Relacja - Polcon 2013
 

Okiem Kuela:
Polcon 2013- cóż to był za konwent!
W Twierdzy Syrenki rzadko zdarza się jakaś większa impreza, czego bardzo żałuję, jako mieszkaniec Warszawy. Jednakże pod koniec sierpnia, to właśnie ona stała się Stolicą Fantastyki. Polcon odbył się na terenie kampusu Politechniki Warszawskiej. Budynki te, mimo że trochę od siebie oddalone, spełniły swą rolę i okazały się być doskonałym miejscem na konwent, przy swej dogodnej lokalizacji na mapie Warszawy.
Tłumnie ściągnęli tu fani z całej Polski. Jak się okazało, na niekorzyść organizatorów, zbyt tłumnie. Warto bowiem zacząć od kolejki po akredytację, która to stała się głównym powodem tak powszechnej nagonki na konwent. W tej materii mogę się wypowiedzieć, jako postronny obserwator - mnie osobiście nie dotknął ten problem. Jednakże z okna budynku, w czwartkowe popołudnie, mogłem widzieć dobre kilkaset osób, stojących, siedzących i leżących, w oczekiwaniu na wejście. Współczuję wszystkim, którzy musieli tam stać.
Skoro jednak największa wada imprezy mnie nie dotyczyła, mogę spokojnie stwierdzić, że było naprawdę świetnie. Wspólnymi siłami fanów, a między innymi bratnich mi Mandalorian, do ostatnich chwil (a nawet dłużej), szykowaliśmy salkę wystawowo-muzealną. Ostatecznie była ona zjawiskiem niepowtarzalnym na terenie konwentu i cieszyła się dużą popularnością. Ilość zgromadzonych tam gadżetów, jak na możliwości w zasadzie wciąż młodego fanklubu Centerpoint, była przytłaczająca.
Poza wystawową była jeszcze osobna gwiezdno-wojenna część prelekcyjna. W tej salce komplet ludzi przebywał cały czas - ciekawe punkty programu ściągały całą rzeszę fanów, którzy chcieli dowiedzieć się więcej o uniwersum Star Wars, albo spróbować swych sił w konkursach różnego rodzaju. Sam przeprowadziłem cztery punkty programu, więc tą część znam z autopsji.
Manda’Yaim pojawiło się licznie, choć, niestety, niewielka część w zbrojach. Na szczęście towarzyszył nam banner i sztandar, więc wśród reszty fanów byliśmy wystarczająco widoczni i reklamowaliśmy swoją organizację. Zasługą, którą nieskromnie przypisuję sobie, było nakłonienie organizatorów do oficjalnej prezentacji naszej organizacji. O ten punkt programu trzeba było walczyć długo, ale ostatecznie wspólnie, wszyscy członkowie Manda’Yaim stawili się i przedstawili organizację fanom, ku chwale Mandalory.
Choć konwent trwał aż cztery dni, i tak nie udało się być wszędzie, gdzie się chciało i zobaczyć wszystkiego. Jednakże było miło spotkać się z tymi, z którymi się spotkałem. Miło było obstawić trzy dni w pancerzu. Miło było nawet wspólnie skręcać i rozkręcać gabloty wystawowe (to ostatnie w przyspieszonym tempie). Wreszcie konwent się skończył, ale została masa fajnych wspomnień i oczekiwanie na powtórkę. Mam nadzieję już niedługo znów wybrać się na podobną imprezę.

Okiem Mahiyany:
Wyjazd na Polcon obudził we mnie wspomnienia, gdyż to właśnie w Warszawie odbył się mój pierwszy konwent.

Nie powiem, że nie spodziewałam się stania w kolejce. Przyjechałam nastawiona na ogromny konwent z masą ludzi. Okazało się jednak że było ich mniej niż myślałam, a stanie w kolejce wynikało z problemów sprzętowych, a nie ilości osób (wyszło na to, że przejście 20 metrów zajęło mi 6,5 godziny). Naprawdę żałuję że nie miałam wykupionej akredytacji, nawet takiej nie grupowej...

Już na starcie wyczerpana utrzymywaniem się na nogach, w końcu dotarłam do muzeum Star Wars, gdzie powoli zaczęłam poznawać mandalorian i nie tylko. Większość prelekcji już mi niestety przepadła, więc w pierwszy dzień byłam ledwo na jednej.

O równej 22 zaczęto dosłownie wywalać z budynku. Nie mieliśmy wyboru, więc ruszyliśmy w stronę sleeproomu (notka do pań, które nas wyganiały: zgaszenie światła nie przyspieszy naszego wyjścia -.-). Sleeproom był naprawdę blisko, tylko godzinę drogi "z buta", ewentualnie jakieś 20 minut tramwajem (jak takowy akurat jechał i miało się bilet...). Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce, okazało się że będzie problem ze znalezieniem miejsc. Co prawda znaleźliśmy jakąś salkę, z której nas wywalili, a później zmienili jednak zdanie, ale rano i tak kazali się wynosić, bo była wynajęta do kursu samoobrony. Wiele osób musiało też się wynosić z korytarza, bo "piątek był normalnym dniem szkolnym". Dużą zaletą tej szkoły była ilość pryszniców, jednak nie były one oddzielone, co ku mojej rozpaczy spowodowało, że wiele dziewczyn myło się pojedynczo... Na szczęście moje marudzenie sprawiło, że kilka osób zmieniło zdanie. Jeśli to czytają to pozdrawiam.

W piątek w końcu udało mi się dostać do wystawców. Co prawda nie było tam nic co by mnie naprawdę zachwyciło (no chyba że zapiekanki <3), ale i tak przepuściłam tam dość sporo kasy.
Ciekawym elementem Polconu był blok naukowy, w którym znalazły się prelekcje zahaczające o fantastykę takie jak o sztucznej inteligencji czy planetach, ale również i takie prawie nie związane jak np. o gotowaniu w przeszłości.

Przyzwyczajeni już do wyrzucania z budynku w porę zmieniliśmy lokalizację na games room, w którym spędziłam całą noc, testując z 5 gier. Przynajmniej oszczędziło mi to wędrówki do sleeproomu...

W sobotę byłam troszkę nieprzytomna, ale i tak nie powstrzymało mnie to przed chodzeniem na przeróżne prelekcje. Niestety nie znalazła się wśród nich żadna Gwiezdno Wojenna, więc nie mam nad czym się rozpisywać. Ciekawe było też pójście na panel Jakuba Ćwieka, którego twórczości co prawa w życiu na oczy nie widziałam (nadrobię to... kiedyś), ale i tak było śmiesznie.

I tym razem miałam trudności z trafieniem do sleeproomu, ale kiedy skończyliśmy sesję i tematy do rozmów poszły spać wyruszyliśmy nocną Warszawą na zasłużony odpoczynek. Co prawda bardzo krótki (w moim przypadku 2,5 godziny), ale zawsze to trochę energii.

Niestety prognoza pogody była poprawna, dlatego z powrotem dotarłam z przemoczonymi butami.

Dopiero ostatniego dnia zaliczyłam jakieś Gwiezdno Wojenne atrakcja. Byłam na Alchemii Sithów i prezentacji Manda'Yaim, która nie cieszyła się szczególnym zainteresowaniem bo była dość późno. Mimo to naprawdę warto było ją zobaczyć.

Z wielkim smutkiem wróciłam do domu, zwłaszcza że przez to nie mogłam pojawić się na ostatniej prelekcji Kuela. Już dawno nie poznałam tylu ludzi na konwencie i chyba nigdy nie spędziłam całej nocy na planszówkach. Mam nadzieję że szybko uda nam się to powtórzyć, tylko tym razem z większą ilością energetyków ;)

Korzystając z okazji dziękuję wszystkim za świetne towarzystwo, a zwłaszcza Egzarowi, Adennowi, Johnemu, Vykkowi i Candereusowi, z którymi to dzielnie próbowaliśmy zrobić sobie krzywdę (na sesji oczywiście ^^).

Okiem Serim'iki:
Z uwagi na moją przynależność do Warszawskiego Fanklubu Star Wars "Centerpoint" dla mnie Polcon zaczął się już dzień wcześniej, kiedy to od 16 otworzony główny budynek konwentu i ruszyliśmy z resztą ludzi z bloku Star Wars do przygotowań, a tych było nie mało, jako, ze w tym roku na Polconie w ramach bloku Star Wars można było znaleźć nie tylko oddzielną salę z prelekcjami dotyczącymi universum, ale także zaraz obok mieściła się sala wystawowa w której gablotach można było napatrzyć się do woli na ksiązki, komiksy, figurki, zabawki i wiele innych. Moim osobistym wkładem było ozdobienie tylnej ściany sali prelekcyjnej, co jednak przysporzyło nam więcej kłopotów niż korzyści (jako, że powieszenie tak dużego obrazu okazało się wyjątkowo skomplikowane logistycznie).
Przechodząc jednak już do samego Polconu. Oczywiście nie da się nie wspomnieć o pewnych błędach organizatorów, które sprawiły, że w kolejkach do akredytacji czekało się nawet do 8h, było bardzo mało czasu zarówno na przygotowanie sal jak i posprzątanie po konwencie, a gżdacze nigdy nic nie wiedzieli. Mimo to dopisała ilość ludzi i wspaniała pogoda, nie zabrakło też wielu wspaniałych konkursów i prelekcji oraz cosplayów (na przykład dostrzeżona przeze mnie kostka towarzysząca z Portala, czy dziewczynka przebrana za Daleka). Od swojej osobistej strony świetnie się bawiłam głównie dlatego, że przybyło mnóstwo ludzi, których nie spodziewałam się szybko zobaczyć z vode z M'Y na czele (Iskrą, Widu, Rybą, Mylesem, Mahyanną, Araneą), których za wyjątkiem Mah (niestety) udało mi się przeprawić przez kolejkę, jako, że cóż, rąk do pracy przed rozpoczęciem konwentu nigdy dość! W towarzystwo wprowadzałam także moich dobrych szkolnych znajomych, dla których byl to pierwszy konwent w życiu. Dalej już wszyscy spędzaliśmy czas aktywnie to na prelekcjach, to na graniu w Kotle, tj. miejscowym gamesroomie. Z co barwniejszych momentów mogłabym wymienić wyprawę do libańskiego baru, w którym zetknęliśmy się z fluorescencyjnym warzywem, które ku naszemu zaskoczeniu okazało się rzepą; poszukiwania kebabu, kiedy okazało się, że w większości miejsc już się skończył z uwagi na wszystkożernych konwentowiczów; wesołą, choć długą wędrówkę do szkoły noclegowej (spiraaaaaalna rampa!); odkrywanie coraz to nowych lokacji w szkole (która to okazała się meandrem tajemniczych pomieszczeń, schodów i korytarzy); wspólne szukanie prelekcji (co wcale nie było takie proste!); niezapomniane, choć jak się okazało przegrane dla Star Warsowców "Starcie universów: ST vs SW" (Kamień, wejdź na kamień, jak Mojżesz!); ogólną wspaniałą integrację Star Warsowo - Star Trekową (na którą ja i jak sadzę, również Nadiru i Ryba długo czekaliśmy); oraz oczywiście odkrycie w gamesroomie nowej, wspaniałej gry "Eclipse" nad którą przesiadywaliśmy niemalże do świtu.
Tak więc chciałabym podziękować od strony Centerpointu wszystkim Mando, którzy zaangażowali się w przygotowanie bloku Star Wars, choć nikt od nich tego nie wymagał, a także Kuelowi i Mylesowi za troopowanie na terenie konwentu. A już tak od siebie chciałabym podziękować wszystkim obecnym za świetną zabawę i za to, że przybywaliście na moje prelekcje o tak nieludzkich godzinach, niezależnie od tego czy już je kiedyś widzieliście (czego nadal nie pojmuję!).

Okiem Dinuirara:
290820134
Konwentowanie na Polconie zaczęliśmy nietypowo, bo od wizyty w chińskiej jadłodajni. Później, około 14:00 - 15:00 poszliśmy wraz z Serim'iką, Vhipir, Mynockiem, Iskrą i Rybą pomagać ogarniać salę SW Centerpointowi. Ok. 16:00 wraz z Adennem i Egzarem wskoczyliśmy w beskar'gam. Odwiedziłem prelekcję Kuela. Później troopowaliśmy po terenie konwentu, przy okazji gadając z napotkanymi znajomymi. Na 18:00 poszedłem na prelekcję "Star Trek dla początkujących". Później poszliśmy do szkoły noclegowej i próbowaliśmy znaleźć miejsce (co się zresztą udało).

300820135
Rano okazało się, że musimy zanieść nasze rzeczy do depozytu, żeby nie przeszkadzały w jakiejś pracy szkoły. Później poszliśmy na prelekcję nt. Marka Shepparda, prowadzoną przez Cathię.
Kolejnym punktem programu była prowadzona przez Serim'ikę prelekcja "Spock czy nie Spock", dotycząca biografii Leonarda Nimoya, odtwórcy roli Spocka. Następnie poszliśmy na Pepcokową "Sztuczną inteligencję" oraz punkt programu o egzoplanetach.
Przed pójściem na prelkę o starożytności jako inspiracji dla S-F odwiedziliśmy stoiska, na których nie było wg. mnie nic wartego uwagi.
Byliśmy też na "Cyborgizacji w świecie rzeczywistym" i "Ziemi 2.0"(również prowadzonej przez Serim'ikę). Ostatnim odwiedzonym przeze mnie w polconowy piątek punktem programu był konkurs dubbingowy.
Później odwiedziliśmy games room, w którym graliśmy w świetną planszówkę - "Eclipse".

310820136
Tym razem, nocne granie utrudniło nam dotarcie na teren konwentu przed 11:00. Dopiero na 12:00 zjawiliśmy się na punkcie programu dotyczącym bezpilotowych maszyn wojennych. Później byliśmy też na "Wojnie w przyszłości", oraz prowadzonej przez Kuela prelekcji o Mandaloriańskich maszynach wojennych. Następnie wybraliśmy się z Mahiyaną, Serim'iką i Rybą do Treksfery, na "Historię robotyki oczami Daty".
Zrobiłem też sobie sesję zdjęciową w beskar'gamie, będąc uzbrojonym w wypożyczony z Treksfery bat'leth T
Wieczór znów spędziliśmy przy "Eclipse", w Games Roomi

10920137
W ostatnim dniu konwentu odwiedziłem kilka prelekcji. Większość czasu spędziłem w beskar'gam. O 14:00 bodajże, miała miejsce prezentacja Manda'Yaim.

Podsumowując, konwent oceniam pozytywnie. Dobre, mandaloriańskie towarzystwo, porządnie (no, prawie, bo zabrakło BSG) zaopatrzony Games Room i dobra tematyka prelekcji. Czekam na Polcon 2014.





Zdjęcia dzięki uprzejmości Brotherhood of the Sith, z widocznymi nań Lordem Gorthuarem Ventress oraz skrytobójcyznią Artharcen Caad`eris:
 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2018




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 10,868,919 unikalne wizyty