Krótkie rozważania o Taungach
 

Przeglądając jakiś czas temu wookiepedię, odnośnie The Sith War i Mandalorian, trafiłam na zwykły i wydawałoby się banalny podpis:

Mandalore the Indomitable, translated as Te Kandosii Mand'alor in Mando'a, and referred to as Mandalore by foes and allies alike, was a MALE Taung who served as warlord of the Mandalorian Clans prior to and during the events of the Great Sith War.

I naszła mnie wątpliwość... skąd wiadomo, że był mężczyzną? Nie, nie. Nie chcę wchodzić w teorię w stylu „Kopernik był kobietą”. Ale czemu zakłada się, że rasa obca zaraz musi funkcjonować na zasadzie ludzkiej biologii?
O samym ich wyglądzie i anatomii wiadomo tyle, że byli rasą humanoidalną, o szarym kolorze skóry i żółtych oczach. Od ludzi odróżniały ich charakterystyczne rysy twarzy, które prawdopodobnie wpłynęły na wygląd hełmów mandaloriańskich wojowników, zważywszy na wzajemne podobieństwo. Średni wzrost dorosłego osobnika to dwa metry, a przeciętna długość życia to ok. 85 lat. I tyle.
Dlatego zastanawiam się, czy Taungowie na pewno byli rasą dwupłciową. Bo byli humanoidalnej budowy? Bo wszyscy humanoidzi w świecie Star Wars muszą być odpowiednikiem ludzi, różniącym się co najwyżej kolorem skóry, włosów, oczu, lub kształtem głowy? To takie... proste. Za mało zróżnicowane, jak na ogromną galaktykę, z dziesiątkami planet, kultur i ras.

Przyznam się od razu, to głównie nuda sprawiła, że rozważałam i gdybałam, jak to z Taungami, antyczną i wymarłą rasą, mogło być naprawdę.

Pierwszy pomysł na dobrą sprawę bazuje na wzmiance o Mandalorze Nieposkromionym, czyli że ich rasa składała się z żeńskich i męskich osobników, jednakże ich budowa biologiczna niezbyt się od siebie różniła – wszyscy członkowie społeczności byli do siebie podobni pod względem fizycznym. Być może to wyjaśniałoby trzy ważne aspekty ich kultury.

Kobiety na równi z mężczyznami zajmowały się wojaczką. Nie mając jakiś wyraźnych różnic w budowie, każdy osobnik byłby tak samo silny, szybki i wytrzymały, a co za tym idzie potencjalnie dobrym wojownikiem. Skoro nie ma różnic fizycznych, nie istnieje tak zwana „słaba płeć”. A przy tym wyjaśniałoby jedną z możliwych przyczyn wymarcia gatunku – liczne ofiary śmiertelne spowodowane licznymi wojnami pośród obu przedstawicieli płci zmniejszały możliwość reprodukcji.

Drugą sprawą jest zauważalna norma w języku. Taungowie, jak i późniejsi Mandalorianie, nie mają rozróżnienia słów na płeć żeńską i męską. Jedno słowo jest stosowane do obu płci, np. słowo buir, znaczy zarówno matka, jak i ojciec. W języku polskim najlepiej brzmiałoby określenie ‘rodzic’, które także może odnosić się do matki, jak i ojca, i spełnia tą samą funkcję.
Oczywiście, w Mando’a istnieją słowa określające płeć: DALA - kobieta (dalyc istota rodzaju żeńskiego) i JAG mężczyzna (jagyc - określenie rodzaju męskiego). Ale równie dobrze mogą być to słowa ‘nowsze’, stworzone na potrzeby kontaktu z bardziej zróżnicowanymi rasami, jak ludzie.

Trzeci aspekt to dowolność zbroi. Za czasów Taungów, co widać na przykładach Mandalora Nieposkromionego, jak i Ostatecznego, wojownicy noszą się według własnych potrzeb. Mieli zbroje proste, zdobione, pełne kolców, znaków, czego dusza zapragnie. Każda była unikatowa i/lub powiązana z klanem. Dopiero pomysł Cassusa Fetta, by wprowadzić ujednolicone zbroje zmienia ten zwyczaj. Z komiksów KOTORa możemy zaobserwować, że Mandalor Ostateczny – Taung – niezbyt jest zadowolony z tego, ale przystaje na pomysł z racji pragmatycznych, by łatwiej było zapanować nad nowymi masami wojowników, nie wżytych w kulturę.
Jednolity wygląd Taungów o silnych osobowościach mógłby się przejawiać potrzebą zróżnicowania się od innych. Stąd różnorakie, bardzo osobiste zbroje, kultywowane przez wiele wieków (coś trochę jak armia klonów WAR-u. Obecnie, np. oglądając TCW, można zauważyć, że sklonowani żołnierze mają nad wyraz silną potrzebę zróżnicowania się od tuzina podobnych istot).

Oczywiście, zawsze istnieje możliwość, że Taungowie zamiast prostego, ludzkiego podziału na żeńską i męską płeć, mogliby być obojnakami, jak i równie dobrze mieć bardziej rozbudowany zakres płci. Albo w ogóle nie być żyworodnymi istotami, a jajorodnymi. A nawet i jajożyworodnymi!
Ale po kolei.
Ktoś słyszał o samicach Taungów? Jedyna mi znana wzmianka, to malutki, nowy fragment z książki „Revan”, gdzie tytułowy bohater rozmyślając nad przydomkami Mandalorów, używa stwierdzenia „jego, lub jej rządy”. To by świadczyło za obupłciowością. Jednak hermafrodyty, istoty posiadające cechy obu płci, nadal posiadają poczucie przynależności do konkretnej płci. Więc osobowość „żeńska” lub „męska” takiego Taunga może być wynikiem poczucia płciowego w danej chwili. Weźmy pod uwagę sytuację z Huttami, potrafiącymi z samca przejść w tryb samicy. Jabba, będąc jednym z takich obojnaków w źródłach jest zawsze określany jako ‘on’, bo poczuwa się do bycia samcem. Czy w takim razie podobny podział mógłby działać u Taungów? Myślę, że tak.
Patrząc na obojętność współczesnych Mandalorian na związki homoseksualne, równie dobrze może to mieć podłoże właśnie w starszej kulturze Taungów. Zarówno w przypadku obojnactwa, jak i obupłciowości, zakładając, że rasa ta nie posiadała wielkiego zróżnicowania fizycznego pośród osobników. Jeśli nie ma nacisku na rozróżnienie „on” i „ona”, bo albo wszyscy są jednym i drugim po trochu, albo wyglądają tak samo, to co za różnica jaki to związek byłby w oczach ludzi?
Pozostaje kwestia rozmnażania. Niektóre rasy, w tym Huttowie, nie potrzebują partnera, by zajść w ciąże. Jednak patrząc na nacisk Taungów i późniejszych Mandalorian na znaczenie klanu i więzów między członkami społeczności, być może i w przypadku obojnactwa występowałoby zapłodnienie krzyżowe, w którym osobnik ma potrzebę wymienić się z drugim swoimi genami. Także eliminowałoby to argument przeciw, bo przy samozapłodnieniu rasa ta nie wyginęłaby, ani nie miała tak silnych więzów klanowych. Wystarczyłaby mała garstka osób, do powielania swych genów.
Skoro w pewnym okresie swego rozwoju, liczebność Taungów uległa zmniejszeniu, oprócz wojennych strat należy przypuszczać, że proces rozmnażania albo nie był łatwy (większe zróżnicowanie płciowe?), albo na małą skalę. Ludzie mogą mieć wiele potomstwa, w dość krótkim czasie. Być może okres dojrzałości Taungów był ograniczony, lub tylko sezonowy, stąd potrzeba posiadania potomstwa przeniosłaby się na obce istoty, niezwiązane więzami krwi. Szybka adopcja zaspokajałaby potrzeby macierzyństwa/ojcostwa i zasilała stale szeregi armii.

Pozostała jeszcze kwestia jajorodności, tudzież jajożyworodności, czy w jakimkolwiek innym wydaniu. Sens przede wszystkim oparty na oderwaniu Taungów od ludzkiego procesu rozmnażania.
Taungowie są humanoidami? Są. Ale Trandoshanie także są humanoidalną rasą, a jednak ich fizjonomia jest gadzia, a nie ludzka. Wykluwają się z jaj, zjadają własne rodzeństwo, by wyeliminować najsłabszych. Tak, jak gady mają w zwyczaju.
I jak Taungowie, Trandoshanie wierzyli w potrzebę zdobycia wielkiej sławy, z przyczyn religijnych, jak i egoistycznych. Także ich filozofia ma w sobie coś okrutnego i obcego dla ludzi, myśl, że przeżywa tylko najsilniejszy. Jest to swego rodzaju ‘gadzie’ rozumowanie. Trandoshanie pozwalali zjadać się swemu potomstwu, by tylko przetrwało to najlepsze. A kiedy ich rodzice przestawali być silni, nie mieli oporów się ich pozbyć. Można to zauważyć na przykładzie Bosska i jego ojca, Cradosska.
Wracając jednak do Taungów. Podczas Wojen Mandaloriańskich byli ginącą rasą. Uzupełnili swe szeregi licznymi wojownikami ludzkiego i nie tylko ludzkiego pochodzenia, ale słusznym wydaje się być założenie, że nawet w końcowej fazie swej bytności, ich wpływ na nowych, przyszłych Mandalorian pozostawał nadal dominujący. Nie kierowała nimi „dobroć serca”, by przyjąć w szeregi słabych i potrzebujących. Raczej patrzyli za cechami, które sami cenili w sobie: siłę, wytrzymałość, hart ducha, dążenie do przekroczenia własnych granic, zadziorność. Przemawia za tym sposób rozumowania wojowników, takich jak zaufany podwładny Mandalora, Cassus Fett, czy Canderous Ordo.

Obaj wojownicy, jak wielu innych im podobnych, oprócz szukania chwały i dbania o honor, nigdy nie mieli oporów, by wybijać swoich wrogów. Ci, którzy stanęli do epickiej walki zasługiwali na szacunek, jakim np. Canderous obdarzył Revana. Jednak ci, którzy nie potrafili walczyć, ani nie byli wojownikami, w ich oczach nie zasługiwali na nic innego, jak śmierć. Świadczy o tym m.in. akcja na Cathar, w której Cassus nie wahał się wybić bezbronnych cywili, jako karę za walkę przeciw Mandalorianom w Wojnie Sithów.
Dużo informacji o sposobie myślenia ówczesnych wojowników dostarcza przede wszystkim postać Canderousa Ordo.

Każdy, kto stanął na naszej drodze - bez względu na to, czy walczył czy nie - został zniszczony. Próbując sprowokować siły Republiki do walki, spaliliśmy doszczętnie kilka planet.
Osobiście nie przepadam za niszczeniem planet bez powodu, ale taktyka, jaką prowadzili ci tchórze z Republiki, nie pozostawiała nam wyboru. Ukrywali żołnierzy w domach cywilów. Używali całych rodzin jako żywych tarcz. Wydawało się im, że nie zaatakujemy ich baz położonych w głównych miastach. Nie doceniali naszej determinacji i nie wiedzieli, na jakie sposoby walki się zdecydujemy. Dla tych, którzy nie potrafią się bronić, nie ma miejsca wśród wojowników.
Jeśli do zniszczenia tarczy ochronnej trzeba było zmieść z powierzchni ziemi całe miasto, to nie wahaliśmy się ani przez chwilę. Używaliśmy odpowiednich środków, aby zniszczyć cały opór.
Nie mam czasu ani cierpliwości dla tchórzy! Zasługują na to, żeby ich ścigać i niszczyć, tak jak się niszczy szkodniki! Zabijanie wrogów tak jak się zabija szczury nie przynosiło nam zaszczytu. Jednak niektóre wasze jednostki zyskały w naszych oczach uznanie... szczególnie później...

Canderous Ordo

Z przyjemnością oglądaliśmy, jak ocalałe statki wroga umykają z pola walki. Uciekając, kilka z nich próbowało nawet nurkować między pierścieniami planety.
Zostały z nich strzępy, a niedobitków zniszczyły nasze oddziały pościgowe.
Wojownicy nie umykają z pola bitwy, gdy szala zwycięstwa przechyla się na stronę nieprzyjaciela. Walczą do samego końca! Tak jak my walczyliśmy z waszym Jedi, Revanem.

Canderous Ordo

Jego barwne historie z czasów licznych wojen i potyczek są pełne mandaloriańskich norm – na tchórzy uciekających z walki czeka śmierć. Śmierć czeka słabych, nie potrafiących się obronić, nie będących wojownikami. Przeżyją tylko najsilniejsi, co według mnie ma wydźwięk prawdziwych drapieżników, którymi niewątpliwie byli Taungowie. Kolejny przykład podkreślający, że choć byli rasą uchodzącą za humanoidalną, bardzo się różnili od „ludzkiego” świata i to ludzie zostali ukształtowani pod ich wpływem, przejmując ich „obce” spostrzeganie spraw życia i śmierci.

W każdym przypadku myślę, że najważniejszą rolę odgrywać mogło to, że Taungowie nie byli zróżnicowanym gatunkiem, a właśnie bardzo ścisłe podobieństwo osobników do siebie sprawiło, że byli tym, kim byli. Wojownikami szukającymi chwały, obojętnymi na podział ze względu na płeć, czy pochodzenie. Dla nich istnieli tylko silni i słabi. Wojownicy, lub dar’manda.

Hashhana

 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2018




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 12,524,837 unikalne wizyty