W muzeum dawnej chwały
 
Pomimo ogromu przestrzeni, muzealna sala była wypełniona przeróżną maścią zwiedzających. Rodowici mieszkańcy Sundari mieszali się z innymi ludźmi, Zabrakami, Twi’lekami, Togrutanami, Rodianami i Moc raczy wiedzieć, kim jeszcze. Była gotów przysiąc, że widziała nawet Hutta. A raczej poczuła.
Wszystkim nagle zachciało się oglądać niebywale unikatowe zabytki, co Azeria potrafiła zrozumieć. W końcu niektórzy w tej parszywej galaktyce mogli być pasjonatami historii, literatury, malarstwa i czegokolwiek innego, co akurat było w modzie, a co czyniło szary tłum odrobinę bardziej elitarnym. Ona sama nie była miłośniczką sztuki, jeśli ta nie miała związku z jej ukochanym, wysłużonym frachtowcem o wdzięcznej nazwie „Sex Bomba”, mechaniką bądź lataniem. Dla niej możliwość rozłożenia i złożenia maszyn było sztuką samą w sobie, lecz wiedziała, że wiele istnień widziało to tylko przez pryzmat zarobku i brudu. Nie to, żeby ją to obchodziło. Z irytacji zastrzygła swymi lisimi uszami, gdy po raz kolejny jakiś przechodzień szturchnął ją, przepychając się w swoją stronę.
Nie. Zdecydowanie nie lubiła sztuki, jeśli ta wiązała się z tłumem gburów.
Tym bardziej dziwił ją fakt, że znalazła się w tej zatłoczonej sali, od dziesięciu minut bezmyślnie gapiąc się na obraz przedstawiający wielki wybuch wulkanu. Nie narzekałaby, gdyby nie to, że to trzynasty taki obraz, który minęła. Nie przykładałaby do nich uwagi, gdyby nie jej zaufana towarzyszka, Uur Strillir. Znały się niemal całe życie, wspólnie przeżywając wiele wypraw, od tych błahych po bliskie śmierci przygody. Taka znajomość zakrawała na więzy mocniejsze, niż te zbudowane na pokrewieństwie. Co wcale nie znaczyło, że Azeria rozumiała, czemu Mandalorianka zaciągnęła ją akurat na muzealną wystawę.
- Więc...?
- Więc co?
Azeria wzruszyła ramionami.
- Próbuję cię zrozumieć – kobieta zapewniła z ręką na sercu. – Jesteśmy w mieście, którym pogardzasz. Pośród ludzi i istot, których nie lubisz, a wszystko dlatego, że jakieś tam muzeum postanowiło odświeżyć z kurzu parę zabytkowych gratów ze swojego archiwum. To takie... nietypowe dla ciebie.
Uur posłała jej wymowne spojrzenie.
- Ja tylko mówię, co myślę.
- Wiesz, jak zawsze kończy się twoje myślenie – Mandalorianka odcięła się swej przyjaciółce.
- Ha, ha... urocze. Nie no, poważnie mówię. Co my tu robimy?
- Zwiedzamy.
- Jaaaasne – pilotka z niedowierzaniem przytaknęła. – Ale wiesz... to nie jest część planu mającego na celu kradzież? Myślałam, że już ustaliłyśmy, że się w takie coś nie bawimy?
- A kiedy niby ja coś ukradłam?
- Kredyty ćpuna?
- I tak zamierzał je wydać na śmieci. Nam się przydały bardziej.
- Śmigacz tamtego Rodianina?
- Martwemu już by się nie przydał.
- A blaster Zabraka?
- Mój magazynek się wyczerpał. Zresztą, chciałam mu go oddać, nie? Dał mi go w prezencie.
Kobieta parsknęła śmiechem.
- Biedak myślał, że chcesz go zabić. Też na jego miejscu oddałabym ci wszystko, co akurat wpadło ci w oko.
Mandalorianka zatrzymała się niespodziewanie.
- Uważasz mnie za złodzieja?
- Uur, pół galaktyki uważa Mandalorian za złodziei – wyjaśniła jej z pełną powagą, by tylko zaraz się wyszczerzyć w radosnym uśmiechu. – A drugie pół ma was za morderców. Ale ja? Ja?
Nie musiała kończyć, bo choć ponure oblicze Mandalorianki nie wypogodził uśmiech, na moment jej zimne oczy wydawały się ożywić. Jakakolwiek emocja nie przepełniła dziewczyny, Azeria ją zauważyła, nim znikła. To był urok długoletniej, wypróbowanej przyjaźni – nie było im potrzeba wielu słów, by się zrozumieć.
Uur dotknęła swego ramienia, bezwiednie wodząc palcami w poszukiwaniu chłodnej powierzchni naramiennika. Azeria, dobrze znając ten zdradzający towarzyszkę odruch, zdzieliła ją po dłoni. Ta, niechętnie włożyła rękę do kieszenie kurtki.
- Nie patrz tak na mnie! Sama chciałaś tu przyjść.
- Głupi pacyfiści – Mandalorianka warknęła pod nosem, niezadowolona z braku zbroi. Pacyfistyczna część Mandalory miała rygorystyczny zakaz noszenia broni w strefach publicznych. To tyczyło się także mandaloriańskich zbroi i hełmów, których widok w miastach Nowych Mandalorian był uważany za wielkie wykroczenie. Azeria dobrze wiedziała, że Uur nie znosiła rozstawać się ze swoim beskar’gamem, ale jeszcze mniej lubiła zwracać na siebie uwagę. Nawet jeśli czuła się teraz, jakby ktoś obdarł ją z metalowej skóry.
- To co jest tak imponującego w tych dziadach z obrazów? – zapytała, uznając, że nie zaszkodzi nabyć nowej wiedzy. Uur zawsze była dziwną osobą, mało towarzyską i nieobytą w relacjach międzyludzkich, więc cokolwiek zmusiło ją, aby dobrowolnie wejść pomiędzy inne istoty, było ważnym powodem.
- Stwórca Przybył Odczynić – Mandalorianka wyjaśniła, pokazując palcem na ledwo zarysowany pysk smoka, który wydawał się górować nad zaciemnionym od pyłu i ognia niebie. W dole, tam gdzie lawa i trzęsienie ziemi zrównało miasto, konali ludzie. A z wysoka, ku umierającym nadciągały szare istoty, z obnażoną bronią.
- Stwórca kogoś nie lubił – pilotka mruknęła, przekrzywiając głowę. – Powinnam znać to Odczynianie, prawda?
Mandalorianka lekko szturchnęła Azerię łokciem, nie dając się zwieść jej próbie grania nieuka.
- Tak wyglądali Taungowie?
Uur tylko wzruszyła ramionami. Gdy była znacznie młodsza, brała udział w wykopaliskach archeologicznych prowadzonych na równinach Kuaru. Pojechała tam, jako mały pomocnik swego ojca, który wraz z innymi Mandalorianami zabezpieczał i rozminowywał badany teren, by ostatecznie stać się wielkim miłośnikiem Taungów, przodków jej własnej kultury. Azeria dobrze o tym wiedziała.
- Być może – odrzekła, powoli ruszając ku następnemu malowidłu.
- Być może?
Mandalorianka dłuższą chwilę patrzyła na obraz, notując wszystkie szczegóły.
- Wiadomo, że byli roślejsi niż ludzie i mieli szare skóry. Niby są protoplastami Mandalorian, niby kultywujemy te same zwyczaje, mówimy ich językiem, ale żadne informacje nie są na tyle pełne, by to wiedzieć.
- Pomyślałby kto, że po tylu wiekach tłuczenia Republiki, ktoś by mógł coś o nich wiedzieć. Dziwne nie?
- Mniej więcej tak, jak fakt, że Coruscantczycy jarają się historią zrównania miasta Zhellów, jakby to oni byli tymi złymi.
- Hej, może byli? – Azeria błysnęła ostrymi zębami w uśmieszku. – W końcu to ludzie. Gdzie nie pójdą, coś się złego dzieje.
Usta Uur wykrzywiły się w kpiącym grymasie.
- Też jesteś człowiekiem – zauważyła, marszcząc czoło – chociażby w jakieś części.
- E tam, to tylko ze strony matki wujka brata dziadka trzeciej siostry ojca. Co to niby jest?
- Twoja historia rodzinna, w którą wolę nie zagłębiać się.
- Oj tam, oj tam – pilotka machnęła niedbale ręką, gotowa droczyć się z Uur, gdy zobaczyła jak ta stężała. Instynkt zrodzony poprzez liczne wyprawy po nie zawsze bezpiecznych zakątkach galaktyki od razu dał o sobie znać. Bardzo żałowała, że nie ma u swego pasa ulubionego klucza do napraw maszynerii. Doskonale wiedziała, jak Uur musiała się czuć teraz, pozbawiona poczucia komfortu, który zapewniał jej pancerz.
- Uur...? – cicho szepnęła, dyskretnie lecz uważnie rozglądając się na boki. Nie wiedziała, co wzbudziło w jej towarzyszce obronną reakcję.
- Koleś po lewej, przy popiersiu Rexuta Niepokonanego – Uur delikatnym ruchem głowy wskazała dany pomnik.
Azeria kątem oka spojrzała na stojącego tam człowieka. Nie było w nim nic szczególnego. Ot, jeden z wielu mieszkańców Mandalory, jeśli jego strój mógł być pomocny w ocenie, który przybył na międzyświatowej wagi wystawę o dawnym konflikcie między Batalionami Zhellów a Taungami. Nie wyróżniał się niemal niczym. Był dorosły, ale nie stary. Nie chuderlawy, ale też i nie potężnie zbudowany. Jasne włosy ścięte dość krótko, z charakterystycznym mohawkiem wskazywały tylko na jego jeszcze młode uosobienie. Mandaloriańska młodzież zawsze miała w sobie jakąś krztę buntu wobec surowych obyczajów praworządnych obywateli.
Stał sam, zapatrzony w popiersie słynnego Taunga, który miał wieść swych pobratymców do ostatniego boju z ludzkością, tylko by niespodziewanie zostać uratowanym przez Stwórcę Przybyłego Odczynić. Wybuch wulkanu zmiótł miasto Zhellów, na lata przysłonił słońce tumanami popiołu, a sami Taungowie przechrzcili siebie na Wojowników Cienia.
Być może był to miłośnik historii, albo entuzjasta rekonstrukcji bitew. Jeśli w jakikolwiek sposób odczuł na sobie ich zainteresowanie, nie dał po sobie tego poznać.
Azeria była gotowa uznać niespodziewaną reakcję Uur za jej paranoję wzmożoną brakiem zbroi. Ale za dobrze ją znała.
- Co z tym neo-pacyfistą? – zapytała czując się niepewnie. Dla niej nie było w młodym chłopaku nic szczególnego.
Uur pochyliła się ku niej, by mieć pewność, że nikt nie usłyszy ich rozmowy.
- Nie pacyfista – rzekła z niepodważalną pewnością siebie. – Wojownik.
Lisie uszy zadrgały, zdradzając zaskoczenie. Tym razem nawet nie próbowała kryć się ze swoim zainteresowaniem. Przyglądała mu się dłuższą chwilę, notując każdy najmniejszy gest. Nie zwracał na nikogo uwagi, lecz jednocześnie trwał niewzruszony na wszelkie przypadkowe kuksańce od zwiedzających. Jakby nic nie mogło go poruszyć z jego miejsca. Ale olśnienie przyszło, gdy mężczyzna przeszedł parę kroków dalej, zapatrzony na kolejne dzieło antycznego artysty. Wtedy zrozumiała. Jego postawa, krok, wszystko to było dziwnie znajome. Tak chodziła Uur. Tak chodzili Mandalorianie przyzwyczajeni do ciężaru beskar’gamu.
Jak strill w nerfiej skórze.
Zaśmiała się, potrząsając rudą głową. Nowi Mandalorianie, jak i tłum obcych, pozostali nieświadomi, że pomiędzy nimi kroczą potomkowie Taungów. Dziedzice, którzy są tak samo dumni i dzicy, jak ich przodkowie. Galaktyka może myśleć, że ci wymarli, tak jak mieszkańcy miast pod wodzą księżnej Satine mogli sądzić, że dni dawnej chwały to tylko odległa, smutna historia.
- Jak sądzisz, kto to był?
- Nie wiem – przyznała Uur, zatrzymując swe spojrzenie na pomniku Rexuta Niepokonanego. – Ale ludzie niech lepiej się wystrzegają starć z Mando. Być może znów Stwórca zechce przyjść i rozpieprzyć ich cywilizację.
- A Wojownicy Cienia i tak powstaną z prochu i trwać będą przez noc długą, nim nowy świt nadejdzie dla nich wraz ze śmiercią – Azeria zacytowała coś, co kołatało się w jej głowie od dłuższej chwili. Uur spojrzała na nią z nieukrywanym zdziwieniem, co tylko bardziej ubawiło pilotkę.
- Nigdy nie pomyślałabym, że lubisz antyczną poezję.
- Poezję? – tym razem to ona się zdziwiła. – Ja tu cytuję Sithowskie Nasienie. Gniew i chwała! Świetna piosenka, polecam.
- Myślę, że chyba czas wracać na statek – Mandalorianka skierowała się ku wyjściu, nawet nie próbując manewrować w tłumie. Jakiś nieszczęśnik dostał z łokcia. – Muzeum to jednak złe miejsce dla nas.
- Jasne, że złe. Tu ludzie przychodzą napawać się chwałą martwych. A nie ten umiera, co właśnie umiera...
- Ale ten, co w martwej kroczy chwale. Taa. Ja też znam parę kawałków Sithowskiego Nasienia.
Odpowiedział jej głośny, czysty śmiech Azerii.
 

Komentarze
 
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
 

Dodaj komentarz
 
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
 
 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2018




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 12,524,576 unikalne wizyty