tym przypadku stawka toczyła się o życie nieprzytomnego Luffy’ego i towarzyszy, więc Zoro, jak na drugiego w dowództwie przystało, zaoferował swoje życie za życie swego kapitana (i nakamy). Kuma, bo tak nazywał się jego przeciwnik, zgodził się na te warunki, jednakże zamiast zabić szermierza, chciał, by ten przyjął na siebie cały ból Luffy’ego, co Zoro uczynił. Zmasakrowało go to do tego stopnia, że kilka dni był nieprzytomny i tylko dzięki pomocy medycznej wyzdrowiał. I, jak na upartego wojownika przystało, szybko –na standardy normalnych ludzi– wrócił do zdrowia, nie wspominając Luffy’emu o tym układzie, ani nie tłumacząc się. Bo przecież ta sprawa nie była warta rozdmuchiwania.
Oprócz specyficznej relacji z Luffym, która wydaje się być oparta na całkowitym zaufaniu i zrozumieniu, ważne są relacje z innymi członkami załogi, a zwłaszcza z Sanjim. To na tym przykładzie widać niebywale jego mandalorianskość. Sanji, kucharz Słomianych, to wielki kobieciarz, który ubóstwia płeć piękną, do tego stopnia, że nigdy nie zamierza uderzyć kobiety, nawet jeśli ta akurat zamierza go zabić. Zaś Zoro totalnie nie dba o takie niuanse – historia z Kuiną nauczyła go, że podczas walki nie ma kobiet i mężczyzn, są tylko wojownicy słabi i silni, honorowi, lub nie. Jeśli ktoś bierze broń do ręki i wyzywa go na pojedynek, Zoro będzie walczył zależnie od poziomu swego oponenta, nie ze względu na płeć. Im silniejszy i zdolniejszy przeciwnik, tym Roronoa będzie bardziej chętny do walki.
Zoro nie tylko śmieje się śmierci w twarz, ale także nie obawia się okaleczenia. Podczas kilku walk, gdy coś go więziło lub ograniczało, nie ukrywał się, że rozważa odcięcie swej własnej kończyny, byleby móc walczyć dalej, czym z reguły przerażał własnych towarzyszy. Nie waha się też wystawić swojego „szczęścia” na próbę, nawet, gdy stawką jest jego własne zdrowie. Tak zdobył jeden z mieczy. Sprzedawca odmówił sprzedania mu przeklętej katany, więc Zoro poszedł z nim o zakład, że rzuci ostrzem w górę i jeśli spadając te minie jego wyciągnięte ramię, to znak, że jest mu pisane. Jeśli nie, nie kupi miecza i straci rękę. Stąd też często ludzie nabierają przekonania, że ów szermierz jest na równi szalony, co nieobliczalny.

Zoro, chociaż na co dzień zajmuje się tylko spaniem, treningiem, walką i piciem alkoholu, jest osobą pewną siebie, co często zakrawa na arogancję. Tak naprawdę wie, ile potrafi i że ciągle nie doszedł do swych granic możliwości. Choć sprawia wrażenie ignoranta, albo znudzonej osoby, zawsze jest czujny. To on jako pierwszy najczęściej wyczuwa nadchodzące zagrożenie i z niebywałą łatwością potrafi przejść np. ze stanu głębokiego(?) snu do pełnej gotowości.
Dopiero, kiedy zbliża się zagrożenie, widać także jak wiele osób na nim polega i jak wielki wpływ ma na Luffy’ego i załogę.

Podczas specyficznych potyczek z piratami Foxa (kolejny użytkownik mocy), przegrali swego towarzysza, Choppera. By go odzyskać, musieli wygrać następny pojedynek. Chopper – młody reniferek – zapłakiwał się, błagając, by go nie zostawili z tymi piratami, bo ruszył na morze, skuszony propozycją Luffy’ego. Prawie cała załoga była tym załamana, ale Zoro bardzo szybko ukrócił te żale mówiąc:

Shut your mouth, Chopper! You are disgraceful! It was your choice to get a life on the sea. Dead or alive, the choice was yours alone. Don’t blame it on others. We accepted the challenge! Usopp and the others tried their best. In the pirate’s world, tears won’t get you anything... if you’re a man... then just sit tight and quietly watch the game!!

Wpierw jego słowa zbulwersowały niektórych członków załogi, ale przemówiły do Choppera – by zaufał swoim towarzyszom, by przyjął swój los jak mężczyzna (wojownik), a nie beksa.
Przez liczne wydarzenia mangi mamy szanse obserwować, że to właśnie Zoro – ignorancki, nie dbający o wiele, szorstki wojownik, jest nie tylko głosem rozsądku, ale także osobą wytyczającą normy postępowania, nawet jeśli jego słowa brzmią okrutnie.
Kiedy Luffy stoczył pojedynek z jednym ze swych przyjaciół, o zniszczony statek, ich grupa się rozdzieliła. Zoro bez słowa trwał po stronie Luffy’ego, nigdy nie wahając się, choć reszta załogi była rozdarta tym wydarzeniem. Gdy była szansa, aby się znów połączyć, Zoro jasno zakreślił sytuacje. Zabronił im wszystkim iść po Usoppa, nie przyjmować go, dopóki ten nie przeprosi. Uzasadnił to dość prosto – jeśli ktoś tak łatwo potrafi opuścić załogę (przyjaciół) nie może być wiarygodną osobą. Zwłaszcza, że to nie jest zabawa w piratów, a prawdziwe życie i walka. Usopp ma zachować się jak mężczyzna, zrozumieć swój błąd, a zatem przeprosić. Jeśli nie, nie ma dla niego miejsca w pośród Słomianych Kapeluszy.
W takich chwilach zawsze widać, że choć Zoro jest młodą osobą, ma jasno zakreślone spostrzeganie świata i zasady, którymi żyje. Wykazuje też niezwykła dojrzałość w trudnych chwilach, czy to jako zastępca kapitana, formując taktykę ataku, gdy Luffy nie jest w pobliżu, czy to sprowadzając niesfornego kapitana do pionu, kiedy zajdzie taka potrzeba.

O Zoro można byłoby pisać wiele. Jest pierwszym członkiem załogi Słomianego Kapelusza, a także pierwszym oficerem i od niemal początku mangi widać jak rozwija się jego postać. Jak trwa przy swoich zasad, jednocześnie ciągle szukając wyzwań. Jak potrafi zaskoczyć dojrzałością i wręcz epickością swoich wypowiedzi, jednocześnie potwierdzając swoje słowa czynami. Nawet jego niektóre przywary, jak upartość, ignorancja, czy obojętność na opinię innych wydają się go zbliżać do grona Mandalorian, wojowników szukających swej chwały. Bardzo polecam zapoznanie się z jego postacią.

Hashhana




---
PS. Odnośnie cytatów: obecnie w naszym kraju One Piece jest oficjalnie wydawane przez wydawnictwo J.P.Fantastica, stąd z internetu zostały usunięte polskie, fanowskie tłumaczenia sprzed lat. Dlatego korzystałam głównie z zagranicznych tłumaczeń. Nie posiadam polskich tomików, więc terminologia użyta w tekście może różnić się z tą "oficjalną".
 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2018




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 12,524,905 unikalne wizyty