Relacja - Grojkon 2013
 
Grojkon 2013



Okiem Gajowego:
Można nie wierzyć w przeznaczenie, Moc, farta, lub wyższe istoty kierujące naszym losem. Jednak gdyby nie szczęśliwy zbieg okoliczności nigdy nie udało by mi się dotrzeć do Bielska-Białej. Nie obyło się też bez pomocy zarówno przyjaciół jak i zupełnie nieznajomych osób – dzięki Wam dostałem się do wnętrza ATH.

A wewnątrz przekonałem się czym będzie wyczekiwany od kilku dni konwent. Przede wszystkim dało się zauważyć że nie jest to ani Pyrkon, ani StarForce. Nie chce uchodzić za jakiegoś wybitnego konwentowicza który wybiera się tylko na wielkie imprezy... Nie mniej wydaje mi się właśnie na Grojkonie można było odetchnąć od tłoku i szumu. Nie oznacza to, że event prezentował się słabo, o nie!

Przede wszystkim, niemal od razu urzekły mnie wszelkie atrakcje umiejscowione na zewnątrz. Niesamowicie klimatyczna wioska rycerska, czarowała nie tylko namiotami ale przede wszystkim jej mieszkańcami którzy nawet wieczorem świetnie bawili się w wiernie odwzorowanych strojach, popijając z garnca trunek niewątpliwie własnej roboty.
Choć wszelkich przebierańców było znacznie mniej niż na wspomnianych wcześniej imprezach, także tutaj można było odnaleźć kilka prawdziwych perełek wśród cosplayu. Na specjalną uwagę na pewno zasługuje Caitlyn z LOLa, która ewidentnie wpadła w oko KatharSiSowi – tyle że przez całe 3 dni nie udało mu się zrobić sobie z nią pamiątkowego zdjęcia.

Wątpię jednak by komukolwiek brakło fotek z Grojkonu. Choć nie było naszego specjalisty od zdjęć, Merr-Sonna, nacykaliśmy ich naprawdę sporo. Mam nadzieję że choć część z nich będzie się do czegoś nadawać. Szczególnie zależy mi na zdjęciach „off duty”. Niestety, trooping po niewielkim terenie konwentowym dość szybko stawał się śmiertelnie nudny, stąd narodziły się pomysły na zdjęcia w scenerii areny na której mierzono się na broń piankową, gamesroomu z konsolami, czy wśród karaoke. Nie dość że całkiem nieźle się bawiliśmy, to w dodatku było nas widać w niemal każdym zakątku!

Na przyszłość muszę jednak uważniej rozplanować czas na konwencie. Poza punktami organizowanymi przez Manda`yaim oraz 501., nie udało mi się odwiedzić żadnej ciekawej prelekcji. Sytuacje jednak ratował raz po raz KatharSiS który dopilnował by skorzystać zarówno z 'konkursu wiedzy bezużytecznej', jak i turnieju 'Laserowego Paintballa'. Laserki Choć sprzęt bywał awaryjny, musiałem nadrobić mocno nadszarpniętą w pierwszym starciu dumę. Rozdarte spodnie i pocięte kolano, wynagrodziła radość z pierwszego miejsca. Takiego wyniku można było się spodziewać, zważywszy na fakt że w drużynie, poza wspomnianym wcześniej KatharSiSem (potrafiącym nawet z biodra oddawać celne strzały) znalazła się także i Marihuana (która po raz pierwszy w ręku trzymała broń... I najwidoczniej odkryła w sobie naturalny talent).

Kolejną nowością dla Marihuany było noszenie zbroi. Choć nie przywiozła ze sobą żadnej, udało nam się skompletować wcale zgrabny zestaw, tu i ówdzie łącząc beskar'gam X-Yuriego i mój. Myli się jednak ten, kto pomyślał że bez zbroi chodzi się dużo swobodniej! Wcześniej zupełnie nie zdawałem sobie sprawy jak wielce użyteczna była osoba w cywilu! Naprawdę, Marihuanie należą się ogromne podziękowania za kawał dobrej roboty przy pilnowaniu by troopującym dobrze się 'spacerowało'! V'e!

Jeśli już mowa o troopingu, nie sposób zapomnieć o Kalu Ashim, który chyba również zadebiutował w temacie. Na pewno przyciągał on najwięcej spojrzeń, a chętnych do wspólnej fotki nie odstraszały ani nietypowe źrenice Kala, ani kolczasta kominiarka. O wrażeniu jakie wywarł Delta-13 nie trzeba nawet wspominać, bowiem jakość jego stroju mówi sama za siebie. Tajemnicą Poliszynela był zresztą fakt, że nasz D13 dostał się do Legionu 501. Michałowi chciałbym przy okazji podziękować za całą robotę jaką wykonał przy przygotowaniu i przeprowadzeniu naszej wspólnej prelekcji.

Wspomnienia z Grojkonu to (wbrew pozorom) nie tylko trooping. Najciekawsze przygody wydarzyły się po zmroku. Pierwsza noc minęła na patrolowaniu okolicy.. Poszukiwanie sklepu otwartego całą dobę zakończyło się niestety fiaskiem, nie można jednak odmówić nam woli walki, bowiem wywędrowaliśmy w głąb.... sąsiedniej gminy.

Kolejny wieczór upłynął nam pod hasłem włamywania się do samochodu. Choć w proceder zaangażowane było kilka osób, nikt z ochrony nie zwrócił uwagi na nasze usilne próby dostania się do wnętrza pojazdu Kala. Nie brakło nam pomysłowości, ani życzliwości wśród obecnych w pobliżu konwentowiczów, ale to nie wystarczyło by dostać się do zatrzaśniętych kluczyków. Nie pomogło nawet ściągnięcie Radoka, z którym zdążyliśmy pożegnać kilka godzin wcześniej. Radok zdążył już ułożyć do snu swoją córeczkę (a domyślam się że nie jest to łatwe zadanie, ten dzieciak ma niespożyte pokłady energii... A najlepsze jest to że ciągle się uśmiecha!) poczęstował nas do spółki z Kalem najróżniejszymi opowieściami 'z życia wziętymi'.

Podsumowując – Grojkon jest świetnym dowodem na to że do szczęścia nie potrzeba wiele, najważniejsze by wokół było kilku ludzi z pasja i głową pełną pomysłów, i już można spełniać marzenia. Może nie jakieś szczególnie wielkie, ale choćby takie o ciekawym spędzeniu kwietniowego weekendu.

Okiem Delty:
Grojkon nie był może najlepszym konwentem na jakim byłem, ale i tak bawiłem się na nim świetnie. Przede wszystkim dzięki Vode którzy stawili się na tej imprezie, zapewniając świetną atmosferę. Drugą sprawą był fakt iż był to mój p[pierwszy konwent jako członka Polskiego Garnizonu legionu 501. Co ciekawe byłem ostatnim z zebranych Mandalorian który się o tym dowiedział. Wiele rozrywki jak i dumy dostarczyła mi nasza reprezentacja w „Laserowym Paintball-u” , która zwyciężyła ku chwalę M’y, ginąć przy tym wielokrotnie. Dwoje Vode miałem okazję po raz pierwszy spotkać osobiście, a mianowicie Mah... Mahij… Marihuanę i Kala oraz jego lisa. Należy też wspomnieć o prelekcjach, które zostały wygłoszone przez członków naszej organizacji , a które wypadły bardzo dobrze, pomimo niskiej frekwencji na wszystkich prelekcjach. Z mojego punktu widzenia, konwent ten nie obfituje w historie, głównie dla tego że nie było z byt wielu „fanów”, a co za tym idzie zbyt wielu okazji od zabawnych sytuacji. Czy wrócę na Grojkon?, nie ze względu na atmosferę czy atrakcję, ale biorąc pod uwagę że jest to okazja do spotkania z Vode, być może.

Okiem Mahiyany:
Grojkon na pewno zapamiętam na długo. Nie tylko dlatego, że był to pierwszy konwent na który pojechałam jako członkini Manda'Yaim, ale również z powodu tego wszystkiego co przez te trzy dni się wydarzyło, no ale po kolei!
Do Bielska musiałam się dostać niestety sama, ale los postanowił się do mnie uśmiechnąć i na trasie Tarnów - Kraków wpadłam na kolegę. Przy przesiadce w Krakowie jednak nie było już tak różowo, gdyż miałam całe 15 sekund na przesiadkę. Na szczęście dzięki uprzejmości kierowcy udało mi się jakimś cudem zdążyć (ważna uwaga - 15 minut jak na polskie warunki to za mało na przesiadkę, nie ponawiajcie moich błędów). Kiedy dotarłam na miejsce miałam jeszcze godzinę przed przyjazdem Yuriego. Wykorzystałam go na zwiad, mający na celu poznanie drogi na przystanek autobusowy. Pomimo braku jakichkolwiek informacji o peronie na który miał wjechać pociąg Yuriego, udało nam się znaleźć, a po dołączeniu do nas Justine i Requela w końcu wyruszyliśmy na teren konwentu.

Jako że na miejscu byliśmy około 12:30, a konwent zaczynał się o 16:00, postanowiliśmy wybrać się na spacer do okolicznego lasu. Muszę przyznać że oznakowanie szlaków było iście w Manda'yaimowych barwach. Utrzymuję wersję że cały czas wiedzieliśmy gdzie iść i nie było mowy o zgubieniu się, tym samym zaprzeczam wszystkim plotkom że było inaczej. Po opuszczeniu szlaków i zdobyciu niezbędnych środków do życia w miejscowym sklepiku ruszyliśmy w stronę akredytacji. W naszym przypadku była zupełnie bezproblemowa, jednak niestety nie wszyscy mogą powiedzieć to samo...

Pierwszą prelekcją na której byłam była prelekcja Yuriego o dziwactwach w Gwiezdnych Wojnach. Nie będę się zbytnio o niej rozpisywać, bo na pewno sam ujmie ją w swojej relacji. Napiszę tylko że mimo że nasza współpraca co do przewijania slajdów nie była najlepsza to przynajmniej przynosiła dużo radości widowni. Niestety nie było mi dane wysłuchać prelekcji w całości, gdyż musiałam pomóc niejakiemu Gajowemu w zdobyciu akredytacji...

W piątek byłam jeszcze na prelekcji Gajowego o konwentach i o tym co fan Gwiezdnych Wojen może tam znaleźć. Było o tyle fajnie że nawiązała się jako-taka dyskusja i to nawet na temat!

Po prelekcjach nadszedł czas na troopowanie po całym budynku i nie tylko. Nie posiadanie zbroi wiązało się z tym że w pewnym momencie miałam wypełnione wszystkie kieszenie czy to portfelem KatharSISa czy to komórkami (swoją i Yuriego). Z jednej strony cieszę się że mogłam jakoś pomóc, ale jednak w pewnym momencie miałam troszkę dość, zwłaszcza przy tekstach typu "Mah! Zawiąż mi buta!". Ciekawe jakby to wszystko wyglądało gdyby mnie tam nie było, niby Mandalorianie ze wszystkim są w stanie sobie poradzić no ale... ;P

Pierwsza Grojkonowa noc z pewnością była ciekawa. Im mniej szczegółów podam tym ciekawsze legendy powstaną, dlatego napiszę tylko ogólny zarys sytuacji - znak "Bielsko Biała do zobaczenia", wredny rowerzysta, pies Kuba i dźwięki jak z horroru... No ale właśnie w ten sposób powstają epickie opowieści opowiadane w kantynach, więc jak ktoś na mnie wpadnie w takim miejscu to może dopytać o szczegóły.

Drugi dzień konwentu zaczęłam prelekcją o robieniu kostiumów SW, który nie był zgodnie z zapowiedzią prowadzony przez Deltę13, ale i tak warto było posłuchać.

Kolejna atrakcja wymaga krótkiego wprowadzenia. W czwartek przed konwentem Gajowy zaczął szukać chętnych na Laser Taga. Co prawda zgłosił się KatharSIS, ale zespoły miały być 3-osobowe. Kathar rzucił że można by mnie dopisać. Biorąc to za żart nie przejęłam się tym zbytnio. Okazało się być to jednak prawdą, więc w sobotę ubrali mnie w kamizelkę i hełm, dali do ręki broń i kazali strzelać... Z pewnością paintball laserowy jest świetną atrakcją, jednak pojawiało się bardzo dużo problemów technicznych. Mnie najbardziej dotknęło ciągłe dostawanie pustych magazynków, co jak się pewnie domyślacie dość utrudniało grę. Poza tym był to pierwszy raz kiedy miałam broń w ręku, a szybkie tłumaczenie i to przez kilka osób na raz dużo mi nie pomogło. Z żalem stwierdzam że problemy miałam absolutnie ze wszystkim, od przeładowania magazynka, przez celowanie, aż do samego oddania strzału. Biorąc to wszystko pod uwagę mało kto wróżył nam zwycięstwo. Jednak nie kto inny jak właśnie M`Y zajęliśmy pierwsze miejsce! Mam nadzieję, że uda nam się jeszcze kiedyś zagrać w podobnym, jak nie takim samym składzie!

Rozgrywki zajęły nam dość dużo czasu, więc niestety nie udało mi się dotrzeć na prelekcję Yuriego o Mandalorianach. Pociesza mnie tylko to, że większy problem miał Gajowy, któremu rozgrywki kolidowały z jego własną prelekcją. Na szczęście nic nie kolidowało z możliwością poznania Radoka oraz jego rodziny. Zawsze miło zobaczyć kogoś z Manda`Yaim na żywo, zwłaszcza jak już od pewnego czasu regularnie się rozmawia.

Reszta dnia miała nam zejść na siedzeniu na trawie i obgadywaniu mniej lub bardziej ważnych spraw. Jednak pewne problemy Kala z samochodem sprawiły, że robiliśmy to na parkingu i to zdecydowanie dłużej niż gdyby żadnych problemów nie było. Szczęśliwie obyło się bez potrzeby poważnego uszkodzenia samochodu, a to co zostało lekko uszkodzone dało się skleić taśmą izolacyjną (nie rozumiem skąd takie zaskoczenie że noszę ją wszędzie ze sobą... ja się dziwię, że inni nie noszą).

Dzień trzeci również obfitował w niespodzianki. Najmniej spodziewaną było to, że miałam okazję pochodzić w zbroi. Teraz wiem, że koniecznie muszę się zabrać za swoją... Gajowy za to przekonał się że już lepiej poświęcić trochę energii na ponoszenie zbroi niż zająć moje miejsce jako pomoc do spraw wszelakich.

Konwent zakończyliśmy prelekcją Yuriego o Karen Traviss, a później trzeba było niestety pozbierać się do kupy i wrócić do domu. Spędziliśmy jeszcze trochę czasu na dworcu, ale to i tak dużo za mało...

Korzystając z okazji jaką daje mi napisanie tej relacji chciałam jeszcze raz podziękować wszystkim za ten niesamowity weekend. Nigdy się nie spodziewałam, że na konwencie pójdę na spacer do lasu, trafię do zupełnie innej miejscowości w poszukiwaniu czegoś czego i tak do szczęścia nie potrzebuję, pójdę na paintball laserowy ani tym bardziej, że będę obserwować próbę włamania się do samochodu. A i tak pewnie nie wymieniłam wszystkiego, bo Grojkonu 2013 słowa po prostu nie opiszą, tam trzeba było być!

Okiem Radoka:
Miniony weekend obfitował w moc wydarzeń, a raczej Moc. Ale po kolei. Przede wszystkim odbył się Grojkon, na którym miałem przyjemność być i obserwować okiem uczestnika, choć bez swojej czarno-złotej skorupy, ale o tym za chwilę. Udało mi się również wesprzeć troszkę Yuriego w prezentacji na temat Manda'Yaim: Polskiej Społeczności Mandalorian, niestety wsparcie w mojej postaci dotarło dość późno.

Tegoroczny Grojkon był dla mnie wyjątkowy, gdyż był to pierwszy konwent na który udałem się nie tylko wspólnie z małżonką (Laures) ale i naszą córeczką (dlatego też moja osoba musiała się pojawić bez pancerza, gdyż nie jestem wstanie trzymać dziecka na rękach będąc w pełnym beskar'gamie), która bawiła się przednio ganiając za przedstawicielami Manda'Yaim oraz 501st Legion. Poza tym był to pierwszy raz, gdy dane było gościć Manda'Yaim w Bielsku-Białej w tak godnej reprezentacji.
Początkowy zachwyt związany z lokalizacją oraz ogólnym rozplanowaniem zewnętrznej części imprezy, pierwszymi spotkanymi osobami (Mahiyana, Gajowy, KatharSiS - którzy dzielnie bronili honoru najemników ostrzeliwując oponentów laserami... Poważnie! Potem dołączyli Kal i Yuri) został zastąpiony przez zdenerwowanie związane z problemami z ... akredytacją. Otóż okazało się, że mamy problem dostać się na teren konwentu jako osoby pełnoletnie (Laures niestety nie miała ze sobą dowodu osobistego, do czego po części się przyczyniłem ja), z dzieckiem i chcące zapłacić za wejście. Moje dziewczyny nie mogły być wzięte przeze mnie "pod opiekę" jako osoby, która dowód osobisty posiadała przy sobie. Już myśleliśmy, że konwent zakończy się dla nas na spotkaniu z ludźmi z Manda'Yaim na zewnątrz, gdy to z pomocą przyszła nam Smoczyca, która zadziałała swą mocą koordynatora koordynatorów, a my uiszczając odpowiednią opłatę, mogliśmy wejść na teren Grojkonu. Pierwsze kroki skierowaliśmy oczywiście do sali prelekcyjnej, gdzie to X-Yuri dumnie i dość ruchliwie (ciężko mu było wykonać jakieś dobre zdjęcie...) miał okazję przybliżać gronu słuchaczy historię Mandalorian, ich kulturę, a potem przy mojej drobnej pomocy omówiliśmy Manda'Yaim i Mandalorian Mercs. W między czasie, moja córka postanowiła wyciągnąć Laures na wycieczkę po terenie konwentu. Radośnie reagując na stanowiska związane ze Steampunk'iem oraz wszelkiego rodzajami ozdobami.

Na terenie Grojkonu można było znaleźć kilka stoisk z grami planszowymi oraz RPG, elementami kostiumów lub skórzanymi gadżetami (bez skojarzeń). Brakowało mi jednak obecności Galakty, do przedstawicieli której miałem kilka pytań na temat nowej gry karcianej osadzonej w naszym ukochanym Uniwersum. Cała część kiermaszowa wyglądała dość ubogo i raczej nie wzbudzała zainteresowania, no może poza stoiskiem Sklepu Hobbystycznego GRRR, które prezentowało się wyjątkowo okazale.
Niestety nie udało mi się również dotrzeć na spotkanie autorskie z Michałem Cholewą, wypróbować symulatora Artemis i poprzebywać dłużej z ludźmi z Manda'Yaim. Ech...

Po kilku godzinach zwiedzania oraz rozmów ze znajomymi, Klan Ma'Yere (czyt. Majere :P) zarządziliśmy taktyczny odwrót na lody ku uciesze córeczki, żegnając tym samym Grojkon 2013 oraz reprezentację Manda'Yaim. Jak się okazało kilka godzin później... nie na długo.
Po zmroku dane mi było stawić się ponownie na terenie Grojkonu, tym razem na wezwanie Kal'a i z wyposażeniem godnym Garrett'a (szkoda, że bez jego umiejętności). A wszystko to w celu wspomożenia naszego Kal'a w wydobywaniu kluczyków zatrzaśniętych w aucie. Dzięki temu miałem sposobność ponownie porozmawiać i nacieszyć się towarzystwem Mandalorian (zubożonym niestety o Deltę-13) oraz przekonać się, że kobieca torebka zawiera liczne tajemnice oraz taśmę izolacyjną (oczywiście ... czarną!).

Grojkon ma potencjał i to duży. Zmiana lokalizacji zdecydowanie poprawia odbiór całego konwentu i daje duże możliwości logistyczne (choć znajduje się daleko od centrum miasta, ograniczając tym samym wszelkiego rodzaju parady ludzi w kostiumach...a szkoda).
Niesmak pozostawiła u mnie postawa "ludzi w zielonych koszulkach". Tak zwani "helperzy" równie dobrze mogli robić za sztuczny tłum, gdyż uzyskanie odpowiedzi od nich na jakiekolwiek pytanie graniczyło z cudem, a jedyne co potrafili powiedzieć to najpewniej tylko "Nie wiem", bo innej odpowiedzi poza dodatkowym tonem oburzenia, nie usłyszałem. Więcej informacji uzyskaliśmy od koordynatorów (szczególnie Smoczycy, która do perfekcji opanowała sztukę bycia w kilku miejscach na raz) i ludzi prowadzących stoiska, niż od "zielonych koszulek". Na przyszłość warto by było, gdyby organizatorzy dobierali uważniej pomocników lub egzekwowali od nich niezbędną wiedzę na temat konwentu i jego atrakcji.

Prywatnie dla mnie Grojkon 2013 był sposobnością do zobaczenia ponownie kilku twarzy i poznania "na żywo" Mahiyany. I w zasadzie tym dla mnie ta impreza była w głównej mierze. Grojkon organizacyjnie nigdy nie zachwycał, gdyż skierowany jest do szczególnego grona odbiorców - graczy, ale cieszy, wzrost liczby bloków tematycznych i ogromny udział Manda'yaim, jako twórcy wielu punktów programu.

Odrobina prywaty:
- Podziękowania, zwłaszcza dla Smoczycy, bez której ta impreza by się chyba rozsypała,
- Podziękowania dla Kal'a za wsparcie, pomysły, dobry nastrój i watę cukrową ;)
- Podziękowania dla Mahiyany, Delty, Gajowego, Kal'a, KatharSiS'a i Yuriego za to, że byliście i reprezentowaliście godnie Polską Społeczność Mandalorian i mogłem Was znów (po raz pierwszy) zobaczyć na żywo,
- Przeprosiny dla Yuriego, za kłopoty organizacyjne z prelekcją (byłoby wsparcie wcześniej... ale ta akredytacja :( )

A na koniec drobne gratulacje, dla Delty-13, pierwszego Polskiego Jango Fett'a, który zasilił grono łowców nagród w służbie Imperium w 501st Legion.

Okiem KatharSISa:
"Mamy do wyboru dwie ścieżki: oświetloną i ciemną. Ja bym poszedł tą ciemną"

Moja podróż zaczęła się w piątkowe popołudnie, kiedy to obładowany bagażami wyruszyłem w podróż do BB. Już wtedy wiedziałem, że nie zdążę na pierwszą prelekcję Yuriego, czego bardzo do tej pory żałuję (no ale szkoła).
Akredytacja obyła się bez problemów i bez chwili zwłoki udałem się do bloku SW, gdzie za dosłownie kilka chwil miała mieć miejsce prelekcja o Blizzard Force. Na miejscu spotkałem już wszystkich Vode, którzy mieli zostać na cały konwent oraz Requela i Justine, którzy byli dla mnie miłą niespodzianką.
Po wysłuchaniu YangObiego nadszedł czas by przebrać się w zbroję i trochę potroopować. Musieliśmy jednak poczekać i swoją obecnością urozmaiciliśmy świetną prelekcję, a może raczej panel dyskusyjny Gajowego. Następnie połaziliśmy po terenie konwentu całą czwórką, w tym naszą nieocenioną siostrą Marihuaną. Cali spoceni, bo chodzenie w zbroi nie jest zbyt proste, udaliśmy się z Gajowym i Fooleckiem na konkurs wiedzowy o wszystkim i o niczym, na którym udało nam się zdobyć jeden honorowy punkt.
Potem nadszedł czas na najlepiej wspominane przeze mnie chwilę konwentu, czyli wyprawę w poszukiwaniu sklepu całodobowego. Było mnóstwo frajdy przy tej wyprawie, ale 4h chodzenia za czymś co nie istnieje nieźle daje w kość.
Po powrocie Mah była tak wyczerpana, że poszła natychmiast spać, a my z Gajowym stoczyliśmy kilka pojedynków w Mario Karts i poszliśmy do sleep roomu odpocząć

W sobotę z samego ranka przybył Delta zanim jeszcze wyszliśmy ze śpiworów, bo nie dotarła do niego informacja, że jego prelekcję o strojach poprowadzi Jok. Właśnie ta atrakcja otworzyła nam dzień. Jeszcze podczas niej dowiedziałem się, że bierzemy udział w turnieju Laserowego Paintballa (?). Okazało się, że mimo tego, że jesteśmy niedoświadczeni to jednak okazaliśmy mando charakter i wygraliśmy turniej. Tutaj jeszcze raz dzięki dla Mah i Gajowego.
Zmęczony, bo moja rola w turnieju sprowadzała się do sporej ilości biegania ubrałem się w zbroję wraz z Gajowym i razem z Yurim i Kalem udaliśmy się na sobotni trooping. Wiele ciekawych zdjęć oraz genialnych filmików powstało w ciągu tamtych godzin.
Kiedy już myśleliśmy, że dzień się kończy i nic ciekawego już nas nie spotka to konwentowa przygoda przyszła niespodziewanie i do późnych godzin siedzieliśmy na parkingu bawiąc się w GTA.
Sobotę zakończyliśmy grając w Munchkina. Jako, że nigdy w to nie grałem to obrałem najlepszą metodę na przetrzymanie przeciwnika i gdy wszyscy byli już senni to ja wtedy niespodziewanie uderzyłem.

Niedziela, czyli trzy ostatnie godziny konwentu spędziłem na troopingu razem z Mah! Udzieliłem wywiadu oraz gdy już po prostu czułem, że zaraz padnę wraz z nieocenionym towarzyszem Gajowym udaliśmy się na karaoke, które odkryliśmy dopiero pod sam koniec imprezy.
Ostatnią część konwentu stanowiła prelekcja o Karen po której udaliśmy się przebrać, spakować i biegiem na autobus. Potem spędziliśmy miłe dwie godziny na dworcu spożywając kebaby (huh). Potem udałem się na pociąg i tu chcę podziękować Yuriemu, Mah, Gajowemu i jego koleżance, że odprowadzili mnie na peron.

Weekend był naprawdę udany. Spotkałem się z nowymi Vode, jak i tych których widzę częściej lub rzadziej. Nie obeszło się bez chwili, kiedy byłem wkur...zdenerwowany, no ale bez tego nie można być mando.

Okiem Kala:
To mój pierwszy konwent, więc nie mogę zbyt wiele powiedzieć bo nie mam porównania. Ogólnie fajna Impra, świetnie prowadzone prelekcje ( szczególnie nasze ;-) ). Kupa atrakcji ( robiłem za jedną z nich :) ), nie tylko dla tych najmłodszych.
M'Y udowodniło po raz kolejny, że jak mają w dłoniach gnaty to nie ma na nich mocnych.
Gratki dla:
-Mah
-Gajowego
-Kathara
za zajęcie najwyższego miejsca na podium w "Laser Army", nie tylko są najlepsi w strzelaniu, ale i w wskrzeszaniu ludzi ;-P Gajowego zdjęli z 10 razy a nasi go 10 razy wskrzeszali :P.
- dzięki wszystkim za tak wielki pozytyw z waszej strony jeśli chodzi o moją zbroję ( jadąc do was miałem poobgryzane paznokcie i już powoli zaczynały się palce),
- dzięki za wspólny troping,
- Mah.... dzięki za to, że byłaś wszędzie tam gdzie byłaś potrzebna odwaliłaś kawał dobrej roboty ( to moje zdanie)
- Radok dzięki za wspólny obiad i za natychmiastową reakcję na wezwanie o wsparcie,
- Kathar sorry, że cię rozbroiłem :), ze zbroi :D
- matko naturo ..... a z tobą to sobie inaczej pogadam ( wtajemniczeni wiedzą ococaman ).
A teraz tele. skrót:
- impra ok.
- troping ok.
- prelekcje ok.
- org. ok. ( dzięki Smoczyca za uznanie... nie spodziewałem się tego... wielki pozytyw i ukłon w twoją stronę... wiem że nas czasem odwiedzasz))
- miła atmosfera ok.
- wsparcie ner vode BEZ CENNE
Yuri twoich słów nigdy nie zapomnę, dzięki wam że nie poszliście spać :) tylko dotrzymywaliście mi towarzystwa.

Okiem Yuriego:
Grojkon 2013... to pierwsza edycja Grojkonu na której byłem, jednocześnie pierwszy konwent na jakim prowadziłem jakieś punkty programu!
Co ciekawe, konwent miał miejsce w Bielsku - mieście, gdzie lata wcześniej podczas pierwszego reaktywowanego spotkania fanów SW miałem okazję prowadzić swą pierwszą - wtedy spontaniczną - prezentację na temat Mandalorian! Prowadziłem na Grojkonie 3 punkty programu i mam nadzieję, że w mierę się w roli prowadzącego sprawdziłem. W tym miejscu jeszcze jedna uwaga z prelekcjami związana - czytałem sporo marudzeń w rozmaitych relacjach (np z pyrkonu) na problemy z gźdaczami technicznymi itd. i trochę się obawiałem problemów z tym związanych, zwłaszcza że moja pierwsza prelekcja, o dziwactwach, bez możliwości pokazywania obrazków na rzutniku byłaby conajmniej problematyczna. Moje obawy okazały się jednak nieuzasadnione, a pod podanym na stosownej kartce numerem kontaktowym zawsze był ktoś gotowy by dostarczyć/zabrać laptopa, podłączyć go itd. Świetna robota!

Sam konwent był... kameralniejszy niż większość tych na których bywałem, co mnie także cieszy - świadomy byłem zresztą tego faktu dużo wcześniej, dlatego też właśnie Grojkon wybrałem na miejsce swego prelekcjowego debiutu. Vode powyżej wypisali fajne elementy, jak wioska, nie będę się po nich powtarzał.

Podziękowania dla organizatorów za świetną imprezę, Vode za świetnie spędzony czas, mniej lub bardziej przypadkowych ludiz na konwencie za również spędzane razem chwile oraz personalne podziękowania dla FoolECKa za towarzystwo podczas większości mej drogi powrotnej - planowałem poczytać sobie książkę o Kanadzie, zamiast tego jednak miałem okazje pogadać o konwentach i o Lego.

Z przyczyn logistycznych nie wiem czy będę mógł dotrzeć na Grojkon/Polcon (mający miejsce wtedy w BB!) w przyszłym roku, ale z pewnością będę się starał.








 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2018




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 11,417,803 unikalne wizyty