Kojiro Hyuga
 
I.
Euro 2012 zorganizowane wspólnie przez Polskę i Ukrainę przyniosło wiele emocji związanych z piłką nożną z najwyższej półki. Jednych ciągłe słuchanie o tym mogło już znudzić, inni zapewne pozostaną nadal głodni wrażeń. Osobiście nie jestem fanką futbolu, ale właśnie przez Euro i rozmowę ze znajomą, odświeżyłam sobie anime z własnego dzieciństwa, a mianowicie Kapitana Tsubasę, także znane jako Kapitan Jastrząb. Historia ta opowiadała o młodym Tsubasie, który kochał grać w piłkę nożną, oraz o jego zmaganiach w szkolnej drużynie i rozpoczętej karierze sportowej. Trochę faktów: anime powstało na bazie mangi autorstwa Yoichi Takahashiego, a debiut tegoż dzieła przypadł na rok 1981. Z czasem manga doczekała się kontynuacji i dotrwała do czasów współczesnych. Zaczynając od pierwszych szkolnych potyczek, kiedy bohater miał 12 lat, akcja przenosiła się na coraz bardziej prestiżowe mecze: międzynarodowa liga młodzików (do lat 17), mistrzostwa świata i dalsza kariera za granicą. Samo anime w liczbie 3 sezonów zamykało wpierw historię na zmaganiach młodzieżowej reprezentacji Japonii, ale – tak jak manga – doczekało się kontynuacji, w postaci filmów kinowych i Road to 2002 (poświęcone zmaganiom bohaterów za granicą).
Kto oglądał serial zapewne pamięta te długie biegi do piłki, bramki, czy też „wiszenie” w powietrzu. Nie wolno zapomnieć o dość zakrzywionej realistyce gry – liczne kontuzje i faule, najczęściej z lejącą się krwią. Nie wspominając, jak to zawodnicy (bardzo często sam Tsubasa) grał pomimo bolesnych kontuzji, z którymi normalnie nikt by go na boisko nie wpuścił. Albo rzadkie żółte i czerwone kartki od sędziów, choć zawodnicy ciągle trzaskali po sobie piłką, czy szarpali za koszulki. Tak. Akrobacje i udziwnienia, odbicia od słupków bramek, gole strzelane jednocześnie przez dwóch graczy. Ciężko o tym zapomnieć, choć może taka „krwawa” wersja sportu i licznie strzelone gole byłyby dla mnie ciekawsze niż rzeczywiste mecze. I bardzo zróżnicowane drużyny, bo o samych piłkarzach nie wolno zapomnieć. Ale choć wstęp skupił się na realiach historii, nie zamierzam pisać o jej głównym bohaterze, Tsubasie Oozaro. Bo on, geniusz piłki nożnej, „złoty zawodnik” Nankatsu, wieczny optymista i charyzmatyczny kapitan wcale do mnie nie przemawiał, ani kiedyś, ani nawet po latach. Zbyt idealny, zbyt dobry w tym co robi i niemal bez wad. Co to ma do Mandalorian? Otóż, pozwólcie, że przedstawię wam jednego z największych rywali Tsubasy, a mianowicie Kojiro Hyugę.



Kojiro z pierwowzoru (~1983 rok) i w 'nowszej' animacji


II.
Kojiro był dobrze zbudowanym, wysokim młodzieńcem, którego wyróżniał ciemny kolor skóry. Pomimo młodego wieku cechowała go niebywała siła – tak jak Tsubasa miał około 12 lat w chwili rozpoczęcia się historii. Pojawił się dość niespodziewanie w tejże opowieści i już do końca zagrzał sobie w niej miejsce, stając się jednym z najbardziej znanych postaci Kapitana Jastrzębia.
Pierwotnie grał w Meiwa, później został kapitanem drużyny z Toho. Następnie zwerbowano go do młodzieżowej drużyny reprezentacji Japonii, a kiedy osiągnął odpowiedni wiek, otrzymał szansę grania we włoskiej lidze (w grupie A, w klubie Juventusa i w serii C, jako napastnik Reggiany). Cały czas grał na pozycji napastnika, będąc jednym z najlepszych japońskich strzelców.
Kojiro od zawsze słynął ze swej brutalnej gry. Nie wahał się przed poturbowaniem przeciwnika, jeśli ten stanął mu na drodze, ani przed ‘zastraszeniem’, jak to miało miejsce z bramkarzem Morisakim, z Nankatsu. Na samym początku posłał w niego piłkę swym silnym kopnięciem i nieszczęsny chłopak przez większość meczu bał się łapać jego strzały. Kojiro często bazował na czystej sile, przekładając ją nad technikę gry – parł do przodu przedzierając się przez przeciwników, zamiast na przykład próbować ich wyminąć, jak to robili inni gracze. Wydaje się to być mało finezyjne, jednak najczęściej się sprawdzało. Bywały też momenty, gdy ktoś, w tym wypadku Roberto, pierwszy mentor i idol Tsubasy, komentował w myślach różnice między zawodnikami – osobiście uważał, że technika gry jest ważna, ale są momenty, kiedy trzeba postawić na siłę i wolę, tak jak Kojiro to robił. Styl Hyugi ewoluował, zwłaszcza kiedy zaczął grywać przeciw światowym graczom. Wzmocnił nie tylko własną siłę i balans ciała, ale i technikę.

Zapewne swej ostrej grze, jak i trudnemu charakteru zawdzięczał przydomek Fierce Tiger, co można tłumaczyć jako Dziki (zażarty) Tygrys. Przez całą mangę i anime, to zwierzę było jego przewodnim motywem; Kojiro zdobywał gole tygrysim strzałem, który z czasem wyewoluował na lepszy atak. Pierwszy trener chłopaka, Kira Kozo, określał Kojiro mianem tygrysa w różnych momentach historii. Kiedy Hyuga zemdlał po meczu z poważnego przemęczenia i w gorączce zalegał w łóżku, Kira, pomimo zmartwienia, uznał, że kiedy młody chłopak się obudzi, będzie silniejszym i mądrzejszym tygrysem. I można rzec, że tak się stało. Kojiro nie tylko był gotów do finałowego meczu przeciw Nankatsu, ale także wykazał się niezwykłą wdzięcznością dla swej drużyny, bo zrozumiał, że Meiwa nie składała się z niego i reszty, ale że wszyscy stanowią jedność i to razem wygrywają.

Kiedy zaś Kojiro znalazł się w barwach Toho, trener Kira widząc jak „złagodniał”, nazwał go tygrysem bez zębów. Hyuga udał się na Okinawę, gdzie szkolił się pod okiem swego byłego instruktora w morderczym treningu. Polegał on na kopaniu piłki przeciw falom. Nie zaprzestał tego póki kopnięta przez niego piłka nie przebiła wzburzonej huraganem fali. Ćwiczył nawet wbrew niebezpiecznej pogodzie, by na powrót stać się ‘dzikim tygrysem’.
Choć nabawił się przez to problemów, bo jako kapitan opuścił ćwiczenia i drużynę bez zgody trenera, jednakże jego nowy strzał potrafił przebić siatkę bramki. Podczas eliminacji do finału, Toho musiała walczyć bez Hyugi, bo trener nie wyraził zgody na jego udział. Kojiro był tym rozzłoszczony, mimo wszystko utrzymał swój temperament i zamiast kłócić się o swój udział (zwłaszcza, jak drużyna miała problemy w meczu) zagrzewał ich do walki z ławki rezerwowych. Ku zdumieniu trenera, cała drużyna nie walczyła już dla szkoły, czy siebie, ale dla swego kapitana, którego wszyscy zawodnicy szanowali. Toho wygrało głównie dzięki Sawadzie i Wakashimazu – dwójce wiernych przyjaciół Kojiro, a o których jeszcze wspomnę za moment.

Także ‘tygrys’ zaznaczył się w jednym z numerów Kojiro – podczas gry w Reggianie nosił na koszulce numer 78, który ‘zobaczył’ w japońskim słowie tora (tygrys). Taką wiadomość, jedno słowo, wysłał mu dawny trener Kira, gdy jego podopieczny wyjechał za granicę. Aby nie zapomniał, kim jest.
Tygrys to dobre określenie dla Hyugi. Był on silny, zażarty i uparty. Pogardzał słabością i nie okazywał nikomu współczucia, czy litości. Jego strzały były niezwykle silne i celne; dzięki nim zdobywał wiele bramek. I to właśnie jedna z przyczyn, która przywiała go na boisko trenującej drużyny Nankatsu na początku historii. Jej bramkarzem był sławny Genzo Wakabayashi. Uchodził za genialnego zawodnika, a słynął z faktu, że mało kto potrafił mu strzelić gola. Kojiro oczywiście chciał się podjąć tego wyzwania. Co na długi okres czasu było jednym z jego celów, a mianowicie: strzelić Genzo gola z poza pola karnego.
Szybko sam Tsubasa stał się dla niego rywalem numer jeden. Na trzy lata stali się wrogami, walcząc ze sobą o puchar w rozgrywkach krajowych. Jednakże, jak to bywa w życiu, z czasem potrafili nauczyć się do siebie szacunku, a nawet zapajać do siebie sympatią. Ale lekko nie było, ani nawet nie przyjemnie.

Kojiro może jawić się jako drań i arogancki szczeniak, ale w końcu to młody chłopak o wielkich ambicjach. Granica między jego zarozumialstwem, a poczuciem własnej wartości i piłkarskich zdolności była dość płynna i nie zawsze jasna do nakreślenia. Arogancja Kojiro mogła odpychać, jednakże nie można było odmówić mu ani umiejętności, ani hartu ducha. Szkolił się w drużynie Meiwy jako podopieczny już wspomnianego trenera Kiry. Na pierwszy rzut oka ten jawił się jako zapijaczony, starszy człowiek. Okazuje się, że niegdyś był niezwykle wspaniałym zawodnikiem, który miał szanse wybyć za granicę, ale odmówił. Losy tak się potoczyły, że poświęcił swój czas Kojiro i innym dzieciakom, szkoląc ich na twardych piłkarzy. Jednakże sam Hyuga dużo uwagi przykładał swojej drużynie. Nie tylko był jej kapitanem, ale i w pewien sposób trenerem, narzucał trening i szkolenie. I nawet dla własnych kolegów nie miał litości. Dużo od nich wymagał, ale nie mniej niż od siebie.

Choć to Tsubasa stanowił ten ‘niedościgniony przykład’ kapitana i piłkarza, Kojiro nie był pozbawiony charyzmy. Jego drużyna zawsze mu ufała, pokładając nadzieję w swym liderze. Nawet dostosowywali swój rytm do jego agresywnej gry, choć z czasem i sam Hyuga docenił grę zespołową. W Meiwie Kojiro poznał dwóch, wiernych przyjaciół. Mianowicie młodszego Takeshiego Sawadę, który stał się jego pomocnikiem w grze i bramkarza, Kena Wakashimazu.
Sawada, z powodu młodego wieku nie spotkał się z dobrym przyjęciem w drużynie. Sami zawodnicy nie byli wszak wiele starsi, mimo to prawie wszyscy brali go za „dzieciaka”. Tylko Kojiro dostrzegł w nim potencjał i poświęcił mu dużo czasu, aby polepszyć jego dobry styl gry. Sawada był także jednym z nielicznych ludzi, którzy nie lękali się wybuchowego temperamentu kapitana i nawet zwracał mu uwagę, jeśli uważał, że Hyuga naraża dobro drużyny, jak to było w obsesyjnej próbie strzelenia Genzo gola z poza pola karnego. Łatwo widać, że Sawada bardzo sobie cenił Kojiro. Tego nie zmienił nawet fakt, że osobiście chłopak wolał grać mniej brutalnie; był bardziej technikiem aniżeli siłaczem. Mimo tych różnic w charakterze i w samym stylu prowadzenia piłki, oboje dogadywali się bez problemu i bardzo się szanowali.

Wakashimazu był niezwykle zdolnym bramkarzem, rywalizującym z Genzo Wakabayashim o miano najlepszego. Tak jak Kojiro przejawiał niezwykłą wolę walki i pewność siebie. Był spokojniejszy niż Hyuga, ale miał swoją dumę i momenty gniewu. Tych chłopców łączyła silna więź i zaufanie. Wspomniani zawodnicy podążyli za swym przyjacielem do Toho, aby nadal móc grać razem w jednej drużynie. Można by uznać, że ta dwójka – Ken i Takeshi, stała się „żołnierzami” Kojiro. Kiedy liczni bohaterzy historii grali we wspólnej drużynie japońskiej reprezentacji to Wakashimazu i Sawada zawsze widzieli w Kojiro swego kapitana, nawet jeśli nie był liderem drużyny. To oni wspierali go najbardziej, tak samo jak on ich.

Takeshi Sawada i Kojiro Hyuga (Toho)

Ciężko streścić każdy pojedynek i mecz, jaki Hyuga stoczył w różnych barwach. Jednak jest pewna rzecz, za którą go bardzo cenię. Pierwsze wrażenie o Kojiro nasuwało na myśl silnego, ale niebezpiecznego chłopaka. Zadziornego i niekiedy okrutnego. Dopiero z czasem dane było nam poznać jego lepszą, mało znaną stronę. A mianowicie, Kojiro pochodził z wielodzietnej, niezbyt zamożnej rodziny. Był najstarszym synem, miał też trójkę rodzeństwa: dwóch braci i siostrę. W stosunku do rodziny Hyuga wydawał się być całkowicie inny, niż na murawie. Otaczał swe młodsze rodzeństwo opieką, a nawet stawiał ich potrzeby ponad swoje. Kiedy miał dziesięć lat, jego ojciec zmarł, pozostawiając ciężar utrzymania rodziny na barkach matki. Nie na długo, bo Kojiro dzielił swój czas między szkołą, pasją do grania, a pracą. Roznosił gazety, woził butelki, pracował przez południa i nawet po nocy. Matka mu mówiła, że nie musi tego robić, niech poświęci swój czas na trening, ona sobie poradzi. Jednakże Kojiro nie ustępował, zapewniając, że to mu nie przeszkadza – nawet podczas pracy ćwiczył prowadzenie piłki. Pomimo młodego wieku, zdawał sobie sprawę, że jego matka nie jest w stanie sama utrzymać rodzinę, a przecież dwoje z młodszego rodzeństwa Kojiro także chodziło do szkoły, co tylko wiązało się z wydatkami. Dlatego on, jako najstarszy syn wziął na siebie ciążący obowiązek.

Ten wątek jest bardzo ważny dla zrozumienia Kojiro. W pewnym momencie stres, przemęczenie pracą i rozgrywkami doprowadziły go do bardzo poważnego osłabienia. Pomimo tego grał do końca ważny mecz, ostatkiem sił zdobywając decydującą bramkę, jednakże zaraz po zakończeniu spotkania zemdlał. Noc spędził pod opieką lekarza, w gorączce i na lekach. Czemu tak zażarcie walczył? Łowcy talentów złożyli mu wizytę po pierwszym z wygranych meczów szkolnych rozgrywek. Renomowana szkoła Toho szukała napastnika do swej drużyny, ofiarując takiemu zawodnikowi stypendium sportowe. Dla Kojiro było to spełnieniem marzeń, bo mógłby utrzymać biedną rodzinę własną grą. Jednakże warunkiem była wygrana w mistrzostwach szkolnych. Chociaż przegrał finałowy mecz z Nankatsu, Toho przyjęło go do swojej drużyny i szkoły. Co oczywiście bardzo go ucieszyło.

Tu pojawia się jedna rzecz, która osobiście mnie irytowała. Główny bohater, Tsubasa Oozara, jak większość innych zawodników niemal wszystko dostawali jak na tacy. Tsubasa praktycznie poświęcał całą swą uwagę piłce nożnej, rodzice go wspierali i rozumieli, nie stawali mu na przeszkodzie do spełnienia marzeń. Co prawda jego ojciec był kapitanem statku i często go nie było w pobliżu, główny bohater w sumie nie zważał na to. Jak długo mógł grać, świat niemal nie istniał. Większość postaci także nie miała problemów rodzinnych, ani finansowych. Sam Genzo Wakabayashi pochodził z bogatej rodziny, aczkolwiek ciężko orzec ich zażyłość. W anime rodziców Genzo nie było, bo mieszkali w Angli, a w mandze pojawiali się sporadycznie, ale nie bezpośrednio z nim; nie stali mu na przeszkodzie i nie mieli praktycznej roli w fabule. Genzo miał za to własnego trenera, który był jego opiekunem, zwłaszcza, gdy Wakabayashi podpisał kontrakt na grę w niemieckiej drużynie młodzieżowej.

Jedynie Kojiro, Ken Wakashimazu i Jin Misugi byli japońskimi zawodnikami, którym życie rzuciło kłody pod nogi. Jin był uzdolnionym graczem ale poważnie chorym na serce. Na boisku zazwyczaj nie mógł grać więcej niż 5 - 30 minut, zależnie od momentu w historii. Ken Wakashimazu za młodu nauczył się w rodzinnym dojo karate i wykorzystywał tą znajomość sztuki walki przy bronieniu bramki, dzięki czemu stworzył swój unikatowy styl. Jednakże jego ojciec nie pochwalał wyboru kariery syna. Uważał, że bycie bramkarzem nie było cokolwiek warte. Chciał, by syn kontynuował rodzinną tradycję, stał się mistrzem karate i, jak on, prowadził dojo. Wakashimazu by móc grać w ukochaną piłkę nożną, musiał sprzeciwić się ojcu, co zaowocowało postawionym przez rodzica warunkiem: albo wygra z Toho mistrzostwa, albo już nigdy więcej nie zagra. Tak samo jak dla Hyugi, ostatnie starcie Nankatsu z Toho było walką o wszystko, lub nic. I w końcu sam Kojiro, chłopak na pierwszy rzut oka wredny i brutalny, z ‘tygrysim’ charakterem, a który od dziesiątego roku życia sam niemal na wszystko zapracował. Który nie złamał się pomimo trudnej sytuacji rodzinnej, śmierci ojca, czy presji przegranych rozgrywek szkolnych. Trener Kira wyznaczył mu ścieżkę, ale to on sam musiał się na niej odnaleźć. Przechodził trudne i męczące treningi – w samotności trenując na odludziu (plaża, szczyt góry, w zimowym krajobrazie nad urwiskiem, to przy wodospadzie, to znów z cięższą piłką niż normalna). Kiedy wyjechał za granicę zaraz pokłócił się z jednym z pracowników Juventusu, trenerem Mazzantini, gdy ten mu oznajmił, że ma zjechaną budowę ciała, mięśnie prawej strony były zbyt mocno wyćwiczone, zaś te z lewej strony zaniedbane. Przez długie miesiące Kojiro ćwiczył do upadłego, aby wyrównać swój balans i wrócić do gry jako najlepszy z najlepszych. W czym pomógł mu sam Mazzantini, pomimo źle rozpoczętej znajomości.

Tsubasa może i był geniuszem, ale Kojiro zapracował na swoje zdolności. Jako pierwszy nauczył się podkręconego strzału. Roberto, niegdysiejszy zawodnik Brazylii, a także mentor Tsubasy, był tym, który przekazał swemu podopiecznemu wiedzę o tym strzale. Główny bohater długo nad tym ćwiczył. Zaś Hyuga sam, pozbawiony porady, czy wiedzy, opanował taki atak.
Ta zażartość była iście niezwykłą cechą. Oczywiście, Kojiro nie był idealną postacią. Zdarzały się chwilę, kiedy łatwo wpadał w gniew, ale też potrafił odpuścić z niektórych rzeczy. Ze strzału z poza pola karnego, aby móc zdobyć choć jedną, honorową bramkę przeciw młodzieżowej drużynie Niemiec, gdzie bramkarzem przeciwnika w tym towarzyskim meczu był Genzo. Na koniec spotkania mieli nieprzyjemną rozmowę. Ta od słów przeszła na pięści.
Kojiro potrafił długo żywić urazę. Potrafił też być ponad swoją dumę i ukorzyć się. Od kiedy zaczął grać jako profesjonalny zawodnik, widać, że nie złagodniał, ale stał się bardziej opanowanym i zrównoważonym graczem. Być może wcześniejsze zachowanie to wynik nie tylko niedoświadczonej młodości, ale i obaw, frustracji i presji środowiska z jakiego pochodził.


Road to 2002: Tsubasa Oozaro (Barcelona; górna postać), Kojiro Hyuga (Juventus; środek), Genzo Wakabayashi (dół)


Kojiro miał dwojakie relacje z innymi bohaterami Kapitana Tsubasy.
Z tytułowym bohaterem wpierw rywalizował i to zawzięcie, ale pomału obaj gracze zaczęli się szanować i doceniać zdolności przeciwnika. Przełomem był ostatni mecz Nankatsu z Toho, gdzie Tsubasa grał pomimo poważnej kontuzji, a Hyuga go motywował, aby się nie poddawał i walczył dalej. Nawet wybił piłkę na aut, by kapitan Nankatsu mógł wrócić na boisko. Nie wiem, czy można ich nazwać przyjaciółmi w późniejszych latach, ale na boisku potrafili się dobrze zgrać, do tego stopnia, by wykonać wspólne strzały do bramki. Także pojawiały się momenty, kiedy wspierali się nie tylko na murawie, ale i w rozmowach telefonicznych. Chociaż różnice w ich charakterach i poziomu agresywności nie znikły nigdy.

Genzo Wakabayashi także stanowił poważną rywalizację dla Kojiro. I z wzajemnością. Tylko o ile Tsubasa podchodził dość spokojnie do współzawodnictwa z innymi, to zarówno Hyuga, jak i Genzo byli źle nastawieni do siebie. Wpierw Wakabayashi nie reagował zbytnio na przeciwnika, ale po przegranym meczu z Meiwą, w którym nie mógł stanąć na bramce przez kontuzję, wziął sobie za sprawę honoru zmazanie tego upokorzenia. Właściwie ich współzawodnictwo nie było zupełnie zdrowe, obaj cechowali się zawziętością. Nawet bym rzekła, że – świadomie, czy nie – prowokowali się do nowych starć. Być może przyczyna leżała w ich młodym wieku, dość zbliżonych charakterach, dumie, ale i zwykłej ‘dominującej’ postawie. Z czasem ich stosunki się naprostowały, ale łatwo to nie przyszło. Podczas meczu towarzyskiego przeciw młodym Niemcom, Genzo grał dla przeciwników Japonii. Prowokował i krytykował Kojiro, co skończyło się (prawie) bójką. Podczas szkolenia i treningów między meczami, Wakabayashi nadal nie szczędził nikomu ostrych słów krytyki. Dla dość gwałtownego Kojiro było to jak oliwa dołożona do ognia, ale także reszta drużyny zaczęła odczuwać niechęć do bramkarza, który przecież nie grał w żadnym meczu. Hyuga był gotów porozmawiać z Genzo na osobności, ale usłyszał rozmowę tego z Tsubasą. Bramkarz był dla wszystkich przykry, ale to motywowało drużynę. Kojiro ulepszył swój strzał z myślą o pokonaniu go, Wakashimazu starał się udowodnić Genzo, że wcale nie jest gorszy niż on, etc. To dało inne spojrzenie Kojiro na niewdzięczną pracę Wakabayashiego, wykonywaną dla dobra drużyny. Kiedy doszło do wyboru bramkarza do półfinałowego meczu przeciw Niemcom, to Hyuga był tym, który publicznie przekonał Genzo, aby stanął na bramce za Wakashimazu (Wakayabashi bardzo chciał zagrać w mistrzostwach jako japoński bramkarz, ale okoliczności mu nie sprzyjały), a nawet wyjaśniając podłe zachowanie kolegi, załagodził spór w drużynie. I jak sam stwierdził, on się przecież z Tsubasą nie lubił na początku, ale teraz, grając razem o zwycięstwo, podawanie mu piłki było przyjemnością.

Wspomniany wcześniej Sawada i Wakashimazu wydają się być najbliższymi przyjaciółmi Hyugi, jakich kiedykolwiek miał. Jego bliskie relacje są związane z nimi, trenerem Kirą i rodziną. Właściwie przez pierwsze, krajowe mecze, to ta nieliczna grupa była prawdziwą podporą i wsparciem bohatera. Najgłośniej i najliczniej wspierano zawsze Tsubasę.

Trener Kira w dużym stopniu był dla niego wzorem, ale i mentorem. Kimś, kto go wspierał, ale i korygował, gdy zaszła taka potrzeba. Kojiro zawsze mógł znaleźć u niego radę i spokój ducha. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że niejako zastąpił mu zmarłego ojca. Kira czuł dumę z takiego podopiecznego. Ba, nawet przyleciał do Włoch na jego najważniejsze mecze (pierwszy w Juventusie, który opuścił kiedy Kojiro zszedł z boiska, oraz finałową rozgrywkę o wyjście z serii C, gdzie bohater pokazał jak daleko zaszedł w ciągu dziewięciomiesięcznego pobytu i treningom za granicą. A zrobił niesamowite postępy).

Kojiro w pewnym momencie poznał Maki Akamine, dziewczynę grającą w baseball. Sama Maki uważała, że miłość pomiędzy nimi byłaby raczej jednostronna, ale Hyuga poświęcał jej z czasem coraz więcej uwagi i pomocy. To on ją motywował i zachęcał do dalszych sukcesów w drużynie reprezentacji Japonii. Także często do siebie dzwonili, aby czerpać otuchę ze swych rozmów, albo by pochwalić się wygraną po meczu. Maki była jedną z osób, z którymi Kojiro utrzymywał kontakt podczas pobytu we Włoszech. A nawet, z którą spotkał się po powrocie do domu, po zakończonym sezonie.

III.

Tak naprawdę ciężko przybliżyć osobę, która miała wielki udział w dość długiej mandze. Kojiro Hyuga zasadniczo wyróżniał się swoją agresją, ale i hartem ducha. Swoim oddaniem do rodziny, dla której poświęcił wiele. Jak dużo ma on wspólnego z Mandalorianami? Kojiro to właściwie wojownik. Nie walczył na śmierć i życie, ale od rezultatów jego zmagań zależał kształt życia jego i najbliższych. Miał wielkie ambicje i choć brzmiały na wyrost, w porównaniu do jego potencjału, nie wydawały się być przerośnięte. Kojiro zawsze chciał być najlepszy, ale kiedy przestał spostrzegać swego rywala, Tsubasę, jako kogoś do porównywania się, poświęcił się całkowicie byciu najlepszym strzelcem.

Potrafił dostrzec potencjał w innych osobach, niezależnie na wiek, czy osobę. Potrafił też szanować zdolności innych. Tak jak w przypadku odstąpienia koszulki z numerem 10 dla nieobecnego z powodu kontuzji Tsubasie, ponieważ on, jak i kolega, który mógłby o nią zabiegać, uznał, że ta należy się tylko Oozarze.

Tak jak Mandalorianie, Kojiro nie poprzestawał na jednym zwycięstwie, zawsze szukał sposobów, aby być lepszym, silniejszym i doskonalszym. Lubił rywalizować, lubił wygrywać, ale także porażki – choć nieprzyjemne i przykre, kształtowały go i pchały dalej. Co ważniejsze, potrafił je w końcu zaakceptować i się do nich przyznać przed samym sobą. Bardzo wyraziście dało się to dostrzec podczas pierwszego meczu sezonu serii A, we Włoszech. Kojiro dostał szansę zagrania jako napastnik. Miał zdolności i instynkt, jednakże zabrakło mu siły by przebić się przez europejskich zawodników. Przeciwnicy dostrzegli, że z powodu bardziej rozbudowanej prawej strony, łatwiej wytrącić Kojiro z balansu. To okazało się jego słabym punktem, który brutalnie był wykorzystywany przeciw niemu. Hyuga nie dawał jednak za wygraną, wstawał zaraz na nogi i był gotów (pomimo bólu) do dalszych starć. Podczas jednego z kryć, instynktownie Hyuga podał piłkę do kolegi, który zdobył gola, aczkolwiek sędzia uznał go za spalonego. Pomimo zmagań, Kojiro zszedł na ławkę na kilka minut przed końcem gry. Uronił łzę, nad swoją bezsilnością wobec innych graczy oraz nad własną naiwnością, że pójdzie mu łatwo na boisku, ale nie pozwolił sobie opuścić głowy w poczuciu wstydu. Nawet jego przeciwnicy, pomimo ‘klęski’ byli pod wrażeniem jego postawy i dumy. Ta porażka zaś pchnęła go do nowego treningu, aby wyeliminować swoją słabość.

Hyuga był oddany temu, co kochał, czyli grze w piłkę nożną. Na boisku zapewne czuł, że coś zależy od niego, ale nie ulegał presji, ani się nie załamywał. Wykazywał się też charyzmą, którą widziałabym w co lepszym dowódcy. Potrafił zmotywować ludzi do wysiłku, do dalszej walki, w końcu i wygranej. On sam też czerpał motywację od swych przyjaciół, a czasem i rywali.
Mandalorianie słynęli z adaptowania nowych elementów do swego sposobu walki. Kojiro potrafił wykorzystywać podpatrzone u innych zdolności. Jeden z jego najsilniejszych strzałów właściwie zainspirowała nieznajoma mu wtedy Maki Akamine. Dziewczyna, grająca w baseball na pozycji miotacza. Jako karę za ‘dewastowanie’ jej boiska (Hyuga trenował tam, a nie na boisku do piłki nożnej), poprosiła go, aby był jej łapaczem. Kiedy narzuciła mu piłkę, której nie zdołał złapać, przełożył jej zagrywkę na realia piłki nożnej. Co świadczy o dość kreatywnym i inteligentnym myśleniu.


Miał swoje gorsze strony. Potrafił zniknąć bez słowa, by móc udać się na trening do swego mentora, Kiry. W młodości nie zawsze się liczył ze swoimi kolegami z drużyny. Lubił stawiać na swoim. Cechował go dość zagniewany charakter. Bywały momenty, że źle reagował na kpiny ze strony innych graczy, zwłaszcza europejskich. Musiał się z tym mierzyć często, a nawet przemóc tą presję i niechęć, kiedy grał za granicą, gdzie japońscy zawodnicy nie byli doceniani. Czasem brzmiał arogancko, ale częściej niż rzadziej potrafił słowa poprzeć czynami. Wykazywał też duże przywiązanie do własnej dumy i honoru. Jednak jeśli popełnił błąd, próbował go naprawić. Kiedy pierwszy raz Japończycy grali przeciw niemieckiej drużynie i sromotnie przegrali – Kojiro i Mitsugi nie zgodzili się na wejście Tsubasy do gry, do której nie został wytypowany. Hyuga zgodnie ze swymi słowami zrezygnował z bycia kapitanem po porażce.

Innym, dość zabawnym przykładem słowności Kojiro, była obietnica złożona Mazzantini’emu, włoskiemu trenerowi, który pomógł mu w pracy nad zbalansowaniem ciała. Hyuga obiecał mu, że za każdy zdobyty gol w klubie Reggiana, będzie przysyłać mu pizze. Po pewnym czasie, Mazzantini musiał poprosić go, aby przysyłał mu najmniejsze i najmniej tuczące, bo żona skarżyła się na powolny przyrost wagi męża.
Kojiro był oddany swej drużynie, przyjaciołom a przede wszystkim rodzinie. Jak prawdziwy Mandalorianin stawiał swoich bliskich ponad własne potrzeby.

Kojiro Hyuga zawsze imponował silną, żywą osobowością. Chęcią rywalizacji i wygrywania. Chciał się mierzyć z najlepszymi. Chciał być najlepszym. A przy tym ciężko pracował, aby osiągnąć swoje cele. Był (i jest) dzikim, zażartym tygrysem, o wojowniczym nastawieniu. Ale może co najważniejsze, zawsze kiedy oglądałam „Kapitana Tsubasę”, postać Kojiro wydawała mi się najbardziej rzeczywistą i ludzką. To nie był urodzony geniusz; główny bohater, któremu niemal zawsze pisane było zwycięstwo. To był ambitny chłopak, mierzący się ze swymi problemami życia codziennego i własnymi marzeniami o chwale. Ktoś, kto jak Mandalorianin, łączył w sobie i dumę, honor, ducha wojownika, ale i zawziętość, upartość, gniew, czy własne słabości.


GALERIA POSTACI:
Kojiro z drużyną reprezentacji Japonii, na różnych mistrzostwach:
(Kojiro = numer 9; Genzo Wakabayashi = ciemny strój bramkarza; Tsubasa Oozara = numer 10)


 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2018




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 12,525,039 unikalne wizyty