JASTER MEREEL
 
Szczerze mówiąc, Jaster Mereel nigdy nie był mi szczególnie bliską osobą. Ani mnie nie zafascynował, ani też – poza jedną wzmianką – nie zraził. Pomimo tego w miarę neutralnego stosunku do jego postaci, zawsze miałam poczucie „niesprawiedliwego” pisania o nim. O ile Tor Vizsla był niedocenianą postacią, najczęściej degradowaną do „szablonowego złego”, to cała otoczka wokół Mereela zawsze miała na celu podkreślenie jego pozytywnej roli w życiu Mandalorian. Odczuwana przeze mnie niesprawiedliwość wynikała właśnie z tego podejścia, sprawiając, że Jaster był na „fali zachwytu”, choć osobiście nigdy nie wiedziałam czemu. Teraz, wraz z pojawieniem się Bounty Hunter Code: From the Files of Boba Fett naszła mnie przykra myśl: to nie Tor Vizsla tak bardzo potrzebował nowego spojrzenia na swą postać, a właśnie Jaster Mereel. I to stało się motywacją, aby napisać o nim coś wychodzącego poza ramy hasła encyklopedycznego. Bo tak naprawdę nie da się pisać o Jasterze bądź Torze, bez analizy drugiego.



Ostatnie oświadczenie Wędrowca, Protektora Jastera Mereela, znanego później jako
łowca nagród Boba Fett, wygłoszone przed wygnaniem ze świata Concord Dawn:

Wszyscy muszą umrzeć.
To ostateczna sankcja i jedyna sprawiedliwość. Zło istnieje; jest inteligentnym przejawem entropii. Gdy zbocze góry się obsunie i zgładzi wioskę, to nie jest zło, bo zło wiąże się z wrogimi intencjami. Gdy istota inteligentna spowoduje lawinę błotna, to jest zło. Wówczas w imię przetrwania cywilizacji należy odwołać się do sprawiedliwości.
Nie ma sprawy lepszej i ważniejszej niż sprawiedliwość. Tylko takie prawo, które służy
sprawiedliwości, jest prawem słusznym. To prawda, co mówią - że prawo nie służy
sprawiedliwym, ale zostało pomyślane dla niesprawiedliwych, bo sprawiedliwi noszą je w
sercu i nie trzeba im o tym przypominać.
Nie służę nikomu. Służę tylko sprawie.




Pierwsza wzmianka o Jasterze Mereelu pochodzi z opowiadania D. Morana Ostatni Łowca: opowieść o Boba Fetcie (z: Opowieści Łowców Głów). Należał on do tzw. Wędrownych Protektorów i jako taki pilnował prawa na Concord Dawn. Pierwotnie to on miał być człowiekiem ukrywającym się pod hełmem Boby Fetta.
Poznajemy go jako mężczyznę skutego i czekające w celi na rozprawę sądową. Ten młody jeszcze człowiek zabił skorumpowanego protektora – za ten czyn czekało go wygnanie lub więzienie. Jego obrońca pragnął, aby wyznał swą skruchę, ratując swoje życie, lecz Mereel odpowiedział, że owszem, jest mu przykro; bardzo żałuje, że nie zabił tego skorumpowanego protektora rok wcześniej, bo galaktyka jest teraz lepszym miejscem.
Obrońca był oburzony jego zachowaniem, lecz Jaster pozostał nieugięty, uznając, że nie można się przywiązywać do swego życia, bo przecież wszyscy muszą umrzeć.
Po wygnaniu (i wyrzuceniu z Imperialnej Akademii) przybrał imię Boba Fett i stał się łowcą nagród. Był bezwzględny w swych działaniach i pozbawiony wyrzutów sumienia. Każdy mógł stać się jego ofiarą, bez względu na rasę i wiek. Dla niego istniała tylko jedna, niezmienna moralność - całkowicie niezależna od prawa, które na każdej planecie wyglądało inaczej.
Historia ta działa się na przestrzeni lat, ale jedną z najbardziej charakterystycznych i niezmiennych cech Jastera-Boby, była właśnie jego moralność. Choć nie wahał się korzystać z brutalnej siły i zabijać za kredyty, ciągle kierował się wyznaczonymi zasadami. Potępiał przemyt i używanie przyprawy – do tego stopnia, że chociaż nikt mu za to nie zapłacił, nie wahał się spalić tej substancji. Postąpił tak, uznając, że są rzeczy, które warto było zrobić nawet za darmo. Nie pił także alkoholu, uznając to za obrazę dla ciała. Podobnie złe zdanie miał na temat Rebelii; nie obchodziła go, lecz uważał ją za poronione przedsięwzięcie, którego kres jest tylko kwestią czasu. O czym nie omieszkał powiedzieć Lei Organie, gdy tą przyprowadzili strażnicy Jabby do jego kwatery. Wypomniał jej, że to co czyni, jest moralnie naganne – choć przykro mu z powodu śmierci niewinnych, tak właśnie się dzieje na wojnie. Wojnie, którą sami rebelianci wszczęli, występując przeciw legalnej władzy. Jaster-Boba uważał, że Palpatine miał pełne prawo ukarać światy zagrażające cywilizacji i sprawiedliwości.
Jedna z jego zasad mówiła także, że seks przed ślubem oraz gwałt jest niemoralny. Pomimo ascezy, nie czuł się „gorszym mężczyzną” i jednocześnie pochwalał skromność Lei, która szczelnie opatuliła się ofiarowanym jej prześcieradłem, by móc zasłonić w dużym stopniu obnażone ciało. Miał też w pogardzie ludzi pokroju Hana Solo – najemników, który nigdy nie zrobili ani jednego dobrego uczynku, nigdy nie podjęli się niczego, za co nie otrzymaliby zapłaty. To zastanawiający pogląd, zważywszy, że sam trudnił się najemnictwem i dla pieniędzy zabijał innych. Być może siebie spostrzegał jako moralnie upoważnionego do wymierzania sprawiedliwości.
Jednocześnie, kiedy zasadzając się na Hana Solo zabił niewłaściwą osobę, czuł się z tym źle, nawet pomimo świadomości, że wszyscy są obarczeni jakimiś grzechami. Po kilku dekadach pracy w zawodzie, czuł się tak, jak w dniu wyganiana z Coruscant. Solo, rozgniewany faktem zabicia postronnej osoby, podsumował jego moralność w ten sposób:
„Nie wiem, co cię opętało, aby decydować, kto ma prawo do życia, a kto powinien umrzeć”
Ostatecznie – po obustronnej wymianie kiepskiej opinii o swoim przeciwniku – Solo i Fett rozeszli się w dość pokojowej atmosferze.

To był pierwowzór Jastera Mereela (i Boby Fetta). Pierwsza historia opowiadająca o przeszłości enigmatycznego łowcy głów, która obecnie wyleciała z hukiem z kanonu. Pomimo tego, część informacji przeszła na komiksowego Jastera Mereela.

Jaster Mereel (najprawdopodobniej) pochodził z Concord Dawn, gdzie pełnił funkcję Protektora. Komiks Jango Fett: Łowy nie podał szczegółów jego wygnania, lecz znamiennym jest określenie go „Nawróconym Mordercą”. Późniejsze źródła (jak The Star Wars Complete Encyclopedia) za powód banicji podają zabicie jednego ze skorumpowanych przedstawicieli prawa.
Jaster dołączył więc do grupy mandaloriańskich najemników, wśród których szybko awansował w hierarchii. Doceniono jego zdolności żołnierskie do tego stopnia, że stał się przywódcą tego ugrupowania. Jego pogląd, że Mandalorianie są jedynie wysoko opłacanymi żołnierzami, spotkał się z ostrą opozycją Tora Vizsli – pragnącego podboju galaktyki. Ten z kolei przeprowadził krwawy zamach na grupę Jastera i rozbił jego oddziały na Concord Dawn.
Mereel wraz ze swymi podwładnymi zmuszeni byli szukać schronienia – Vizsla zamierzał na nich polować, aż nie zabije swego wroga. Jednocześnie obiecując, że spali wszystkie jego kryjówki i zabije wszystkie osoby, które mu pomogą.
Bardzo pomocną osobą okazał się senior rodu Fettów, obecny Protektor urzędujący na Concord Dawn. Ten użyczył ściganym żołnierzom schronienia i jedzenia, co niestety ściągnęło do jego domu także Tora Vizslę i Watahę Śmierci. Po niespodziewanej strzelaninie, jaką wywołała żona protektora, Jango Fett zbiegł na pole, gdzie trafił na Jastera. Vizsla zaś kazał podpalić pole wraz z ludźmi ukrywającymi się między plonami. Płomień szybko odciął Prawdziwym Mandalorianom możliwości ucieczki, ale dzięki młodemu Jango udało im się uniknąć swego końca – użyli rury nawadniającej, by przeczołgać się pod ogniem.
Ledwo wydostali się z pułapki, Jaster już zaczął planować akcję odwetową – ponownie pomogły informacje od osieroconego chłopaka, który zaoferował zaprowadzić ich do najbliższego miasta. Mereel postanowił zabrać Jango na akcję.
Tym razem to Prawdziwi Mandalorianie zastawili pułapkę na Watahę. Jango podłożył bombę pod czołg Tora, zaś reszta żołnierzy zajmowała się eliminacją wrogich piechurów. Mereel osobiście udał się do szczątków pojazdu, aby zapewne w razie konieczności, dobić Vizslę. Jednak nie zastał jego zwłok i widząc, że ten zdołał jakoś uciec, zarządził eliminację pozostałych celi i wycofanie się. Zaopiekował się też Jango, który podczas bitwy był zmuszony walczyć o swoje życie i pierwszy raz zabił człowieka. Jaster powitał go w szeregach Mandalorian.
Przez następne lata, Mereel osobiście szkolił chłopaka na mandaloriańskiego wojownika. Ich relacje były zażyłe, do tego stopnia, że Montross wytknął młodemu Fettowi, że Jaster chyba zapomina, że ten nie jest jego synem. Co mąciło jego i chłopaka osąd, a to wojownik uważał za niebezpieczne. Między Montrossem, a Jango zrodziła się specyficzna relacja – być może zazdrość, lub rywalizacja o wpływy w grupie. Być może Montross czuł się zagrożony młodym wojownikiem, gdy Mereel miał w końcu wybrać swego następcę. Przy czym nie omieszkał przypomnieć chłopakowi o swych wątpliwościach w stosunku do niego, choć
Jango właśnie został dowódcą drużyny i miał się sprawdzić na tym stanowisku podczas akcji na Kordzie VI.
Jaster Mereel przywodził Kompanii Łowców Głów, Jango kierował piechociarzami, a Montross odpowiadał za Kompanię Vertigo, doświadczoną w lataniu. Jak się okazało, informacje wywiadu planety były błędne – a nikt z Prawdziwych Mandalorian ich nie sprawdził, co stało się poważnym w skutkach błędem.
Przyszpileni wrogim atakiem, musieli się przegrupować, co też zarządził Mereel. Jednakże Montross nie przerwał swego natarcia, gdyż nigdy do tej pory nie zaniechali misji. Jango, wykorzystując atak Kompanii Vertigo, kontynuował powierzone mu zadanie, a Jaster rzucił się na ratunek Montrossowi. Wszystko okazało się być zaplanowaną przez Tora Vizslę pułapką, który osobiście przybył zabić swego wroga.
Jaster uznał, że jeśli przeżyją, Montross wyleci z jego grupy. Kiedy Tor zaatakował, Montross dzięki swemu plecakowi rakietowemu odleciał, pozostawiając Mereela na pastwę wroga. Vizsla pragnął nie tylko jego śmierci, ale wymazania raz na zawsze z historii Mandalorian. Śmierć Jastera widział Jango – jednak przez interwencję swego przyjaciela, Silasa, nie mógł rzucić się mu na samobójczy ratunek. Za to zabrał ciało poległego wodza, zgłosił veto przeciw wybraniu Montrossa na nowego przywódcę i, za poparciem żołnierzy, został nowym Mandalorem. I dziedzicem Jastera Mereela.

Jaster Mereel jest więc właściwie znany z 6 rzeczy:
- Z bycia Protektorem, który samemu wymierzając sprawiedliwość, zabił skorumpowanego przedstawiciela prawa, przypłacając to swym wygnaniem
- Z przewodnictwa Prawdziwym Mandalorianom
- Ze stworzenia Kodeksu Honorowego Superkomandosów (pierwsza wzmianka w The History of the Mandalorians).
- Ze sporu z Torem Vizslą, który zaowocował Wojną Klanów, a w którą została wplątana rodzina Fettów
- Z przygarnięcia osieroconego Jango i szkolenia go na Mandalorianina/Najemnika
- Ze śmierci na Kordzie VI, gdzie zdradzony przez Montrossa, zginął z ręki Tora Vizsli.

Pomimo tak wycinkowego przedstawienie życia tego człowieka, niemal wszystkie źródła encyklopedyczne przedstawiają go jako nad wyraz cenioną postać, pragnącą przywrócić honor Mandalorianom – chociaż komiksowy prototyp wyraźnie zaznaczał opinię Jastera, jakoby ci byli JEDYNIE wysoko opłacanymi żołnierzami. Ale! Jako, że tą informację podaje hrabia Dooku, który nie interesował się samym sporem między Prawdziwymi Mandalorianami, a Watahą Śmierci, a tylko losami Jango Fetta, można poddać w wątpliwość jej prawdziwość. W takim razie, w co wierzył i do czego dążył Jaster Mereel?

Zapewne dużą pomocą byłaby znajomość Kodeksu Superkomandosów. Niestety, pomimo wzmianek o nim na przestrzeni lat, nigdy nie poznaliśmy treści. Jaki charakter miało to dzieło? Czy zostało spisane, czy też funkcjonowało w formie ustnej?
Czy był to kodeks odnośnie pracy najemników i łowców głów, czy odnosiło się to do honorowych zasad postępowania wojowników?
Nie raz spotkałam się z argumentem o wielkości Jastera, właśnie przez pryzmat tego kodeksu, który jakoby miał przywrócić honor najemnikom (Mandalorianom). Ale jak mogę uznać ten argument, kiedy nie znam natury narzuconych (zaproponowanych) zasad?
Jeśli Mereel faktycznie spostrzegał siebie i swych poddanych tylko przez pryzmat zarabianych kredytów, kodeks ten mógł być równie dobrze zbiorem fachowych porad, co nijak mają się do romantycznego ujęcia honorowych wojowników. Odwołam się do komiksu Ścieżka Wojownika, w którym to młody Boba Fett bierze udział w akcji swego ojca. Jango swe życie najemnika zaczynał u boku Jastera Mereela, toteż istnieje duże prawdopodobieństwo, że zasady, które przekazywał swemu synowi, sam zaczerpnął od swego nauczyciela.
Akcja wspomnianego komiksu dzieje się przed Wojnami Klonów, na planecie Kuat. Jango Fett, używając własnego syna, przepuszcza atak na obozowisko bojowników o wolność. Zgromadzeni w obozie ludzie, to niewolnicy, zmuszani do ciężkich prac w fabrykach, którzy zbuntowali się przeciw pazernym baronom. Ludzie gotowi zginąć dla swej wolności. Łatwo czytelnikom współczuć im. Jednak ich wysiłki i nadzieje zostają szybko skruszone, bo w końcu arystokracja miasta Kuat kupiła usługi Jango Fetta i ten wszystkich zabił. Boba Fett, jako niedoświadczony jeszcze łowca, nie potrafił odciąć się zupełnie od emocji, jakie w nim wzbudziła ta akcja. Gdy zapytał ojca, czy na pewno dobrze zrobili, Jango przekazał mu swą zasadę:

Twoja lojalność, twój honor - to się liczy. Kiedy przyjmujesz zadanie i dajesz słowo, nic innego nie ma znaczenia. Stajesz się mężczyzną, wiec pamiętaj: w walce nie ma miejsca na litość. Taka jest ścieżka wojownika.


Można polemizować, czy to zasada z kodeksu Jastera Mereela. Na pewno to wśród jego grupy, Jango nauczył się najemniczego życia, a według Boby Fetta (Dziedzictwo Mocy II: Więzy Krwi), ten zawsze starał się wzorować na swoim mentorze. Sam Jaster przewodził w końcu Kompanii Łowców Głów, więc de facto sama nazwa insynuuje jego powiązanie z najemnictwem. Przytoczyłam ten cytat z jednego powodu – to, że jakiś kodeks w nazwie zawiera patetyczne określenie „honorowy”, wcale nie znaczy, że będzie to zbiór prawno-moralny na poziomie przeciętnego obywatela Republiki czy Imperium. Mereel, jako Mandalor, przywodził grupie nastawionej na zarabianie kredytów na czyjeś śmierci. Najemników, gotów walczyć w wielkich wojnach, nie bacząc na politykę rządów czy sytuację ich obywateli. Tłumienie opozycji – która mogłaby zwalczać prawdziwy terror i walczyć o godne życie – nie było niczym strasznym ani haniebnym w ich oczach.
Jeśli ten kodeks był zbliżony merytorycznie do zasad, którym hołdował Jango Fett, nasuwa się tylko pytanie, czym Prawdziwi Mandalorianie różniliby się od Watahy Śmierci? Tor i jego ugrupowanie uchodziło za brutalną grupę, która nie zgadzała się z honorową wizją Mereela... ale czy zabijanie istot na zlecenie i walki za cudzą ideologię tudzież polityczną ambicję można uznać za bardziej honorową od siania takiego samego spustoszenie z własnych pobudek?

„Co więc jest złego w byciu najemnikiem? Czy cała ta wasza wojenka jest coś warta? A jeżeli tak - czy liczy się, kto dla was walczy? Czy nie jesteśmy do szpiku kości przesiąknięci ślepą
wiarą w słuszność waszych racji, skoro chwytamy dla was za broń? Wolelibyście może, żeby to wasi mężczyźni i kobiety przelewali za was krew? Skoro ta wojna jest taka szlachetna, taka konieczna - dlaczego nie walczycie w niej sami? Przemyślcie to sobie dobrze, zanim zaczniecie nas opluwać, aruetii.”
Jaster Mereel, Mand'alor, Al’Ori'Ramikade, podczas rozmowy z regentem Mek va Uil, na dziesięć lat przed śmiercią z rąk towarzysza, któremu ufał (za: Komandosi Republiki: Rozkaz 66).


Mereel uważający Mandalorian przede wszystkim za najemników, wcale nie odbiera możliwości, że chciał wprowadzić jakiś rygor w swoje szeregi. Warto wspomnieć, że sam w końcu pochodził z Concord Dawn, gdzie pełnił urząd Protektora, stanowiąc tam prawo. Nie tolerując jednak skorumpowanego czeladnika – sam wymierzył mu sprawiedliwość, zabijając go, co przypłacił swym wygnaniem.
Źródła nie są zupełnie zgodne odnośnie jego poczucia moralności. Najwcześniejsza wersja Mereela, przytoczony Ostatni Łowca: opowieść o Boba Fetcie wyraźnie podkreślała silne i rygorystyczne poczucie etyki. Komiks insynuował jakieś „nawrócenie” – ale czy chodziło o ścieżkę Mandalorian? Jako człowiek z Concord Dawn już był urodzony w kręgu oddziaływań tej wojowniczej kultury, lecz nawrócenie to proces powrotu do jakieś ideologii czy religii, co by znaczyło, że przynajmniej w czasach pełnienia swego urzędu, nie utożsamiał się albo z dziedzictwem Mandalorian albo z światopoglądem najemników. To raczej kwestia nie do rozstrzygnięcia, do czego tak naprawdę nawrócił się.

Abel G. Peňa, autor The History of the Mandalorians określił go mianem pobożnego, wskazując na przestrzeganie norm religijnych bądź etyki. Czy takie poglądy wplótł w swój kodeks? Nie wiadomo.

Niedawno pojawiło się nowe źródło, a mianowicie Bounty Hunter Code: From the Files of Boba Fett z zapiskami Tora Vizsli, przywódcy okrytej złą sławą Straży Śmierci*. Tekst jego autorstwa nie da się nazwać inaczej, niż propagandowym – w końcu jest skierowany do określonej grupy istot, które mają szkolić nowych rekrutów, prowadzić ich w bitwach i dbać o interesy tejże grupy. Oczywiście, nie mogło zabraknąć wzmianki o samym Jasterze Mereelu i konflikcie między ich dwiema frakcjami.
Według tych zapisków, podział w najemniczej grupie Mandalorian miał swe miejsce na długo przed narodzinami obydwóch wojowników. Samo to środowisko było odpowiedzią na rządy Niewiernych (Nowych Mandalorian), a zebrani w tym kręgu wojownicy pragnęli kultywować swe wojenne tradycje. Spór wpierw tyczył się zbyt brutalnych i radykalnych działań, które dotyczyły Ithullan i tego, czy takie przedsięwzięcia nie szkodą mandaloriańskiemu honorowi. Wśród tych Mandalorian wyodrębniła się grupa, co przybrała nazwę Prawdziwi Mandalorianie – oni uważali, że wszyscy najemnicy powinni dostosować się do ich zasad, próbując je narzucić reszcie grupy. Zasady tyczyły się, jak Mandalorianie powinni zarabiać swoje kredyty dla siebie i swych klanów. To oczywiście nie spotkało się z dobrym przyjęciem wśród niektórych z nich; Mandalorianie pokroju Tora Vizsli uważali, że w czasie wojny (jaka trwała przeciw pacyfikacji ich kultury), tylko ci bezwzględni, pozbawieni skrupułów, litości i niezdecydowania mają szansę przetrwać i zwyciężyć. Tak też gdy Prawdziwi Mandalorianie wybrali na swego przywódcę Jastera Mereela, Tor uznał to za największy ich błąd i wraz z podobnymi mu wojownikami, odłączył się od najemniczej grupy.
O światopoglądzie Mereela, Vizsla mówił niewiele: była to zaślepiona wersja, która miała zniszczyć wojowników i uczynić ich niezdolnymi do walki o Mandalorę i pokonania rządów Pacyfistów. Tor upatrywał naturę swego wroga w jego przeszłości, gdy jako człowiek prawa zamordował swego zwierzchnika. Własne poczucie winy go zniszczyło, doprowadzając do poważnej zmiany poglądów. O ile wcześniej Jaster szukał wady w samym sobie, doszedł do wniosku, że to galaktyka jest pełna skaz. Lecz niezdolny do pohamowania własnej pasji, dążył do wyeliminowania jej w pozostałych ludziach i to, według Tora, sprawiało, że jego poglądy zamieniłyby dumnych Mandalorian w zwykłych najemników.
Na ile Tor miał rację, a na ile się mylił, nie mogę odpowiedzieć. Warto także przytoczyć dopisek Jango Fetta – długoletniego, zaufanego człowieka, który dla Jastera był jak własny syn:

To są kłamstwa. Jaster dążył do prawdziwego honoru, nie do prawa by ignorować przepisy czy zasady moralne. Straż Śmierci Vizsli była niczym więcej, niż pozwoleniem na morderstwo. JANGO

Cieszy mnie, że Jango Fett podjął się polemiki z Torem Vizslą, ale... Jaster Mereel we wszystkich źródłach uchodzi za człowieka, który będąc funkcjonariuszem odpowiedzialnym za porządek i prawo na Concord Dawn, zabił drugiego protektora. Nawet jeśli był nim skorumpowany człowiek, którego należało usunąć ze stanowiska i ukarać – Mereel powinien zrobić to zgodnie z prawem. Oczywiście, można polemizować, jak wyglądało prawo na tej planecie, jednak jedyną „nagrodą” za wymierzenie sprawiedliwości, jaką otrzymał Jaster Mereel, było wygnanie.
(To bardzo subiektywne spojrzenie na Concord Dawn, ale od dawna mam wrażenie, że to przykład biednej, zacofanej, skorumpowanej planety, gdzie mieszkańcy żyją na pograniczu ustalonego kodeksu prawnego, a swych „obyczajowych praw”, które przesiąknięte są wszelkimi społecznymi fobiami i uprzedzeniami. W końcu Boba Fett wolał zabić mężczyznę, który zgwałcił jego żonę i zataić powód swego działania, tym samym uchodzić za zwykłego mordercę, uznając to za najlepszy sposób obrony Sintas. Jak dla mnie coś jest nie tak z tą planetą. Być może to zmusiło Mereela do porzucenia drogi sądowej i zabicia skorumpowanego zwierzchnika własnoręcznie. Co z kolei utwierdzić go mogło, jak nieskuteczne są kodeksy prawne i zachęciło go do stworzenia własnego?)

W takim razie, jak komentarz Jango ma się do prawdy? Czy ich śmiertelny wróg jest w swej opinii o wiele bardziej bliski wiarygodności, aniżeli Fett? Czy Montross miał rację, wątpiąc w trzeźwość osądów Fetta?
Czy Jaster naprawdę surowo przestrzegał praw i zasad moralnych? A może właśnie kierował się tylko swymi własnymi. Co z kolei znów nie czyni wielkiej różnicy między jego moralnością, a tą Vizsli.
W czym więc moralność bądź honor Jastera były lepsze niż jego wroga? Skąd ta otoczka wokół jego postaci, hiperbolizacja?

Mereel uchodził za niezwykle zdolnego żołnierza, w co nie wątpię, chociaż na stronnicach komiksu nie miał okazji się wykazać. Wpierw potrzebował pomocy, w ukryciu się przed pogonią Vizsly. Potem dwa razy pomógł mu młody chłopiec, który dopiero co został osierocony. Pomimo świadomości, że jego śmiertelny wróg przetrwał zasadzkę na Concord Dawn, wykazał się wielkim niedbalstwem, polegając na informacjach obcego wywiadu, co przypłacił życiem. Zdradził go jego własny, zaufany człowiek, Montross.
Wierzę w jego bardzo dobre wyszkolenie i bitewne zdolności. W końcu swą przygodę z niejako żołnierskim życiem zaczynał już na Concord Dawn, jako oficer prawa. Osobiście wyszkolił też Jango Fetta, i choć nie dokończył edukacji swego syna, nie będzie przerysowanym stwierdzenie, że ten mu wiele zawdzięcza. Za to nie rozumiem, skąd nagle oddziały Mereela nazwano Superkomandosami? Brzmi jak usilna próba podkreślenia jego wielkości. Bo przecież słowo „komandosi” nie brzmi tak fajnie, jak z dodatkiem „super”!

Mój największy zarzut tyczący się (choć nie tylko) zapisków Tora i korespondującymi z nimi komentarzami Jango, to brak dobrej argumentacji ze strony dziedzica Mereela. Nie miałam okazji poznać całości BHC, tylko sekcję poświęconą Mandalorianom. Była to niezwykle dobra okazja, aby w jednym źródle przeciwstawić sobie tak odmienne spojrzenia. Zamiast tego, Jango Fett tylko dwa razy wspomniał w swych komentarzach o Jasterze. Pierwszy raz, w przytoczonym wcześniej cytacie, drugi dopisek zaś tyczył się symboli ważnych dla Mandalorian. Tor wymienił i opisał kyr’bes, znak Konkwistadorów i Neo-Konkiwstadorów, oczy Jaig i znak własnego klanu/organizacji. Jango oczywiście dorysował godło Mereela, który ten nosił za czasów służby na Concord Dawn. Z dopiskiem, że Fett przejął ten symbol i używał, jako uhonorowanie poległego „ojca” i przypomnienie dla samego siebie, że nigdy człowiek nie pozna serca drugiego. To przypomnienie, aby zakładać, że zdrada jest zawsze blisko niego jest nawiązaniem do Montrossa. I tyle. Na długoletnią, zaciekłą walkę przeciw Torowi i Straży Śmierci, Jango prawie w ogóle nie podjął żadnej polemiki z poglądami swego wroga. Tak, jakby (propagandowy) zapis Vizsli był mu obojętny, lub wręcz słuszny. Więcej komentarzy w tej sekcji rzucił Hondo i Aurra, ale pod względem informacyjnym o Mandalorianach, były to teksty bezużyteczne.
Stąd moje odczucie, że zapiski Tora – chociaż były dla mnie gratką – nie miały sensu w zbiorze poświęconym Łowcom Głów. Niby Jango je jakoś znalazł i niby przekazał synowi, z jakże nad wyraz rzuconym dopiskiem:
Dla ciebie, mój synu, wgląd w umysły moich wrogów [Jango].

Wgląd, jak wgląd – przydałaby się kontrargumentacja, cokolwiek. Dlatego tym bardziej jest mi przykro, że Jaster Mereel został potraktowany tak po macoszemu. I to nie przez swego wroga, ale Fetta, którego traktował jak własnego syna. „Propaganda” Vizsli nijak się ma do tematyki Łowców Głów. Za to Kodeks Superkomandosów, czy prywatne zapiski Jastera Mereela byłyby o wiele bardziej wpasowane i logicznie mogłyby się znaleźć w posiadaniu Fettów. Byłaby to także okazja, aby przybliżyć owiane tajemnicą życie człowieka, który ponoć miał taki wielki wpływ na życie i kulturę Mandalorian.
Osobiście nigdy Mereel nie zrobił na mnie dużego wrażenia, choć mam świadomość, że wielu fanów Mandalorian widzi w nim ideał. Wiadomo, każdy lubi kogo lubi, a sympatię wcale nie muszą być poparte żadną argumentacją. Nawet nie rozumiejąc skąd wokół Jastera taka otoczka „bohaterstwa”, nie chcę walczyć z jego wizerunkiem. Zawsze uważałam, że Tor Vizsla jest niesłusznie degradowany w osądach fanów, ale pomimo przyklejonej mu łatki „tego złego”, jego postać dobrze się broniła – był intrygujący i niepokojący, a nawet gdy wzbudzał odrazę wśród czytelników, nie dało się go przeoczyć. Jaster Mereel zaś odgrywał rolę „tego dobrego”, lecz jego życie i śmierć były tylko potrzebną tragedią dla młodego Jango, aby miał kolejny powód do nienawiści Straży Śmierci i Jedi.
A przecież Jaster także jest ciekawą postacią, która musiała przejść jakieś wewnętrzne zmiany, pozwalające mu z Protektora stać się najemnikiem i Mandalorem. Dlatego też myślę, że między nim, a Torem Vizslą, to Mereel najbardziej potrzebuje uwagi twórców i rozwinięcia swej historii.


---
* Normalnie napisałabym Wataha Śmierci, bo jakoś nie umiem spojrzeć na Death Watch z TCW jako kontynuację ugrupowania Tora Vizsli. Jednakże zapiski mają charakter propagandowy, który w swym przesłaniu jest wyrazem ideologii grupy znanej z TCW.


Hashhana


 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2018




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 12,524,741 unikalne wizyty